Gdybym był fanem piłki nożnej, chciałbym ją oglądać na tym telewizorze
Wielkie święto piłki nożnej – Mundial 2018 – zbliża się coraz większymi krokami. Z doświadczenia w pracy w elektromarkecie wiem, że oznacza to przede wszystkim jedno: Polacy masowo rozglądają się za nowymi telewizorami.
Każde wielkie wydarzenie sportowe poprzedzają kolejki na działach RTV. Mężczyźni w swych biało-czerwonych koszulkach krążą po sklepowych wystawach, próbując odnaleźć telewizor, na którym zagniecenia na koszulce Grosika będą wyglądać najostrzej, na którym zobaczą, kiedy sędzia nie dostrzegł spalonego i policzą źdźbła sztucznej trawy. No, może przesadzam, ale rozumiecie – futbol ma tak szczególne miejsce w sercach Polaków, że nie chcą go oglądać na byle czym.
Sam wielkim fanem piłki kopanej nie jestem i choć staram się być na bieżąco z nowymi technologiami świata RTV, prywatnie od 7 lat nie posiadam telewizora. Mam z nimi styczność przy okazji wyjazdów, premier, wizyt u znajomych, ale potrzeby posiadania telewizora – przynajmniej do teraz – nie czułem. Mundial to jednak doskonała okazja, żeby przeprowadzić małą rewizję poglądów – i w zakresie oglądania meczów, i posiadania TV. Tym bardziej, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności (Maciek Gajewski wyjechał na targi Computex) przypadło mi w udziale przygotować pierwsze wrażenia nowego telewizora LG OLED 55 B8.
I kurczę… nie dość, że po raz pierwszy od lat zaczyna we mnie kiełkować chęć zakupu własnego sprzętu, to jeszcze ostatnie dni spędziłem namiętnie łupiąc w Fifę 18, w oczekiwaniu na rozpoczęcie mundialowych zmagań. Mówiąc wprost: OLED mnie oczarował.

















