Gry  / Recenzja

Gdyby Dark Souls i Tekken miały nieślubne dziecko, byłby to właśnie Absolver - recenzja Spider’s Web

Znam ten ruch! Widziałem go kilkanaście razy. Stawiam gardę i paruję z lewej strony. Potężny kopniak rozchodzi się po moim przedramieniu. Przerzucam ciężar ciała na prawą nogę i robię wypad do przodu. Moja pięść rozbija się na bloku przeciwnika. Uśmiecham się, bo słaby atak był tylko dywersją. Prawdziwy cios nadchodzi z dołu, w postaci bolesnego haka prosto w łydkę. Jeszcze kilkanaście takich forteli i wygram walkę.

Absolver to gra niezależnych producentów, za którą odpowiada ekipa renegatów ze studia Ubisoft Paris. Tytuł dla PC oraz PS4 jest jedyną w swoim rodzaju hybrydą, która łączy przygodową eksplorację, mechanizm walki z rasowej bijatyki, elementy cRPG takie jak rozwój postaci oraz zdobywanie wyposażenia i wyśrubowany poziomem trudności rodem z Dark Souls. Brzmi egzotycznie oraz odświeżająco.

Absolver rzuca gracza na głęboką wodę. Na adepta sztuk walk czeka zrujnowany, niebezpieczny świat.

Adal znajduje się w totalnej ruinie. Kraina jest pełna niszczejących budynków oraz zdewastowanych monumentów świadczących o utraconej wielkości. Natura ponownie przejmuje kontrolę nad krajobrazem, wciskając kłącza i korzenie w opuszczone domostwa. Z nieznajomego graczowi powodu drogi i takty są pełne szaleńców, którzy rzucają się na każdego, kto znajdzie się w zasięgu ich wzroku. Gdyby nie żywa paleta kolorów, pesymistyczny świat gry spokojnie mógłby zostać częścią uniwersum Dark Souls.

Gdzieś tam na szczycie gigantycznej budowli znajduje się... nie, nie będę zdradzał niespodzianki

[gallery link="file" ids="593503,593500,593482"]

Przemierzając krainę Adal napotykamy nie tylko komputowych NPC, ale również innych graczy. Każda pomniejsza lokacja jest jednocześnie serwerem, na którym znajduje się od kilku do kilkunastu adeptów sztuk walk połączonych za pomocą Internetu. Tak samo jak ja, oni również eksplorują zrujnowany świat, awansują z poziomu na poziom, zbierają lepszy ekwipunek, odblokowują ciosy oraz mierzą się z komputerowymi przeciwnikami.

Co się stanie, gdy gracze staną naprzeciwko siebie? To zależy już tylko i wyłącznie od nich samych. Wojownicy mogą wymienić pozdrowienia, nie wchodząc sobie w drogę. Mogą rozpocząć starcie, widząc w sobie wrogów oraz rywali. Mogą również zawiązać sojusz, rozpoczynając kooperacyjną przygodę nastawioną na wspólne walczenie z przeciwnikami. Zarówno komputerowymi, jak i tymi po drugiej stronie kabla od Internetu.

Ta dowolność, to żonglowanie kooperacyjnym oraz rywalizacyjnym charakterem gry jest wielkim plusem Absolvera. PvP, PvE, co-op - tytuł możemy po części dopasować do własnego stylu rozgrywki oraz własnej filozofii. Wszystko odbywa się bardzo naturalnie. Tylko jeden element doprowadza mnie do szewskiej pasji. Za każdym razem, gdy w pobliżu pojawia się inny gracz, w głośników rozbrzmiewa specyficzny gong. Za pierwszym, dziesiątym i pięćdziesiątym razem jakoś go znosiłem. Teraz przyprawia mnie już o szaleństwo.

Chociaż dominują barwne, kolorowe lokacje, w grze Absolver znajdują się również mroczniejsze miejsca

Walka - czy to z innymi graczami czy postaciami NPC - jest największym wyróżnikiem Absolvera.

