Operatorzy  / Artykuł

5G to na razie piaskownica, ale w przyszłości stworzy ocean możliwości - rozmawiamy z Piotrem Muszyńskim, który budował 3G i 4G

Odwołana aukcja na częstotliwości 5G może opóźnić komercyjny start tej technologii w naszym kraju. Z  Piotrem Muszyńskim rozmawiamy o następstwach tej decyzji, potrzebie opracowania strategii działania i o rozwiązaniach, które 5G upowszechnią.

Piotr Muszyński przez większość swojego życia związany jest z telekomunikacją. W ciągu ponad 16 lat pracy w Orange, przeszedł ścieżkę od dyrektora zajmującego się relacjami z klientem do wiceprezesa odpowiadającego za strategię i transformację. Od 2018 roku prowadzi własną firmę, Fixmap, inwestującą na rynku lokalnych operatorów telekomunikacyjnych i firm informatycznych. W jego portfelu znajduję się sześć spółek, m.in. gdańska Volta i lubuski Terra Telekom.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Mamy anulowaną aukcję na 5G, co może doprowadzić do opóźnienia w budowie tej technologii w naszym kraju. To chyba najgorętszy temat do dyskusji w świecie telekomunikacyjnym?

Piotr Muszyński, szef Fixmap: Zdecydowanie, operatorzy odczuwają potrzebę usprawnienia technologii i samodzielnie decydują się na roll-out (Plus uruchamia sieć nadajników w 7 miastach, a Play w Trójmieście - przypis red. ), ale nie jest to jeszcze prawdziwe 5G, a raczej LTE 4.8.

Dlaczego?

Ponieważ cały czas jest to konwersja częstotliwości wykorzystywanej przez sieć LTE. Mówimy przecież o wykorzystaniu częstotliwości 2,1 i 2,6 GHz, które nominalnie przypisane są do częstotliwości LTE. Wykorzystujemy stare pasmo, „ulepszamy radio” i mówimy: „mamy 5G!”. To jeszcze nie to.

Aukcja miała udostępnić operatorom wyższe pasmo: 3,4-3,8 GHz.

Operatorzy już teraz najczęściej dysponują pasmem powyżej 3 GHz. Weszli w jego posiadanie na mocy wcześniejszych przetargów np. na technologię WiMAX czy różnych przejęć. To miks zaszłości historycznych, licencji ogólnopolskich i regionalnych. Pasmo jest podzielone na nieefektywne bloki po 14 MHz z różnym przeznaczeniem. Rodzi się bałagan, który trudno zagospodarować.

Przetarg miał to zmienić. 5 bloków po 80 MHz wydaje się idealnie skrojone pod potrzeby czterech dużych operatorów i operatora lokalnego. To właśnie regionalni gracze stanowią doskonałe uzupełnienie oferty dużych operatorów, zwłaszcza na terenie mniejszych miejscowości. Mamy w Polsce około 600 takich operatorów, którzy inwestowali w światłowody na terenie wsi i miasteczek – głównie dzięki publicznemu dofinansowaniu. Sieć miedziana i 4G dużych operatorów nie były dla nich dużą konkurencją. Wraz z 5G sytuacja ulegnie diametralnej zmianie.

Czyli propozycja czwórki operatorów będzie korzystniejsza niż kupienie internetu po kablu?

Lokalni operatorzy działają zarówno w technologii radiowej, jak i stacjonarnej. W przypadku tej pierwszej to Wi-Fi 5 GHz, a w przypadku tej drugiej, to infrastruktura, którą trzeba było wybudować. Wyobraźmy sobie teraz operatora, który posiada w zasięgu kilkanaście tys. gospodarstw  domowych i ma 2 tys. klientów, z czego część w technologii radiowej. To będzie walka Dawida z Goliatem.

Potencjał kreowania oferty lokalnego operatora jest bowiem znacznie mniejszy niż operatora krajowego. Ten ostatni będzie mógł skorzystać z istniejącej własnej infrastruktury pasywnej, uruchomić 5G i do Internetu X00 Mb/s dorzucić jeszcze telewizję w jakości 4K na tym samym paśmie (a w przyszłości nawet 8K).

Operatorzy lokalni są uzupełnieniem ekosystemu, więc uważam, że jeden blok w aukcji na tzw. C-Band powinien być przeznaczony właśnie na takie potrzeby. Umożliwiłoby to zdrową, regionalną konkurencję. Bez tego mniejsi operatorzy skazani są na porażkę w walce o utrzymanie klienta.

Zapisów o operatorach regionalnych brakowało jednak w anulowanej aukcji.

Tak, ale sytuacja jest bardzo dynamiczna. Nie dość, że mieliśmy decyzję regulatora o zamrożeniu aukcji, to później skrócono kadencję prezesa UKE. Minister Zagórski mówi, że aukcja wydarzy się jeszcze w tym roku i może będzie ogłoszona przez wiceprezesa pełniącego obowiązki prezesa UKE, ale mam ku temu wątpliwości.

Po pierwsze, to praktycznie najważniejsza aukcja o znaczeniu strategicznym, jaka wydarzy się w naszym świecie telekomunikacyjnych w przewidywalnej przyszłości. Dlatego powinna być nadzorowana przez Prezesa UKE od początku.

Po drugie, aukcja jest bardzo złożonym, trudnym i rozciągniętym w czasie procesem. Wymaga całego szeregu aktów prawnych różnego rzędu i wynikających z nich terminów konsultacji i wdrażania. Pół roku określiłbym jako bardzo optymistyczny scenariusz. Trzeba jednak przyznać, że inne kraje, jak np. Francja, również anulowały swoje aukcje wobec Covid-19.

Jak ocenia pan postępy innych krajów w kontekście wprowadzania 5G? Słyszymy o nim przecież od kilku lat.

Mamy dziś działające sieci 5G w 60 krajach. Jednak tylko 12 mln ludzi raportuje, że codziennie łączy się z 5G. To na razie sandbox – piaskownica, gdzie jak nieporadne dzieci z grabkami bawimy się tym, co wybudowali operatorzy. Nie jest to jeszcze pełna, produkcyjna infrastruktura.

Mam duży szacunek dla kolegów z Plusa i Play, którzy jako pierwsi uruchamiają swoje sieci. Tak samo dla lidera rynku Huawei’a i podążającego za nim Ericsona. Dzięki nim mamy takie same grabki jak Singapur czy Korea Południowa, więc nie powiedziałbym, że odstajemy w tym wyścigu. Jeśli tylko stworzymy plan działania, to nie powinniśmy mieć problemów z 5G, tak samo, jak nie mieliśmy z LTE, które wdrożyliśmy bardzo sprawnie.

Jak to pan ocenia?

Mamy dziś o wiele lepszy internet LTE, niż w Londynie, Paryżu, Amsterdamie czy innych europejskich miastach, kiedy porównamy to z Warszawą. Generalnie, nasza jakość sygnału jest lepsza. Potrafimy planować i budować sieci na pewno nie gorzej niż inni operatorzy w Europie.

Może się to zmienić, kiedy sąsiedzi zaczną wykorzystywać 5G i wówczas zachodnie korporacje będą omijały Polskę, chcąc lepszej infrastruktury.

Jeśli opóźnienia będą się nawarstwiały, to oczywiście może do tego dojść. Mieliśmy przecież taki moment, kiedy koncerny motoryzacyjne wybierały Słowację ze względu na lepsze drogi. Telekomunikacja, co do zasady, to bardzo podobna sfera szeroko rozumianej infrastruktury, której jakość określa poziom atrakcyjności dla inwestorów.

Są kraje, gdzie debatuje się nad wykluczeniem Huawei’a z przetargów na budowę infrastruktury dla 5G. Czy może się odbić na jakości wdrożenia?

Całe życie i karierę zawodową starałem się nie mieszać polityki z biznesem, a szczególnie z technologią. Mam osobiste doświadczanie z budowy sieci LTE dla Orange z Huawei i mogę powiedzieć, że był to najlepszy partner - tak technologicznie i kosztowo w trakcie realizacji projektów 3G i 4G. Jego urządzenia, to dziś większość sieci LTE u dwu dużych operatorów i raczej nie słyszeliśmy o poważniejszych incydentach jakości czy bezpieczeństwa w sieci.

Generalnie uważam zaś, że ograniczania nie powinny być kierowane przeciwko, ale raczej w sprawie, a tu sprawą jest nasze ogólnonarodowe bezpieczeństwo. Wprowadzenie restrykcji o charakterze administracyjno-prawym jest proste, bo możemy wykluczać każdego z gry rynkowej. Trudniejsze do zarządzenia są konsekwencje gospodarcze i ekonomiczne takiego działania. Naszym celem powinno być wyeliminowanie zagrożeń cyberbezpieczeństwa na poziomie krajowym, a nie wykluczanie liderów rynku, których operatorzy wybierali do tej pory przez lata, kierując się obiektywnymi przesłankami

Jak więc zmieniłby pan podejście regulatora?

Potrzebujemy procedur, które zapewnią nam bezpieczeństwo. Ryzyka związane ze strategiczną komunikacją nie są trywialne. 5G będzie obsługiwało najważniejsze elementy naszej gospodarki, więc paraliż infrastruktury teleinformatycznej może być bardzo dotkliwy.

Dlatego potrzebujemy dobrej regulacji, procedur i procesów czy - bardziej szczegółowo – np. obowiązku udostępniania kodu źródłowego wdrażanych rozwiązań, który bylibyśmy w stanie sami analizować pod kątem ryzyk cyberbezpieczeństwa. Wówczas będziemy szerzej przygotowani na ewentualne ataki. Musimy być w stanie zbadać oprogramowanie sprzętu czy oprogramowanie usługowe  każdego dostawcy i operatora nie ma luk bezpieczeństwa  (back door) . Do urządzeń i oprogramowania 5G , w kontekście cyberbezpieczeństwa, musimy podejść tak samo, jak do zakupu dronów czy helikopterów, mając na uwadze strategiczne zastosowanie sieci teleinformatycznych.

To znaczy?

Chodzi o ciągły transfer wiedzy. Musimy rozumieć, co dzieje się w laboratoriach dostawców, które już teraz pracują nad kolejnymi generacjami urządzeń i oprogramowania dla sieci radiowych.

To może być bardzo trudne zadanie. Polska nie słynie przecież z opracowywania nowych technologii telekomunikacyjnych.

Niech pan spojrzy, co się dzieje w bardziej niszowych dziedzinach, gdzie polska myśl inżynierska mieści się w światowej czołówce. Plasujemy się wysoko w materiałoznawstwie, gdzie nasz wkład w wytworzeniu np. grafenu jest niezaprzeczalny. Owszem, brakuje nam silnego przemysłu w zakresie elektroniki, ale tu kierowałbym się bardzo prozaicznym powiedzeniem: jak nie możesz komuś przyłożyć, to się z nim zaprzyjaźnij.

Wiemy o planach Huawei, które chce rozwijać dział R&D w Warszawie. Powinniśmy się stać częścią łańcucha produkcyjnego, z którego przez lata w ramach globalizacji zostaliśmy wykluczeni.

Czyli musimy posiadać kompetencje na coś więcej niż tanią montownię.

Kalifornia jest dziś uznawana za szóstą gospodarkę świata, nie przez przemysł, ale dzięki zagłębiu know-how, skąd pochodzi duża część współczesnej wiedzy technologicznej. W szeroko rozumianym interesie polskiej gospodarki jest podążanie w tym kierunku. Moim zdaniem dyskusje polityczne nas tam nie zaprowadzą. Podobnie, jak restrykcje w wykorzystaniu tych czy innych technologii.

Rozumiem i w pełni się z panem zgadzam. Na koniec dajmy się ponieść wodzom fantazji. Jaki będzie świat z 5G?

5G jest tak zwanym enablerem, czyli daje możliwość działania innym technologiom i usługom. Najważniejszym wyróżnikiem sieci 5G jest to, że ich zarządzanie i konfiguracja usług z definicji odbywać się będzie w chmurze. Dzięki temu możliwa będzie pełna konwergencja z działającymi w chmurze usługami AI, VR czy AR. Ta konwergencja otwiera przed nami nowe możliwości, w środowisku definiowanym jako Web 2.0.

Przed nami świat, jak z filmów s-f, gdzie będziemy wręcz otoczeni przez komunikujące się ze sobą sensory i urządzenia. Będą przesyłały informacje na częstotliwościach poniżej 100 MHz i powyżej 60 Ghz,  sprawiając, że niewidzialna rura, jaką jest infostrada 5G, będzie miała bez mała nieograniczoną  przepustowość umożliwiającą praktycznie nieograniczoną możliwość wymiany informacji w czasie rzeczywistym.

Przyszłość to ocean nowych możliwości i rozwiązań, na które  my jako użytkownicy, po prostu jeszcze nie wpadliśmy.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst