Sprzęt  /  Artykuł

Apple stworzył AirTag - urządzenie szpiegowskie. I udaje, że wszystko jest w porządku

Picture of the author

AirTag to malutki lokalizator, który potencjalnie można wykorzystać do stalkowania innych osób. Apple twierdzi, że to niemożliwe, ale The Washington Post uważa, że AirTagi mają zbyt słabe zabezpieczenia przed śledzeniem nieświadomych osób.

AirTagi szturmem wdzierają się na rynek nowych technologii. Sam pomysł na malutki lokalizator nie jest niczym nowym, ale produkt Apple może być najskuteczniejszym urządzeniem tego typu. AirTagi korzystają z sieci Apple Find My, a to oznacza, że w ich lokalizowaniu biorą udział wszystkie iPhone’y, iPady i MacBooki na całym świecie.

To sprawia, że w dużych miastach szanse na znalezienie zgubionego przedmiotu z przyczepionym AirTagiem są zdecydowanie większe niż przy innych lokalizatorach. Najpopularniejsze rozwiązanie tego typu, czyli Tile, ma 26 mln użytkowników. Tymczasem, według zapewnień Tima Cooka ze stycznia 2021 r., na świecie jest obecnie 1,65 miliarda aktywnych urządzeń Apple, z czego ponad miliard to iPhone'y będące w realnym użyciu. Każdy z nich jest ogniwem w potężnej sieci Find My.

Niestety jest też druga strona medalu: malutki AirTag można podłożyć nieświadomej osobie.

Mały krążek można wrzucić takiej osobie do plecaka, czy np. ukryć go w jej aucie. Teoretycznie umożliwi to śledzenie takiej osoby bez jej wiedzy i zgody, do tego przy bardzo niewielkim nakładzie finansowym. W końcu koszt AirTaga to tylko 159 zł więc można go uznać za jedno z najtańszych urządzeń do śledzenia.

Apple przewidział taką możliwość i już w momencie premiery AirTagów poinformował, że wprowadzono system zapobiegający śledzeniu innych osób. iPhone śledzonej osoby przy dłuższym kontakcie z obcym AirTagiem powiadomi użytkownika o tym, że prawdopodobnie jest on śledzony. Do tego podrzucony AirTag zacznie wydawać dźwięk, by można go było łatwo zlokalizować.

System alarmujący o śledzeniu zadziała... ale nie wtedy, gdy śledzisz osobę korzystającą z Androida.

Zauważcie, że w pomyśle Apple jest jedna luka. Apple zdaje się nie zauważać, że istnieją osoby bez iPhone’ów, a niestety można je śledzić przy użyciu AirTaga, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Smartfon z Androidem nie wyśle powiadomienia o tym, że od kilku dni obok znajduje się AirTag. Nie wywoła też alarmu dźwiękowego w AirTagu.

Do tego pojawia się raport The Washington Post, w którym dziennikarze przeprowadzili bardzo ciekawy test. Jeden redaktor miał śledzić drugiego, przy czym obaj mieli iPhone’y. W praktyce system Apple zadziałał, ale dziennikarze twierdzą, że powiadomienie na iPhonie można łatwo przegapić, a dodatkowo dźwięk alarmowy emitowany przez AirTag był odtwarzany jednorazowo i tylko przez 15 sekund. Jeśli zdarzy się to w aucie, w czasie ruchu ulicznego, a AirTag będzie schowany głęboko w tylnej kanapie (albo, wzorem filmów akcji, na podwoziu auta), kierowca go nie usłyszy.

Co więcej, cały system uruchamia się dopiero po trzech dniach ciągłego śledzenia drugiej osoby. Wobec tego można przez jakieś 70 godzin podglądać lokalizację innej osoby, kiedy ta będzie zupełnie nieświadoma. Według dziennikarzy The Washington Post w amerykańskich miastach śledzenie jest niezwykle precyzyjne. Kiedy śledzona osoba jedzie rowerem, jej lokalizacja jest pokazywana z dokładnością średnio dwóch pomiarów na każdy mijany budynek. Kiedy śledzony jest w swoim mieszkaniu lub biurze, lokalizacja pokazuje jego dokładnie położenie.

To wszystko sprawia, że AirTagów można użyć do śledzenia ludzi.

Wychodzi więc na to, że AirTagiem można śledzić osoby wyposażone w smartfon z Androidem. Do tego posiadacze iPhone’ów też nie są w pełni chronieni. Ciekaw jestem, czy przełoży się to na wprowadzenie nowych regulacji prawnych. Sytuacja jest bezprecedensowa, bo do tej pory nie istniał tak tani, tak zaawansowany technicznie i tak dokładny system pozwalający na śledzenie innych osób.