Biznes  / Felieton

EA prędzej wyda SimCity na konsole, niż pozwoli się sprzedać Microsoftowi

Polskie media skupione wokół gier wideo od rana podgrzewają emocje niepotwierdzonymi informacjami, jakoby Microsoft przymierzał się do zakupu Valve oraz Electronic Arts. Najwyższy czas je ostudzić.

Szok i niedowierzanie - Microsoft kupi Valve oraz Electronic Arts. Takie wnioski wysnuła część polskich mediów po opublikowaniu krótkiego felietonu na portalu Polygon. Redaktor Colin Campbell poświęcił tym niepotwierdzonym plotkom jeden skromny akapit, na kilkadziesiąt budujących szerszy obraz dziury, w jakiej znajduje się aktualnie Xbox. Kiedy więc prowadzący Spider’s Web odezwali się do mnie: -mega ważne, weź to opisz! przewróciłem tylko oczami z rezygnacją.

Każdy, kto jako tako śledzi branżę gier, wie, jak wielkimi kolosami jest Valve oraz Electronic Arts.

EA to aktualnie największy wydawca gier wideo na świecie. Korporacja posiada takie marki jak FIFA, The Sims, SimCity, Rock Band, Battlefield, Battlefront, Need for Speed, Medal of Honor, Dead Space, Madden, Mass Effect, Titanfall, UFC, Fight Night, NFL czy Dragon Age. Elektronicy nie tylko dystrybuują płyty, ale również finansują powstawanie gier. Odpowiadają za ponad 15 studiów deweloperskich, a do tego zatrudniają prawie 10 000 ludzi. Roczny dochód EA to nieco ponad 1,2 miliarda dolarów.

Oczywiście te liczby bledną przy Microsofcie, który odnotowuje ponad 20 miliardów dolarów rocznego dochodu, zatrudniając armię 124 tysięcy ludzi. Tak silna pozycja na rynku pozwala gigantowi z Redmond na rozrzutne i ryzykowne zakupy. Jak te z 2014 roku, gdy MS nabył Minecrafta wraz z całym studiem Mojang. Historyczny zakup kosztował Microsoft 2,4 miliarda dolarów. Mówimy o jednym studio, które generowało swoją grą około 250 milionów dochodu. Czyli prawie pięć razy mniej, niż EA.

Z technicznego, czysto matematycznego punktu widzenia Microsoft może sobie pozwolić na kupno EA.

Gigant z Redmond mógłby wyrzucić na stół grubo ponad pięć miliardów dolarów. Taniej Elektronicy raczej by nie zeszli. Nie teraz, widząc, w jak niezręcznej sytuacji znajduje się MS. Twórcom Xboksa One doskwiera brak gier na wyłączność, z kolei EA ma masę studiów deweloperskich. To Microsoft jest potrzebujący. Elektronikom nie brakuje ani pieniędzy, aby czasu, ani katalogu ofertowego. Wydawca gier może więc stawiać wygórowane warunki.

Kierownictwo Mojanga również wiedziało, że MS znajduje się w potrzebie. Dlatego wywindowali cenę zakupu Minecrafta do poziomu 2,4 miliarda dolarów. Dla porównania, Disney nabył LucasFilm za 4 miliardy. EA na pewno zachowałoby się równie drapieżnie. Wywindowałoby cenę tak wysoko w górę, że opłacalność nabycia nawet w długoletniej perspektywie zaczęłaby być mocno dyskusyjna.

Przyjmijmy jednak, że Micrososft nabywa EA. Gdyby gigant chciał zachować przy pracy wszystkich twórców, wciąż musiałby wydawać gry na konkurencyjną konsolę Sony. Egzemplarzy PlayStation 4 jest na rynku dwa razy więcej niż Xboksów One. To na platformie Japończyków zarabia się najlepiej. Gdyby Microsoft ograniczył się do własnej, dwukrotnie mniej popularnej konsoli oraz komputerów PC wspieranych programem Play Anywhere, nie sposób byłoby utrzymać zyski na dotychczasowym poziomie. Konieczna byłaby redukcja zatrudnienia. Fatalnie by to wyglądało w oczach opinii publicznej.

Microsoft być może stać, aby kupić EA. Jednak żadna firma nastawiona na zysk nie odcinałaby swoich produktów od gigantycznej grupy dotychczasowej klientów bez redukcji kadr i przetasowań personalnych. Jeśli zaś trzeba dalej wydawać FIFY i Battlefieldy na PlayStation 4, to czy zakup za kilka(naście) miliardów dolarów naprawdę byłby dobrą decyzją? Wszakże EA już teraz jest dystrybutorem multiplatformowym, którego każda większa gra tak czy siak ląduje na Xboksie.

O wiele bardziej prawdopodobne jest odkupienie od EA pojedynczych studiów deweloperskich wraz z powiązanymi markami.

Microsoft mógłby polować na serie, które popadły w niełaskę Elektroników. Na przykład Dead Space. Albo SimCity. Ewentualnie Medal of Honor. Czasowe wypożyczenie praw do takiej marki, wraz z deweloperską ekipą gotową stworzyć grę wideo na wyłączność dla Xboksa/PC to już gra warta świeczki. Do tego koszt takiego zakupu byłby nieporównywalnie mniejszy niż bajońska cena za całe Electronic Arts.

Microsoft ma wielki problem z grami na wyłączność. Ich Sea of Thieves, Crackdown 3 i kolejna Forza to zdecydowanie zbyt mało wobec ofensywy Nintendo oraz Sony. Pomimo podjętych starań, w Redmond wciąż niedostatecznie rozbudowano sieć własnych studiów deweloperskich. Stąd konieczność spacerowania z workiem pieniędzy od jednych zewnętrznych drzwi do drugich, szukając okazji na wykupienie czasowej wyłączności. Dawniej zrobiono tak z Rise of the Tomb Raider. Teraz w podobny sposób zabezpieczono PUBG na konsoli Xbox One.

To właśnie Microsoft chodzący od drzwi do drzwi może być powodem plotek, o których pisał Polygon. Możliwe, że przedstawiciele giganta wybrali się na zakupy, walcząc o kolejne tytuły do wykupienia na czasową wyłączność. Wszakże Xbox One musi z czymś powalczyć przeciwko Spider-Manowi, Days Gone, God of War, Detroit i The Last of Us Part 2. Przy całym szacunku dla twórców Crackdowna 3 oraz State of Decay 2, nie są to tytuły, którymi wgrywa się konsolowe wojny. Microsoft potrzebuje czegoś więcej. Na tutaj i teraz, a nie za kilka lat.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst