Sprzęt  /  Recenzja

Teraz możecie kupować. OnePlus 9 Pro - recenzja po trzech miesiącach

OnePlus 9 Pro - recenzja po trzech miesiącach

Potrzeba było blisko trzech miesięcy i bodajże pięciu aktualizacji, żebym mógł napisać te słowa - OnePlus 9 Pro jest fantastycznym smartfonem, który po prostu zrobił bardzo złe pierwsze wrażenie.

OnePlusa 9 Pro, tak jak OnePlusa 9, miałem u siebie na długo przed premierą. Na tyle długo, by tuż przed premierą odpuścić próbę recenzowania - ten smartfon najzwyczajniej w świecie nie był gotowy na swój rynkowy debiut.

Trzeba jednak pamiętać, że większość użytkowników nie kupuje sprzętów na premierę, lecz długo po niej. Gdybym napisał recenzję wtedy, byłaby ona jednoznacznie krytyczna, co mogłoby zniechęcić kogoś do zakupu telefonu np. rok od premiery. A minęły niespełna trzy miesiące, by absolutnie każda z bolączek opisana w pierwszych wrażeniach zniknęła. OnePlus uwijał się przy łataniu swoich telefonów sprawniej niż Redzi przy poprawianiu Cyberpunka i dziś, bodajże pięć aktualizacji później, mogę z czystym sumieniem napisać, że warto go kupić. Ba, powiem więcej - to jeden z najlepszych smartfonów z Androidem, jakie znajdziecie na rynku. Choć oczywiście nie jest pozbawiony wad.

Czy naprawdę musimy mówić o specyfikacji?

Szok i niedowierzanie: smartfon wyposażony w Snapdragona 888, 8 lub 12 GB RAM-u i 128 lub 256 GB pamięci UFS 3.1 jest szybki. Dodajmy do tego wyświetlacz 120 Hz i doskonale zoptymalizowane oprogramowanie i mogę powiedzieć więcej: jest piekielnie szybki.

Jeśli chodzi o subiektywne odczucie płynności i szybkości działania, OnePlusa 9 Pro wyprzedza wyłącznie Asus ROG Phone 5. Wszystko odbywa się tutaj natychmiastowo i z gracją. Po kilku tygodniach z kombinacją tak szybkich podzespołów i ekranu 120 Hz przesiadka np. na iPhone’a 12 Pro Max to doświadczenie uwsteczniające; jak szofer przesiadający się ze służbowego BMW 7 do prywatnego E36. Niby jedno i drugie jest szybkie, ale mówimy o różnicy klas.

Zwykle nie wspominam o takich oczywistościach jak standardy łączności, ale tym razem muszę powiedzieć, że bardzo doceniłem Bluetooth 5.2 ze wsparciem dla kodeków Hi-Res audio a także WiFi 6, dzięki któremu mogłem cieszyć się idealną płynnością rozgrywki w streamingu Xbox GamePass.

Z perspektywy grania, czy to na urządzeniu, czy w streamingu, bardzo istotny jest fakt, iż OnePlus 9 Pro nie nagrzewa się przesadnie. Jest nieco ciepły w dotyku, ale nie grzeje się tak, by np. obniżać jasność ekranu, co jest bolączką wielu smartfonów, w tym wspomnianego iPhone’a 12 Pro Max.

Ekran i głośniki na szóstkę.

Wyświetlacz OnePlusa 9 Pro jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem na oczy. Nie do końca lubię się z jego krzywiznami, ale muszę przyznać, że ani razu nie zdarzyło mi się przypadkowo dotknąć krawędzi i aktywować niepożądaną funkcję czy aplikację.

Pomijając jednak zakrzywienia ekranu, ten wyświetlacz jest po prostu fenomenalny. To absolutny top topów, poziom najdroższych Samsungów Galaxy. Zastosowany tu panel Fluid AMOLED ma przekątną 6,7”, rozdzielczość 3216 x 1440 i adaptacyjną częstotliwości odświeżania od 1 do 120 Hz. Oznacza to, że ekran oszczędza energię wyświetlając statyczne obrazy i jednocześnie może zapewnić idealną płynność podczas przewijania treści, wyświetlania animacji, grania w gry, etc.

Oczywiście, aby oszczędzać energię dobrze jest obniżyć rozdzielczość wyświetlania do FHD+. Ekran nadal wygląda wtedy wspaniale, a zużywa zauważalnie mniej energii.

Mamy tu również tryb always-on, który - zależnie od preferencji - może być albo kompletnie odjechany, albo minimalistyczny i elegancki. Osobiście postawiłem na tę drugą opcję, bo ona również zużywa mniej energii.

Pod ekranem znajdziemy z kolei czytnik linii papilarnych, który przed premierą był… ahem, taki sobie. Kolejne aktualizacje oprogramowania usprawniły jednak jego dokładność do tego stopnia, że dziś skuteczność czytnika oceniam na 9/10. Nieco problemów może jednak nastręczyć jego umiejscowienie, bo znajduje się on znacznie niżej niż w większości smartfonów. Przy tak dużym rozmiarze urządzenia trzeba bardzo uważać, by odblokowując telefon nie wypuścić go z dłoni.

Słowo pochwały należy się także głośnikom, które grają w tej samej lidze, co Samsung Galaxy S21 Ultra i iPhone 12 Pro Max. Jest głośno, soczyście i szczegółowo. Lepsze głośniki na rynku ma wyłącznie ROG Phone 5, ale ten smartfon ma głośniki lepsze od większości laptopów, więc to trudny rywal do pokonania.

Reasumując, połączenie fantastycznego ekranu i wysokiej klasy głośników sprawia, że OnePlus 9 Pro to wybitna maszynka multimedialna. Oglądanie na nim seriali czy granie w gry to czysta przyjemność.

Duży chłop musi dużo jeść. Nie inaczej jest z OnePlusem 9 Pro.

Tak potężne podzespoły i tak szybki ekran muszą drenować ogromne ilości energii, nie ma tu drogi naokoło. OnePlus 9 Pro ma co prawda relatywnie duży akumulator, 4500 mAh, jednak w praktyce wystarcza on na maksymalnie jeden dzień (przy włączonym Always-On-Display i rozdzielczości FHD+). Da się go rozładować szybciej, robiąc dużo zdjęć i nagrywając wideo 4K - sensory w tym telefonie są tak zasobożerne, że podczas pleneru na plaży dosłownie widziałem, jak z każdym kolejnym zdjęciem spada poziom naładowania. W dni, gdy nie szalałem z aparatem, zwykle wieczorem zostawało mi ok. 15-20 proc. zapasu energii.

Na szczęście OnePlus i tutaj przyłożył się do poprawek, i 9 Pro już nie gubi kilkudziesięciu procent naładowania przez noc, jak miało to miejsce przed premierą. Teraz ubywają mu góra 3-4 proc., czyli w zakresie akceptowalnej normy.

Niezmiennie jednak OnePlus 9 Pro zachwycał mnie prostotą, z jaką można go szybko doładować. Mamy tu bowiem nie tylko szybkie ładowanie przewodowe Warp Charge 65W, ale także szybkie ładowanie bezprzewodowe 50W przy użyciu dedykowanej ładowarki.

Korzystałem z tego drugiego rozwiązania regularnie, podładowując telefon tu i tam. OnePlus reklamuje, iż ładowarka bezprzewodowa 50W naładuje telefon od 1 do 70 proc. w pół godziny i rzeczywiście tak jest. Potem ładowanie zwalnia, by oszczędzać akumulator i do 100 proc. ładuje się w kolejne pół godziny. Jeśli jednak nie ładujemy od zera, tylko podładowujemy telefon, to zwykle wystarcza 10-15 minut, by uzupełnić połowę zapasu energii.

Z przyjemnością melduję, że OnePlus 9 Pro w końcu zasłużył na etykietę Hasselblada.

Aparat był jednym z głównych powodów, dla których odłożyłem recenzję OnePlusa 9 Pro na później. Mówiąc krótko, przed premierą był on po prostu tragiczny. Cały na niebiesko:

Autofocus był marny, balans bieli nigdy nie był poprawny, a też czasem dochodziło do przezabawnych glitchy, przez które cały obraz stawał się niebieski.

OnePlus chyba jednak wziął sobie do serca krytykę recenzentów z całego świata, bo z każdą kolejną aktualizacją aparat sygnowany logo legendarnego producenta aparatów stawał się lepszy i lepszy. Dziś mogę powiedzieć z całą stanowczością, że to ścisła czołówka mobilnej fotografii. Choć nie w przypadku wszystkich obiektywów.

Główny sensor 48 Mpix w ciągu dnia potrafi zrobić spektakularne zdjęcia, bez potrzeby dalszej obróbki. Może kolory nieco zanadto wpadają w magentę jak na mój gust, ale taki „look” może się podobać. Równie spektakularne potrafią być efekty z 50-megapikselowego sensora z obiektywem ultrawide, który nie prezentuje typowej dla tego typu układów dystorsji; zniekształcenia są elegancko opanowane i np. linia horyzontu pozostaje niemal zupełnie prosta. Sensor ultrawide znakomicie spisuje się też w fotografii makro.

Sporadycznie zdarzają się problemy z ustawieniem ostrości, ale dotyczy to tylko skrajnych sytuacji oświetleniowych, np. gdy światło pada prosto w obiektyw.

Nie pogardziłbym jedynie ciut lepszą rozpiętością tonalną, zwłaszcza w prześwietleniach i zwłaszcza podczas nagrywania wideo. O ile robiąc zdjęcia Snapdragon 888 dość dobrze radzi sobie z unikaniem białych przepalonych plam, tak podczas nagrywania wideo przejaskrawione obszary są nie do uratowania. Na szczęście stabilizacja wideo jest wzorowa, zarówno korzystając z głównego obiektywu, jak i korzystając z obiektywu ultrawide.

Bardzo przeciętny jest z kolei aparat 8 Mpix z teleobiektywem 3,3x i w sumie… nie mam bladego pojęcia, po jaką cholerę ten obiektyw się znalazł w tym telefonie. Chyba tylko po to, by móc napisać w materiałach marketingowych „mamy cztery aparaty”. Dwukrotny crop z głównego sensora (stosowany tu np. w trybie portretowym) wygląda o niebo lepiej, co widać zwłaszcza robiąc zdjęcia jednocześnie OnePlusem 9 Pro i OnePlusem 9, który teleobiektywu nie ma, a mimo to robi lepsze zdjęcia na przybliżeniu niż OnePlus 9 Pro.

0,6x
1x
3,3x
Tryb portretowy

Po zmroku moje pochwały nieco słabną, bo choć nadal jest nieźle, to nie jest wybitnie. Przede wszystkim gdy brakuje światła, zaczyna kuleć autofocus. Ustawianie ostrości trwa zauważalnie dłużej, a aparat często nie trafia. Teleobiektywu lepiej w ogóle nie używać po zmroku, bo ustawienie ostrości najsłabszym z aparatów bywa po prostu niemożliwe. Tryb nocny też niewiele zmienia - delikatnie opanowuje prześwietlenia, ale to tyle. Te obszary są jeszcze do poprawki.

1x bez trybu nocnego
1x z trybem nocnym
0,6x bez trybu nocnego
0,6x z trybem nocnym

Nie powalił mnie również przedni aparat o rozdzielczości 16 Mpix. Za dnia zdjęcia nim wykonane są zupełnie ok, ale po zmroku obrazek dosłownie się rozpada, jak w telefonach ze średniej półki cenowej. Szkoda.

Koniec końców nie mam jednak problemu polecić OnePlusa 9 Pro komuś, kto szuka jednocześnie świetnego telefonu i dobrego aparatu. Nie jest to może liga Samsunga Galaxy S21, iPhone’a 12 Pro Max czy Xiaomi Mi11 Ultra, ale uplasowałbym go tuż poza podium. A patrząc na to, jak ciężko OnePlus pracuje nad poprawkami, jakość aparatu może jeszcze ulec zmianie na plus.

OnePlus 9 Pro na co dzień? Bajka. Po prostu bajka.

Gdy już programiści OnePlusa spięli pośladki i naprawili wszystko to, co powinno być naprawione przed premierą, OnePlus 9 Pro - podobnie zresztą jak OnePlus 9 - stał się smartfonem wzorowym. Na co dzień niczego tu nie brakuje, nie sposób na cokolwiek narzekać.

Czysto subiektywnie powiem też, że szalenie podoba mi się obudowa tego telefonu w kolorze silver mist, który trafił do mnie na testy. Jeszcze ładniejszy jest matowy Pine Green, który nie zbiera odcisków palców aż tak, jak wariant srebrny i gdybym kupował telefon dla siebie, na pewno postawiłbym na wersję zieloną. Sam projekt obudowy i wyspa aparatów bardzo mi się podobają, podobnie zresztą jak konstrukcja urządzenia. To kawał solidnego sprzętu, spełniający normę IP68, z fizycznym suwakiem regulacji wyciszania.

Ogólnej przyjemności z korzystania bardzo pomógł też fantastyczny mechanizm haptyczny; wibracje w OnePlus 9 Pro i OnePlus 9 grają w tej samej lidze, co Xiaomi Mi11 i iPhone 12 Pro Max. Pisanie na klawiaturze czy interakcja z interfejsem są dzięki nim niebywale satysfakcjonujące.

OnePlus rozwiązał też wszelkie problemy z łącznością. W czasie ostatniego miesiąca nie miałem ani jednej sytuacji, w której przerwałoby mi połączenie telefoniczne, albo telefon samoistnie rozłączyłby się ze słuchawkami Bluetooth lub samochodem.

Skoro o samochodzie mowa, to muszę wspomnieć, że OnePlus 9 Pro jest pierwszym smartfonem z Androidem, z którym nie miałem najmniejszych problemów po podłączeniu Android Auto do mojego Volkswagena. To oczywiście po części kwestia auta, które bardzo kapryśnie pracuje z AA, ale też smartfona - wiele smartfonów rozłącza połączenie Android Auto ze względu na albo poukrywane uprawnienia, albo agresywne ustawienia oszczędzania energii. OnePlus 9 Pro ani razu nie rozłączył mi się podczas połączenia z samochodem i bardzo to doceniam.

Każdy zasługuje na drugą szansę.

W chwili premiery na pytanie „czy warto kupić OnePlusa 9 Pro” odpowiadałem stanowczo: nie.

OnePlus zaliczył falstart, wypuszczając modele 9 i 9 Pro na rynek w momencie, w którym nie były dopracowane i godne polecenia. Dziś jednak mówię wprost: OnePlus 9 Pro i OnePlus 9 to jedne z najlepszych smartfonów z Androidem, jakie można kupić.

OnePlus 9 Pro jest przy tym niestety dość drogi, kosztując 4299 lub 4699 zł, zależnie od ilości pamięci. Jeśli to zbyt wysoka cena, zdecydowanie polecam spojrzeć w kierunku OnePlusa 9, który kosztuje 1000 zł mniej, a oferuje niemal te same możliwości i równie dobre aparaty, tyle że w plastikowej (co wcale nie znaczy: gorszej) obudowie i z płaskim ekranem (to akurat zaleta).

Na koniec powiem: trzeba było tak od razu. W 2021 r. na rynku pojawia się zbyt wiele telefonów, by pozwalać sobie na taką wtopę, jak wydanie niedopracowanego produktu, który potem trzeba będzie gorączkowo łatać aktualizacjami.