Tech  /  Felieton

Przy piąteczku. Spoko komp kosztuje 300 albo 5000 zł. Zależy, czy liczy polityk, czy aktywistka

Picture of the author

Trudne życie mają aktywiści. Urzędnicy ich zwykle nie lubią, politycy podobnie, a publiczność - gdy się jeden czy drugi aktywista zradykalizuje - miewa za oszołomów. Jakby tego było mało, pracować trzeba, a na komputer ni ma. A przecież to koszt niewielki, bo jakieś 300 zł.

„Chciałabym dostać komputer stacjonarny + artykuły biurowe, żebym miała swoje biuro domowe, miejsce do pracy. Marzę o tym, uwierzcie. może jesteście w stanie mi pomóc? Dzięki tej zrzutce kupię komputer, powstanie moja wymarzona przestrzeń do nauki, pisania, pracy, robienia rzeczy, grania w gierki i spotykania się z terapeutką” - napisała w internetowej zbiórce Hanna Zagulska.

I doprecyzowała: ona ma 30, jej komputer 8 lat. 30., nie 18., to prawdziwe wejście w dorosłość - wyjaśniła pani Hanna w jednym z wywiadów - więc ona na ten szczególny moment założyła zbiórkę. I rozpętała festiwal heheszków przeplecionych hejtem. "Niech się weźmie do roboty!".

Przyznam, że w pierwszej chwili mnie to srogo zażenowało. 30-latka, której nie stać na komputer? A z drugiej strony: nowy komputer i od razu za 5 tys. zł? pani Hanna szybko wyjaśniła: jej się marzy nie byle komputer, tylko MacBook. Ale żeby nie było: nie od razu najnowszy, wystarczy używany, choć wciąż za 5 koła.

Ja wiem, że bida, kryzys, koronki i w ogóle, ale 5 tys. zł to jest nieco mniej niż średnia krajowa. 30-latka nie potrafi takiej kasy skombinować? Odłożyć przez kilka miesięcy?

Na szczęście w sukurs przyszedł Ryszard Petru, który dokonał dość ekwilibrystycznego ataku na program 500+. (Były) polityk odpalił bowiem Allegro, zobaczył, że ktoś sprzedaje starego klocka za 300 zł i rzucił w wywiadzie: "Dobry, używany komputer można kupić na Allegro nawet za 300 zł. Rodzina dostaje zatem odpowiednią kwotę, a komputera nie kupuje. (...) To przykład na to, że pieniądze z „500 plus” nie są przeznaczane na te potrzeby dzieci, które powinny zostać zaspokojone w pierwszej kolejności".

Wygłąszanie opinii o rynku na podstawie aukcji na Allegro to dość nowatorska metoda prowadzenia polityki. Dlaczego powyższy cytat jest co najmniej śmieszny? Tłumaczył to na naszych łamach Łukasz Kotkowski, mimo że Maciek Gajewski nawet próbował pana bronić!

Skoro zatem da się kupić komputer za 300 zł, to chętnie spiknę pana Ryszarda i panią Hannę. Z tej zrzutki (na ten moment udało się zebrać ponad 9,5 tys. zł) pani sobie nakupi komputerów już na wszystkie kolejne urodziny! Ale tak serio...

Potem zagłębiłem się w motywy pani Hanny i ją zrozumiałem.

Są dość proste: jublilatkę znajomi już od roku pytali o prezent, mama sugerowała nawet drogie perfumy, ale to nie to. Pani Hanna uznała, że zamiast wydawać na nietrafione prezenty, niech się znajomi zrzucą na komputer. Rozsądny pomysł, prawda?

Tyle że pani Hanno… Pani o sobie pisze, że jest doradczynią PR-ową i polityczną, że pani w kampaniach Razem i Wiosny pomagała. Pani Hanno, rozumiem, że w tej dziedzinie o zarobek pani ciężko. Gdyby pani napisała w ogłoszeniu o zbiórce to, co ja akapit wyżej, nie byłoby żadnego hejtu, drwin, facepalmów i spojrzeń godnych politowania. Jest pani po prostu słabym PR-owcem. Sama sobie wykreowała pani aferkę.

„Zbiórka na urodzinowy prezent od znajomych" vs „zbiórka w internecie, bo mam 30 lat i nie mam na komputer" - przyzna pani, że od razu widać różnicę, prawda? Nie chcę się tu nad wyraz mądrzyć, bo nie jestem PR-owcem, ale mam propozycję: znam ich wielu i chętnie pomogę w kontakcie. Nie obiecuję jednak, że udzielą porad za darmo.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst