Nauka  / Artykuł

Make America Smart Again. Naukowcy nie zamierzają poddać się ignorancji Trumpa

Gdy tuż po wyborach prezydenckich w USA prześwietlałem poglądy Donalda Trumpa na naukę, wypadł on całkiem dobrze. Mimo że jako prywatna osoba wypowiadał się dość głupio (np. pisząc na Twitterze o rzekomym związku pomiędzy szczepionkami i autyzmem, czy o tym, że globalne ocieplenie wymyślili Chińczycy, żeby nam sprzedawać towary), to do debaty prezydenckiej się sprężył i udzielił odpowiedzi dość przytomnych.

Niestety, jak to w polityce bywa, zadziałała tu zasada, którą można nazwać „byle do wyborów”. Należy donieść dobre, wyważone opinie do momentu podjęcia decyzji wyborczych - a później można pokazać swoje prawdziwe oblicze. Prawda, że nawet w polskiej demokracji brzmi to znajomo?

Jednym z pierwszych posunięć nowego prezydenta była próba zatrudnienia znanego przeciwnika szczepionek, R.F.Kennedy’ego Jr, na stanowisku odpowiedzialnym za ich bezpieczeństwo. Mimo spotkania w Białym Domu do nominacji jednak nie doszło - prawdopodobnie przez negatywną reakcję opinii publicznej. Walka z chińską teorią globalnego ocieplenia poszła mu już lepiej - z oficjalnej strony Białego Domu zniknęły wzmianki o tym zjawisku, a amerykańska Agencja Ochrony Środowiska otrzymała polecenie wstrzymania finansowania jego badań.

Nic dziwnego, że dyskusja o wpływie polityki prezydenta USA na naukę zdominowało wiele dyskusji i spotkań naukowców.

Na przykład doroczna konferencja Amerykańskiego Stowarzyszenia Na Rzecz Postępu Naukowego (American Association for the Advancement of Science), która odbyła się w Bostonie, nieoficjalnie przerodziła się w dyskusję nad przyszłością nauki pod rządami Trumpa. Jeden z tematów dyskusji panelowej, która odbyła się w sobotę, brzmiał: Obrona nauki i uczciwości naukowej w wieku Trumpa. Była to dyskusja najbardziej oblegana ze wszystkich, które się w trakcie konferencji odbyły.

Fot. AnubisAbyss on Flickr (CC)
Fot. AnubisAbyss on Flickr (CC)

Make America Smart Again.

Naukowcy i zwolennicy naukowego światopoglądu spotkali się również w weekend na ulicach Bostonu, uczestnicząc w demonstracji mającej na celu uświadomienie opinii publicznej konieczności propagowania nauki. Szczególnie zabawny wydał mi się jeden z transparentów, nawiązujący do hasła wyborczego Donalda Trumpa: Make America Smart Again.

Jednym z popierających demonstrantów jest profesor John P. Holdren, wykładowca na Harvardzie i były dyrektor Biura Nauki i Polityki Technologicznej w Białym Domu. W trakcie jednej z prezentacji na konferencji stwierdził on:

Wygląda na to,  że mamy prezydenta, który opiera się faktom niepasującym do jego wizji świata. Boję się że czeka nas zmiana na gorsze w kwestii nauki i postępu technologicznego

Jaki wpływ mają rzeczywiście politycy na naukę? Choć sam proces naukowy jest (a przynajmniej powinien być) apolityczny, to wpływ polityki na naukę jest niekwestionowany.

Nie jest to również problem jedynie amerykański. Również w Polsce sytuacja wygląda bardzo podobnie. Kierownicze stanowiska na uczelniach, państwowe stypendia, program nauczania - to wszystko leży mniej lub bardziej w gestii polityków. Przykładowo, warto prześledzić wypowiedzi niektórych ministrów, aby poznać ich poglądy na niektóre z kwestii naukowych i zrozumieć ich postępowanie.

Przychodzą na myśl co najmniej dwa przykłady: pani minister Edukacji Narodowej nie wierząca w globalną zmianę klimatu, oraz pan minister ochrony środowiska, wierzący w chemtrails…

*Fotografia główna pochodzi z albumu użytkownika AnubisAbyss na Flickr i została udostępniona na licencji Creative Commons

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst