Oprogramowanie  /  News

To koniec Windows 10X. Cały projekt trafia do szuflady

Picture of the author

Według wiarygodnego źródła, Windows 10X jest martwy. System ten nie pojawi się w tym roku, jak pierwotnie zapowiadano. Microsoft ma na nowo zwrócić całą swoją uwagę na tradycyjnego Windowsa 10.

Według reportażu Brada Samsa – cenionego dziennikarza specjalizującego się w obserwowaniu Microsoftu – projekt Windows 10X po wielu zmianach ostatecznie jest martwy. A raczej odłożony na półkę może kiedyś się tym zajmiemy, ale raczej wątpimy. Windows 10X był wyjątkowo ambitnym projektem, przynajmniej pod względem zaangażowania ogromnych zasobów do jego produkcji. W toku swojego przedniemowlęcego rozwoju przeobraził się w coś zupełnie innego. Dziś, niestety, nie ma o czym mówić.

Pierwotnie Windows 10X miał być zorientowanym wyłącznie na przyszłość, supernowoczesnym systemem operacyjnym Microsoftu.

System miał całkowicie pozbyć się archaicznych rozwiązań z tradycyjnego Windowsa, utrzymywanych przez lata z uwagi na chęć zachowania zgodności wstecznej z wieloma rodzajami urządzeń i oprogramowania. Ten plan jednak porzucono na rzecz czegoś zupełnie innego.

Windows 10X w swojej drugiej formie miał być bezpośrednią odpowiedzią na rosnące zagrożenie ze strony Chrome OS. Prosty, lekki, bezawaryjny i banalnie prosty w administracji i serwisowaniu system Google’a podbija rynek edukacyjny i częściowo też biznesowy. Jest dużo mniej funkcjonalny od Windowsa – ale też właśnie dzięki temu przez wielu pożądany. Z uwagi na wspomniane wyżej zalety, które wyższa złożoność mogłaby zniwelować. Windows 10X miał oferować właśnie te atuty – płacąc za to brakiem zgodności z aplikacjami wykorzystującymi klasyczne Windows API.

Microsoft przeznaczył na budowę Windowsa 10X ogromne środki, angażując do pracy nad nim swoich najzdolniejszych inżynierów. Jedyną dobrą wiadomością z tego wszystkiego jest fakt, że ci mają wrócić do rozwijania zwykłego Windowsa 10.

Decyzja co najmniej dziwna. Chrome OS to platforma, na którą Microsoft nie ma żadnej odpowiedzi.

Ktoś mógłby zauważyć, że Microsoft 365 i reszta sztandarowych usług Microsoftu działa bezbłędnie na Chromebookach – i nie byłoby w tym krzty nieprawdy. Sęk w tym, że Chrome OS – tak jak iOS, Windows czy Android – dostarczany jest wraz z zestawem domyślnych aplikacji od jego producenta. Jestem przekonany, że typowy klient zdecydowany na Chromebooka raczej nie będzie zawracał sobie głowy usługami Microsoft 365 – skoro na komputerze będzie miał już bardzo przyzwoite, dostępne i wstępnie skonfigurowane usługi Google Workspace.

Windows 10 – nieporównywalnie bardziej funkcjonalny od Chrome OS-a – jest też nieporównywalnie trudniejszy w nadzorze, serwisowaniu i administracji. Nawet tak banalna czynność, jak na przykład przygotowanie szkolnych komputerów do kolejnej lekcji z nowym zespołem uczniów to na Windowsie czynność wysoce czasochłonna – podczas gdy na Chromebooku zajmuje to sekundy. Na dodatek Windows 10 ma znacznie wyższe wymagania sprzętowe od Chrome OS-a.

Niewykluczone, że zamiast Windowsa 10X doczekamy się istotnych usprawnień w dużym Windowsie 10, dzięki którym ten zbliży się do atutów oferowanych przez konkurenta. Na dziś jednak trudno mi sobie to wyobrazić.

Dziwne. Bardzo dziwne.