Niezależni renegaci z Ubisoftu mieli ambicję stworzenia wiarygodnego, rozbudowanego, grywalnego systemu walki w zwarciu. Pięści, kopniaki, sierpowe, haki, gardy, bloki, parowania - jest tutaj wszystko, a nawet trochę więcej. Absolver opiera się o cztery główne kierunki postawy, do których przypisujemy sekwencje wcześniej odblokowanych ciosów. Tych jest łącznie kilkadziesiąt, każdy o unikalnej mocy, zasięgu oraz szybkości.

Dobieranie odpowiednich ciosów przypomina wybór umiejętności dla postaci z Dungeons and Dragons. Pojedyncze ataki łączą się w sekwencje. Ich odpowiednie sklejenie daje niesamowite rezultaty. Combosy, które niemal nie mają czasowych luk do wykorzystania, sieją postrach w trybach PvP oraz PvE. Ten, który odblokuje najciekawsze ciosy, będzie miał realną przewagę podczas pojedynków. Oczywiście o ile dobrze połączy je z kierunkami oraz statystykami postaci. Jedne ataki polegają na sile. Inne na zręczności. Jeszcze kolejne za podstawowy modyfikator wykorzystując szybkość. Początkowo można się w tym pogubić.

Na szczęście łatwo dostępny tryb praktyki pozwala swobodnie dopasować zestawy sekwencji. Widząc dokładne wartości ataków, możemy stworzyć build odpowiadający naszemu stylowi. Defensywny wojownik polegający na kontratakach, szaleńczy rozbójnik stawiający wszystko na początkowy grad ciosów czy też dobrze zbalansowany heros - to, jak poukładamy sobie ciosy oraz zdolności, rzutuje na całą rozgrywkę. Nieustanne grzebanie w konfiguracji wojownika to absolutna podstawa tej gry.

Podoba mi się sposób, w jaki poznajemy nowe ciosy - uczymy się ich, widząc jak stosują je nasi przeciwnicy

Gdy dochodzi do konfrontacji, Absolver pokazuje swoje największe zalety oraz niedoskonałości.

Pojedynki na pięści (a z czasem również rękawice i miecze) są bardzo rozbudowane. Poza kierunkowymi sekwencjami ataków mamy również umiejętności specjalne, kierunkowe parowanie dające ułamki sekund na kontrataki, a także ciosy ze specjalnymi modyfikatorami - na przykład rozbijające gardę albo zapobiegające szarżom. Do tego dochodzi system uskoków, flankowania oraz zmian postaw bojowych. Wszystko to spaja gorset znanej z Dark Souls wytrzymałości, którą zużywamy zarówno podczas ataków, jak i obrony.

Odpowiednie zarządzanie wytrzymałością to połowa sukcesu. Drugą jest przewidywanie ataków przeciwnika. Tylko nieziemski refleks pozwala na blokowanie ciosów z tych kierunków, z których nadlatują. Lewo, prawo, góra, dół - garda z wciśniętym przyciskiem kierunkowym powoduje, że odbijamy atak przeciwnika i mamy szansę na bezwzględną kontrę. Jednak w przeciwieństwie do takiego For Honor, Absolver wymaga nieludzkiego wręcz refleksu. Trochę jak w prawdziwym życiu. Gdy cios został wyprowadzony i zmierza w naszym kierunku, jest już za późno. Liczy się obserwacja postawy rywala na moment przed wypadem. Analiza gry mięśni pod skórą przeciwnika. To drobne niuanse, które odróżniają wojownika od podwórkowego zawadiaki.

Mechanizm walki sprawia, że Absolver jest ciekawy, niepowtarzalny oraz egzotyczny. To jednak na pewno nie gra dla każdego. Ten tytuł jest skomplikowany, wymagający i nieprzystępny. Brakuje w nim dobrego samouczka. Kolejne zasady rządzące światem gry odkrywa się dostając łupnia za łupniem. Gra w równym stopniu uczy pokory, co denerwuje i frustruje. Czasami ma się bowiem wrażenie, że postaci NPC po prostu oszukują.

[gallery link="file" ids="593494,593479,593485"]

Nadludzkie zdolności najtrudniejszych przeciwników odbierają chęć do zabawy. Na szczęście jest na nich sposób.

Najbardziej wymagający NPC są niczym Agent Smith w pierwszej części Matriksa. Po postu wychodzą poza ludzkie możliwości. Ich refleks, ich zdolność obserwacji, ich szybkość reakcji przewyższa wszystko, co ludzkie. Na szczęście nie trzeba czekać na wybrańca Neo, aby rozprawić się z takimi delikwentami. Wystarczy spotkać innego gracza, zaprosić go do drużyny, a następnie oklepać wroga w niehonorowym pojedynku dwóch na jednego. Wtedy cała głębia, cała złożoność mechaniki Absolvera sypie się jak domek z kart.

Wtedy też pojawiają się pytania o odpowiedni balans rozgrywki. Twórcy czerpią garściami z kooperacyjno-rywalizacyjnego charakteru Dark Souls. Jednak w przeciwieństwie do gier z tej serii, Absolver nie posiada odpowiednich mechanizmów zabezpieczających. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przebiec całą grę razem z internetowym sojusznikiem, okładając wszystkich napotkanych przeciwników, wciskając byle jakie przyciski w byle jakich odstępach czasowych. Tyle tylko, że gra traci wtedy połowę swojej atrakcyjności. Czyli z jednej strony mamy łatwą rozgrywkę co-op, z drugiej zbyt trudną kampanię dla samotnego wilka.

Balans rozgrywki to jeden z kilku elementów, które odsłaniają niedoskonałości Absolvera.

Wesołe, pozbawione finezji klepanie przeciwnika przez dwóch graczy jednocześnie

Gra cierpi na charakterystyczne dla niezależnych deweloperów braki w obszarze ostatecznych szlifów. W trybie internetowych walk rankingowych Absolver uwielbia się zamrażać. Na PS4 Pro dochodzi do gubienia klatek. Sprawiedliwy matchmaking nie istnieje. Interfejs nie jest intuicyjny, a grze brakuje czegoś na kształt nawigacji, mapy lub chociażby znanego z serii Dark Souls systemu szybkiej podróży.

Miałem focha na tę grę. Wyłączałem ją z poziomu systemowego menu, przeklinając w duchu nielogiczności. Jednak chwilę później znowu uruchamiałem Absolvera, wbijając kolejne poziomy doświadczenia. Byłem ciekaw, czy na poznanych przeze mnie lokacjach są gracze, z którymi mogę pozbyć się trudniejszych bossów. Miałem ochotę pozwiedzać świat, który jest naprawdę piękny i urokliwy. Nawet pomimo nieco bajkowej, mocno nierealistycznej stylistyki.

Największe zalety:

  • Arcyciekawe połączenie bijatyki z Dark Souls
  • Rozbudowany system zbierania, rozwijania oraz układania ciosów
  • Nakładka cRPG
  • Bardzo przyjemny dla oka, kolorowy i zróżnicowany świat
  • Dynamiczna hybryda sieciowej kooperacji oraz rywalizacji

Największe wady:

  • Mocno dyskusyjny balans rozgrywki
  • Brak solidnego samouczka
  • Grze brakuje szlifów
  • Męczy brak mapy, nawigacji czy szybkiej podróży
  • Walki na pięści nie są tak efektowne jak siekanie wrogów żelastwem

Gra zdecydowanie ma w sobie to coś. Czuć w niej pasję producentów. Chociaż ze względu na brak odpowiednich szlifów nie mogę dać jej znaku jakości, to trzymam kciuki, aby Absolver 2 doszedł kiedyś do skutku. Liczę, że ta seria stanie się większa, lepiej zbalansowana i bogatsza w zawartość PvP oraz PvE. Sam na pewno wrócę do tego tytułu, nawet po napisaniu recenzji, ale was ostrzegam. Jeżeli nie jesteście fanami Dark Souls, Adal może was pożreć żywcem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst