Media  / Felieton

Rymanowski do Polsatu, Piasecki do TVN24, czyli jak czytać ruchy gwiazd?

Patrzę w gwiazdy i próbuję wywróżyć jaka czeka nas przyszłość.

Pisałem niedawno, że Tomasz Lis wywołał Bogdana Rymanowskiego do tablicy, bo ten - biedaczek - nie zorientował się, że w wojnie polsko-polskiej nie ma już miejsca na tak abstrakcyjne pojęcia jak neutralność lub dziennikarstwo.

Nawet mnie, choć obozowi rządzącemu jestem dość mocno nieprzychylny (bo to fanatycy i dyletanci, no taka prawda), oberwało się kiedyś od jakiegoś płaczliwego fanboja Platformy Obywatelskiej, że niby przymilam się do PiS-u. Nie - beznadzieja PiS-u nie oznacza, że automatycznie zacznę tęsknie wzdychać do rozpaczliwie słabego politycznie Trzaskowskiego, Schetyny czy - o zgrozo - Sławomira Nowaka.

Symetryzm

Ktoś przez chwilę lansował słowo symetryzm, a krótko potem stało się ono obiektem zażartej krytyki ze strony opozycji jako postawa szkodliwej neutralności.

Ja osobiście nie jestem zwolennikiem koncepcji symetryzmu. Prawda nie leży po środku, prawda leży tam, gdzie leży.

Wydaje mi się, że prawdę w TVN24 starał się ustalać Bogdan Rymanowski. Nie tylko on zresztą. Stacja TVN24 ma dość dobrych dziennikarzy i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej, choć nie ze wszystkimi mi po drodze - na przykład pani Jolanty Pieńkowskiej po prostu nie trawię.

Nie da się jednak ukryć, że dla Rymanowskiego zawsze było ważne, by w tej lawinie uzasadnionego alarmowania, w jaki sposób politycy rządzący właśnie niszczą Polskę, uwagę poświęcać też temu, że i reszta naszej klasy politycznej wcale nie jest znowu aż taka idealna.

Rymanowski nie odczuwał potrzeby, by przytulić się np. do pani Lubnauer, bo wtedy w krytyce pana Kaczyńskiego będzie mu raźniej. I krytykował mniej więcej symetrycznie, co już wystarczyło, bo przez część środowisk opozycyjnych - żyjących w stanie mentalnej świętej wojny - zostać wyklętym.

Można ich zresztą trochę w tej reakcji usprawiedliwiać, bo przecież Krzysztof Ziemiec też jeszcze kilka lat temu wydawał się być człowiekiem, który „nie dał się zwariować wojnie polsko-polskiej”. Dziś robi za nic więcej, jak prompter Nowogrodzkiej.

Rymanowski w Polsacie

Wczoraj cały dzień rozmyślałem jak wygląda życie takiego Bogdana Rymanowskiego, gdy sobie wchodzi do tych biur TVN-u. Na Twitterze musi już czytać pretensje swoich kolegów po fachu, choć ja bym się tymi pretensjami aż tak bardzo nie przejmował. W tym miejscu przypominam i polecam mój artykuł o tym, jak polski rynek medialny stał się swoistym kondominium naddziennikarzy i wydawców - tekst się zdecydowanie za słabo wyklikał, jak na przemyślenia tam zawarte. Moim zdaniem powinien mieć przynajmniej 38 milionów unikalnych odsłon.

Może w TVN zaczęło się robić nieznośnie, może ta neutralność zaczęła doskwierać kolegom Rymanowskiego z pracy, gdyż część z nich - tak jak cała Woronicza - wierzy, że jesteśmy już na wojnie, a cel uświęca środki.

A może po prostu Polsat zaoferował mu więcej pieniędzy i równie kuszącą możliwość bycia bardziej słyszanym. Ciekawe rzeczy dzieją się ostatnimi czasy w tym informacyjnym Polsacie i jeszcze nie wiadomo jaki projekt medialny się tam rodzi. Po sieci od paru dni hula obawa Gazety Wyborczej, że powstanie tam - z racji sympatii Doroty Gawryluk, która właśnie przejęła władzę - telewizja prorządowa. Taka w "dobrym" stylu, jaką zwykle bywa TVP, gdy akurat nie znajduje się pod okupacją dziennikarzy „niezależnych” i spod etyki zawodowej wyklętych. Ja już nawet czytałem teorie spiskowe, że ceną przychylności była zgoda UOKiK-u na koncentrację z Netią.

A może Polsat chce grać kartą, w której ja się troszkę odnajduję - zmęczenia świętą wojną, która tylko osłabia nasze państwo i ostatecznie wyprowadzi nas na manowce? Nie możemy przecież teoretycznej ambicji zbudowania medium tak neutralnego i apolitycznego sympatiami, jak to tylko możliwe, sprowadzać do rangi science fiction. Polsat od lat ma możliwości, by tworzyć dużą stację informacyjną, jednak moim zdaniem nie wykorzystuje tego potencjału w pełni. Być może tak głośny transfer trochę pomoże w realizacji tego celu.

Ja się jakoś przesadnie mocno emocjonalnie nie czuję z Bogdanem Rymanowskim związany, ale kilka dni temu wzburzył mnie personalny atak Tomasza Lisa na przyszłą gwiazdę Polsatu, ponieważ uważam, że wedle obiektywnych kryteriów nie zasłużył sobie na tego typu wywoływanie do tablicy, a już zwłaszcza mam pewne wątpliwości co do tego, by rozliczać z obiektywizmu miały go osoby pokroju Ziemca, Lisa, Karnowskich czy Wielowieyskiej. Cenieni w swoich środowiskach dziennikarze. No, ale właśnie - cenieni wyłącznie w swoich środowiskach. Rymanowski jako jeden z nielicznych od lat wzbudzał szacunek bez względu na barwy partyjne.

Mam nadzieję, że w Polsacie nadal będzie próbował dociec, gdzie dokładnie leży prawda i że podobny cel będzie przyświecał zastępującemu go w TVN 24 Konradowi Piaseckiemu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst