REKLAMA

WikiLeaks grozi Microsoftowi, Apple'owi i Google'owi. Rzekomo dla naszego dobra

Pamiętacie skandal związany z Vault7 i upublicznieniem informacji na temat szpiegowania obywateli przez WikiLeaks? Historia ta ma swój kolejny rozdział. A Julian Assange zadarł właśnie z gigantami rynku IT.

Za drzwiami Ambasady Ekwadoru, czyli Julian Assange Schrodingera Vault7
REKLAMA
REKLAMA

Jak ujawniło Wikileaks, amerykańska agencja wywiadowcza poświeciła dużo czasu i energii by wynajdować luki w zabezpieczeniach popularnych systemów operacyjnych. Rzecz jasna nie po to, by następnie informować ich twórców celem ich załatania, a po to by włamywać się na komputery i inne urządzenia elektroniczne podejrzanych i zbierać na ich temat informacje.

Niezależnie od tego czy to Tizen, iOS, Windows czy Android, CIA wie jak się włamać na te systemy bez większego problemu wykorzystując znalezione usterki w zabezpieczeniach tych platform. Teraz Julian Assange, głównodowodzący WikiLeaks, zwrócił się do firm odpowiedzialnych za te systemy.

REKLAMA

I złożył oświadczenie, które im się z pewnością nie spodoba. WikiLeaks zastosuje bowiem taką samą strategię, jaką stosuje Google. Dość kontrowersyjną, bo z jednej strony motywuje ona te firmy do szybkiego działania, ale z drugiej naraża ich klientów na potencjalne niebezpieczeństwo.

Luki z Vault7 zostaną upublicznione, jeżeli firmy za nie odpowiedzialne ich nie załatają.

Kiedy Google wykryje lukę w zabezpieczeniach produktu konkurencji, informuje go o tej luce i daje mu 90 dni na jej załatanie. Po tym czasie szczegóły tej usterki są upubliczniane. Tak samo zamierza postępować WikiLeaks.

REKLAMA

Innymi słowy jeżeli usterki te nie zostaną załatane, to wiedza o nich przestanie być dostępna wyłącznie dla wtajemniczonych. Wszyscy, czy to kowalscy, czy też cyberprzestępcy, będą wiedzieli gdzie się znajdują, jak ich użyć i co one im zapewnią.

Ta taktyka ma zarówno wady, jak i zalety. Taki termin końcowy motywuje korporacje do szybszej reakcji i przyłożenia się do dbania o ich klientów. Z drugiej jednak strony jeżeli korporacja nie zdoła naprawić swojego błędu, dużo więcej osób wie jak zrobić nam krzywdę.

Demokratyzacja informacji jest dobra, ale…

… nie jestem pewien, czy w tym konkretnym przypadku jest ona słusznym wyjściem. Co z tego, że ja również będę wiedział, jak włamać się na mój telewizor czy telefon czy komputer, skoro nic z tym w zasadzie nie będę mógł zrobić. Za to będą mogli się do mnie włamać nie tylko wyspecjalizowani hakerzy, ale również dowolni script-kiddies łasi na moją kartę kredytową.

REKLAMA

Microsoft, Apple i Google wydały już w różnych formach oświadczenia, w których zastrzegają, że większość luk z publikacji Vault7 już została załatana i że „przyglądają się i analizują resztę”. Miejmy więc nadzieję, że obawy i wątpliwości będą miały charakter czysto teoretyczny i że publikacje WikiLeaks – gdy te się w końcu pojawią – tyczyć się będą nieistniejących już usterek.

Maciej Gajewski
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA