1. SPIDER'S WEB
  2. Foto
  3. Tech

Świetna premiera trzech nowych obiektywów Sony. Takich maluszków nam potrzeba

Minister podał datę powrotu dzieci do szkoły. Jeżeli pandemii pozwoli

Sony właśnie zaprezentowało aż trzy nowe obiektywy do swoich bezlusterkowców. Nowe 24 mm, 40 mm i 50 mm to trio maluszków o świetnej jakości wykonania.

W ostatnich tygodniach liczba premier wśród systemu aparatów Sony jest wręcz przytłaczająca. W 2021 r. zobaczyliśmy już najbardziej zaawansowany aparat w historii firmy (a może nawet całego rynku) - Sony A1. Następnie pojawiła się mała kamera FX3, czyli filmowy odpowiednik Sony A7S III. W kwestii obiektywów zobaczyliśmy Sony 35mm f/1.4 GM i najjaśniejszy obiektyw systemowy Sony 50mm f/1.2 GM, a po drodze były też przecież nowe cyfrowe mikrofony.

Wszystkie te sprzęty mają jeden wspólny mianownik: wysoką (lub bardzo wysoką) cenę. Teraz przyszła premiera na coś bardziej przystępnego, choć bynajmniej nie budżetowego.

Sony 24, 40 i 50 mm, a wszystkie niemal identyczne. Takich obiektywów nam trzeba.

Pamiętacie zapewnienia o tym, że bezlusterkowce pozwolą tworzyć znacznie mniejsze obiektywy niż systemy lustrzanek? Rzeczywistość zweryfikowała te zapowiedzi, bo przecież ogromnych obiektywów mamy aż nadto. Potrójna premiera Sony przełamuje ten trend, bowiem w końcu mamy coś naprawdę niewielkiego. Nie są to może typowe naleśniki, ale rozmiar nikomu nie powinien przeszkadzać.

Mowa o nowym trio obiektywów serii G, czyli:

  • Sony FE 24mm F2.8 G,
  • Sony FE 40mm F2.5 G,
  • Sony FE 50mm F2.5 G.

Wszystkie są zaprojektowane do pełnoklatkowych aparatów i wyglądają identycznie. Mają 68 mm średnicy i zaledwie 45 mm długości, a rozmiar filtra to skromne 49 mm. Masa każdego z nich oscyluje w okolicach 170 g. Każdy z obiektywów jest wykonany z metalu, a konstrukcja jest uszczelniana.

Na niewielkich obudowach znalazło się wiele elementów typowych dla serii G: pierścień ostrości, przełącznik ostrości, pierścień przysłon z przełącznikiem pozwalającym wyłączyć klik, jak i konfigurowalny przycisk Focus hold. Jasne elementy na metalowej obudowie to nie farba, lecz grawer, co ma podnieść jakość całej konstrukcji.

Cechą wspólną jest także układ autofocusu oparty na podwójnym liniowym silniku, dzięki czemu ostrość ma być ustawiana szybko i bezgłośnie. Do obiektywów są też dołączone osłony przeciwsłoneczne.

Różne ogniskowe wymuszają inne konstrukcje optyczne.

Obiektyw 50 mm składa się z dziewięciu soczewek w dziewięciu grupach, a w konstrukcji znalazły się dwie soczewki asferyczne i jedna ED. Pięćdziesiątka ustawia ostrość od 35 cm w trybie AF i od 31 cm w trybie MF.

Czterdziestka również ma dziewięć niezależnych soczewek, w tym trzy asferyczne. Obiektyw ustawia ostrość od 28 cm w trybie AF i od 25 cm w trybie MF. Z kolei najszerszy obiektyw 24 mm ma osiem soczewek w siedmiu grupach, z czego trzy soczewki są asferyczne, a jedna to konstrukcja ED. Minimalna odległość ostrzenia to 24 cm w trybie AF i 18 cm w trybie MF.

Cena? W granicach rozsądku.

Nowe obiektywy kosztują po 700 euro za sztukę, czyli po ok. 3200 zł. Dużo? Mało?

Patrząc na kombinację ogniskowych i jasności można odnieść wrażenie, że to dość wygórowana cena. Na rynku bez większych problemów znajdziemy konstrukcje firm trzecich o podobnych parametrach i niższej cenie. Trzeba jednak podkreślić, że nowe obiektywy Sony są przedstawicielami serii G, a więc możemy się po nich spodziewać bardzo dobrych osiągów optycznych. Do tego dochodzi metalowa i uszczelniana obudowa, jak i pierścień przysłon i przyciski znane z innych obiektywów tej serii.

Osobiście jestem wielkim fanem małych i lekkich obiektywów o dobrych osiągach. Dodatkowo cała trójka powinna świetnie sprawdzić się w filmowaniu, szczególnie na gimbalu. Tym bardziej że w filmie rzadko operujemy na otworach przysłon większych niż f/2.8, szczególnie w segmencie pełnoklatkowych kamer. Jestem bardzo ciekaw, jak nowe obiektywy sprawdzą się w praktyce, co postaram się niebawem przetestować.