Sprzęt  / Recenzja

Dobry beat i zły Beat. Czujnik tętna Polar OH1 + - recenzja

Po co kupować dodatkowy czujnik tętna do zegarka, kiedy ten w zegarku spisuje się świetnie? Już odpowiadam.

Teoretycznie przy wybitnie amatorskim treningu (a wyłącznie taki uprawiam) dodatkowy czujnik tętna jest zupełnie zbędny. Trzeba się bawić w ubieranie dodatkowych urządzeń, dbać o naładowanie ich akumulatora, a do tego wydać dodatkowo kilkaset złotych. Bez sensu, ale już tłumaczę, dlaczego wybrałem się do sklepu.

Dodatkowy czujnik tętna? Po co?

Powodów, wbrew pozorom, jest sporo:

  • bieganie na dworze w zimowe dni - jeśli mamy czujnik tylko w zegarku, a chcemy mieć podgląd postępu naszego treningu, musimy mieć odsłonięte całe przedramię. Jasne, są kurtki i bluzy z odpowiednim wycięciem, ale i tak będzie nam zimno w rękę. Dodatkowy czujnik pozwala zapiąć zegarek na bluzie lub kurtce, nie tracąc danych dotyczących tętna;
  • wędrówki górskie - mniej więcej to samo, tylko tutaj tych warstw, pod którymi może schować się zegarek, jest jeszcze więcej. A w trakcie górskich wypraw często korzystam z zegarka jako nawigacji, więc wolę mieć go na wierzchu;
  • treningi w domu - z zegarkiem czy opaską treningi stacjonarne są po prostu mniej wygodne. Czasem zegarek zsunie się tak, że blokuje nam nadgarstek, czasem nim o coś przypadkiem zawadzimy. A z dodatkowym czujnikiem możemy po prostu na czas treningu zdjąć zegarek, niczego nie tracąc;
  • komfort - nie jestem fanem prawidłowego zapinania zegarków z wbudowanym czujnikiem tętna, czyli dość wysoko i mocno. Nie pasuje mi i tyle.
  • mam Apple TV i korzystam ze Zwifta - jakiegoś czujnika tętna na BT LE potrzebowałem;
  • jazda na rowerze - optyczne czujniki tętna w zegarkach potrafią być świetne w wielu sytuacjach, ale jazda na rowerze do nich nie należy - prawdopodobnie ze względu na specyficzne ułożenie rąk podczas jazdy.

I jeszcze kilka drobnych czynników. Mając to wszystko w świadomości, zacząłem poszukiwania. I, po zrobieniu wielodniowego, sumiennego riserczu, ostatecznie kupiłem to, co miało... najładniejszą opaskę.

Przy okazji, kilka dni po odebraniu zamówienia, zorientowałem się, że nie do końca kupiłem to, co chciałem.

Polar OH1 + - co to jest i dlaczego wybrałem właśnie ten czujnik?

Dlaczego nie do końca kupiłem to, co chciałem? Planowałem kupić zestaw Polar OH1 - okazało się jednak, że nie tak dawno temu Polar odświeżył swój sprzęt i wydał wersję z plusem. Na szczęście zmiany są kosmetyczne - Plus dodaje obsługę ANT+ (!) i dodatkowy klips mocujący. Czym jednak dokładniej jest OH1 i OH1+?

W dużym skrócie - to optyczny czujnik tętna, mocowany na specjalnej, elastycznej opasce. Całość zakładamy na ramię, przedramię, albo - w specjalnym klipsie (to nowość w wersji Plus) - przyczepiamy do okularów do pływania. W jeszcze większym skrócie i uproszczeniu - to trochę tak, jakby wyjąć z zegarka czujnik tętna i móc na opasce przyczepić go w niemal dowolnym (no, do pewnego stopnia) miejscu ciała.

Dlaczego ma to sens? Bo - poza wymienionymi wcześniej kwestiami - lokowanie czujnika tętna na nadgarstku jest dość kiepskim pomysłem, biorąc pod uwagę to, że ciężki zegarek będzie się przeważnie przynajmniej odrobinę ruszał na boki. A to z kolei prowadzi do zaburzonych albo spowolnionych odczytów, czego nikt nie lubi.

Czy to się sprawdza? Jest wygodne?

Jak diabli. Sam moduł Polar OH1 Plus jest malutki i bardzo lekki, natomiast opaskę o szerokim zakresie regulacji wykonano z miękkiego i rozciągliwego materiału. Nie miałem najmniejszych problemów z tym, żeby w kilka sekund założyć całość na ramię lub przedramię i... zapomnieć o niej na czas treningu. Przeważnie biegałem przy tym z czujnikiem na przedramieniu, bo na ramieniu dźwigam telefon. Różnic pomiędzy tymi dwoma lokalizacjami czujnika nie zauważyłem.

Niezależnie przy tym od tego, jak intensywny był trening, ani razu nie zauważyłem, żeby opaska w jakikolwiek sposób się zsunęła, obluzowała albo przesunęła. Choć też trzeba mieć na uwadze, że jeśli będziemy mieć na sobie więcej rzeczy i będziemy się z jakiegoś powodu mocno szarpać, jest szansa, że obrócimy nasz czujnik i z zapisu treningu nici. Naprawdę chyba nic by się nie stało, gdyby pasek OH1 było przynajmniej odrobinę szerszy.

Jeśli więc chodzi o wygodę noszenia - same plusy. Rozważałem równolegle pasek na klatkę piersiową od Garmina (ANT+/Bluetooth), ale ostatecznie postawiłem w ciemno na opcję, która wydawała mi się przyjemniejsza w codziennym użytkowaniu. Poza tym paski na klatkę piersiową już miałem - działają świetnie, ale ileż można kupować to samo?

Jak się to obsługuje?

Opcji jest kilka. Przy czym ciekawostką jest to, że z OH1 można korzystać bez podłączania do telefonu czy zegarka. Wystarczy, że włączymy czujnik (długie przytrzymanie), a potem klikniemy dwukrotnie i już zaczyna się rejestrowanie aktywności. Zakończenie? Wystarczy dłużej przytrzymać, aż zgasną wszystkie diody.

W ten sposób możemy zapisać 200 godzin treningu, a po tych 200 godzinach zsynchronizować z aplikacją Polar Flow, gdzie każde wydarzenie zostanie zapisane jako osobny wpis.

Polar Flow - zapis bez trasy.

Nie jestem jednak fanem tego rozwiązania z kilku powodów. Po pierwsze Polar OH1 nie ma chociażby najsłabszego silniczka wibracyjnego, który potwierdzałby, że zaczynamy rejestrowanie treningu. W rezultacie np. pobiegłem dzisiaj zabrać jeszcze trochę danych do tej recenzji, tylko po to, żeby po powrocie do domu zorientować się, że... wcale nie włączyłem zapisu treningu. Niezbyt przyjemne uczucie, nie polecam.

Do tego OH1 nie jest uznawane przez Polar Flow za odpowiednie urządzenie, więc nie można zmienić tzw. profilu sportowego. Nie zmienimy więc stref tętna, ani żadnych innych parametrów - wszystko wpada na listę aktywności jako Inny trening w budynku i według tego liczone są np. strefy tętna. Których dla tej kategorii też nie możemy zmienić, więc analiza jest raczej bezwartościowa.

Polar Flow - zapis treningu z aplikacji Polar Beat.

Drugą opcją jest połączenie OH1 z telefonem i korzystanie z czujnika w połączeniu z aplikacją Polar Beat. Nie tylko da nam to dostęp do dodatkowych funkcji treningowych i analitycznych programu, ale też uzupełni zapis treningu o dane na temat tętna.

Niestety tego rozwiązania też nie jestem fanem. Głównie dlatego, że aplikacja Polar Beat ma potencjał, ale ten potencjał jest zdecydowanie niewykorzystany. Do tego stopnia, że nazwałbym ją trochę zbyt prymitywną, żeby się nią interesować. A już na pewno zbyt prymitywną, żeby dla niej kupić OH1.

Gdzie mam z nią problem? Chociażby w tym, że zakup OH1 teoretycznie odblokowuje dostęp do sekcji Cel treningu, gdzie powinniśmy znaleźć ćwiczenia biegowe odpowiednie do różnych efektów, które chcemy uzyskać. I owszem, jest tam całe 6 treningów na krzyż. Przyzwoitych, zróżnicowanych, ale i rozpisanych według wpisanych na sztywno stref tętna, których nie da się nigdzie zmienić. Jaki więc jest sens treningu, kiedy mam pełną świadomość, że strefy, według których mam biec, są chybione?

Nieco bardziej przydatne są pozostałe dodatki - Fitness Test (szacunkowy pomiar VO2max), EnergyPointer i Running Index, chociaż te dwa ostatnie również bazują na wpisanych domyślnie strefach tętna. Szkoda przy tym, że nie da się do Polar Beat zgrać treningów z planów treningowych

O aplikacji Polar Beat na Apple Watcha natomiast nie będę się zbytnio rozpisywał. Jest tak kiepska, że podejrzewam, że chyba nikt w ekipie programistów Polara nigdy nie widział Apple Watcha na oczy.

To jak go w takim razie najlepiej używać?

Z czymkolwiek. Dodanie oprócz Bluetooth obsługi ANT+ sprawia, że z czujnika Polara możemy korzystać z niemal każdym urządzeniem i każdą aplikacją. Testowałem OH1 Plus z różnymi sprzętami (w tym z Apple Watchem) i zawsze działał bez najmniejszego problemu.

Przy okazji - łączność ANT+ można opcjonalnie wyłączyć w ustawieniach aplikacji Polar Beat, gdybyśmy np. nie chcieli, żeby łączył się z zegarkiem (przez ANT+), a tylko z telefonem (przez Bluetooth).

A jak z dokładnością?

Polar OH1 jest nieporównywalnie wygodniejszy od opaski na klatkę piersiową. Ale czy kosztem dokładności? Odpowiadam: nie. Mam już na koncie kilka dłuższych i krótszych biegów, a także przejazdów rowerem, właśnie z OH1 Plus i wiem jedno - do opaski na klatkę piersiową raczej nie wrócę.

Tutaj jeden z testowych biegów, z czterema czujnikami - Apple Watchem (wbudowany czujnik), Fenixem 3 (czujnik HRM-Run), Fitbitem Inspire HR (wbudowany czujnik) i Polarem OH1 Plus, podłączonym do niczego (późniejsza synchronizacja z Polar Flow). Jak to wygląda?

Mała uwaga: wykresy i dane są moje. Znak wodny wynika z faktu, że skorzystałem z tańszej wersji narzędzia do analizy danych. 

W początkowej części biegu odstaje właściwie wyłącznie Fitbit, ale było to winą zbyt mocnego zapięcia paska. Poluzowanie go w okolicach 4-5 minuty rozwiązało ten problem. Jak widać, nie tylko zbyt luźne zapięcie może być problemem. Nic natomiast nie usprawiedliwia Apple Watcha, który zaczął sobie mierzyć tętno dopiero po jakimś czasie.

Pod koniec spokojnego biegu zrobiłem dwa mocniejsze fragmenty. I w pierwszym z nich niestety znów coś stało się Fitbitowi, który w momencie, kiedy powinien pokazać górkę, pokazał dołek. Pozostałe urządzenia wskazywały niemal identyczne wyniki, różniące się o dziesiąte części uderzenia na sekundę.

Widać przy tym wyraźnie, że dane z OH1 są płynniejsze (cały wykres został i tak odrobinę wygładzony dla czytelności) niż dane z Apple Watcha i niemal idealnie pokrywają się z tym, co pokazuje pasek na klatkę piersiową.

Zerknijmy jeszcze na drugą górkę:

Jeśli przyjąć pasek Garmina za wyznacznik wyniki, to Fitbit zanotował trochę zbyt wysoki wynik, natomiast Apple Watch - odrobinę zbyt wysoki. Polar natomiast szedł z Garminem łeb w łeb.

Wróćmy jeszcze na chwilę do początku:

Prawie idealna zgodność. Poza Fitbitem, który na szczęście po poluzowaniu wrócił do normy.

Tutaj jeszcze małe zamieszanie i odpoczynek przed dwoma mocniejszymi akcentami. Kwadratowość danych z Apple Watcha i Fitbita zdecydowanie nie przystają do płynności dwóch pozostałych czujników.

Dla zwiększenia czytelności kluczowych danych wyrzućmy jeszcze Fitbita i Apple Watcha z wykresu. Tak, nie są idealnie zgodne. Ale te różnice są absolutnie minimalne - rzędu 1-2 BMP, a przeważnie nawet mniej. Wyraźnego opóźnienia też jakoś nie widać.

Natomiast Apple Watch na tle OH1 wygląda dobrze, ale... niezbyt elegancko:

A jak wygląda średnia? Niemal identyczna dla wszystkich urządzeń, nawet pomimo tego, że Apple Watch i Fitbit miały swoje słabsze chwile. Wniosek: nie wierzyć średniej.

Tzn. można jej wierzyć, jeśli interesuje nas wyłącznie kalkulacja spalonych kalorii w trakcie całego treningu. Jeśli planujemy biegać interwały na tętno, to średnia będzie dla nas niezbyt przydatna.

Akumulator, cena... i czy warto.

Odnośnie dwóch pierwszych - kolejno - zła i dobra informacja.

Polar OH1+ nie jest bowiem urządzeniem podobnym do pasków na klatkę piersiową z ANT+, które można ładować raz na mniej więcej 40 lat, i to wymieniając w nich najzwyklejszą baterię. Tutaj mamy maksymalnie 12 godzin rejestrowania treningu, a potem musimy wyjąć moduł czujnika z paska, włożyć do dedykowanej ładowarki i podpiąć do prądu. A 12 godzin mija dość szybko - wystarczy raz w tygodniu pójść na rower, kilka razy pobiegać, do tego jeszcze trochę poćwiczyć w domu i nagle na dłuższym weekendowym wypadzie w góry możemy przywitać się z rozładowanym akumulatorem. A jeśli nie w tym tygodniu, to w następnym.

Dobra informacja dotyczy natomiast ceny - Polar OH1 Plus kosztuje 289 zł, czyli mniej więcej tyle, ile czujniki Garmina na klatkę piersiową albo tradycyjny Polar H10. Nie trzeba więc analizować, czy opłaca się dopłacać - trzeba tylko wybrać formę, która nam pasuje. Cena jest dokładnie ta sama. Z kolei chociażby Scosche Rhythm+ jest droższe o ok. 100 zł.

A czy warto? Dla mnie Polar OH1 Plus jest strzałem w dziesiątkę. Jest niesamowicie wygodny - dużo wygodniejszy od czujników na klatkę piersiową, działa z właściwie wszystkimi urządzeniami, a do tego zapewnia naprawdę dobrej jakości dane. Szkoda tylko, że Polar Beat jest raczej podstawową aplikacją, a zakup OH1 Plus nie jest alternatywą dla zakupu zegarka od Polara (wykorzystując do treningów własny zegarek, np. Apple Watcha). Ale jeśli ktoś po prostu szuka zewnętrznego czujnika, którego nie musi zakładać na klatkę piersiową - nie powinien być rozczarowany.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst