Media  / Felieton

Zastanawiałeś się kiedyś, co mógłbyś zrobić, gdybyś nie spędzał tyle czasu w Sieci?

192 interakcji
dołącz do dyskusji

Ile czasu dziennie spędzasz na przeglądaniu Facebooka, Twittera, gapieniu się na cudze życie na Instagramie czy udawaniu, jakim jesteś ciekawym człowiekiem na Snapchacie? Czy zastanowiłeś się kiedyś, co mógłbyś zrobić, poświęcając tyle samo czasu innym zajęciom?

Według rankingów Global Web Index przeciętny Polak spędza blisko 80% dnia na przeglądaniu Sieci. Podobnie rzecz się ma po drugiej stronie globu, gdzie Amerykanie spędzają około 75% swojego czasu w Internecie, w tym ponad 600 godzin rocznie na przeglądaniu mediów społecznościowych - czyli około dwóch godzin dziennie.

Po drugiej stronie tej statystyki, 80% Polaków czyta rocznie ZERO lub jedną książkę. Za Oceanem sytuacja wcale nie wygląda lepiej - w Stanach Zjednoczonych poziom czytelnictwa jest również alarmująco niski.

Główną przyczyną podawaną w odpowiedzi na pytanie o powody nie-czytania, jest "nie mam czasu". Okazuje się jednak, że każdy z nas może w prosty sposób wygospodarować czas na czytanie i pochłaniać nawet... 200 książek rocznie!

200 książek w rok? To możliwe. Wystarczy odstawić Facebooka.

Wyliczeń dokonał Charles Chu z serwisu Quartz, który w ciągu ostatnich dwóch lat przeczytał ponad 400 książek z szerokiego spektrum gatunkowego. I wcale nie uważa, że jest to wybitne, nieosiągalne dla innych osiągnięcie. Wspiera to prostą matematyką:

- przeciętny człowiek pochłania 200-400 słów na minutę
- typowa książka non-fiction ma objętość około 50 tys. słów.
- 200 książek tej objętości to około 10 mln. słów.
- Zakładając średnią prędkość czytania jako 400 słów na minutę, przeczytanie takiej ilości tekstu zajmuje około 417 godzin.

Biorąc pod uwagę, że przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych spędza w social media 608 godzin rocznie, nawet nie musiałby z nich kompletnie rezygnować, by czytać mnóstwo książek. Wystarczy ograniczyć je o jakieś 75% i voila.

To oczywiście nie takie proste. Jednak wystarczy zmiana nawyków, by uzyskać kompromis.

Charles Chu w artykule podaje kilka ciekawych sposobów na to, jak czytać więcej i uwolnić się od mediów społecznościowych. To jednak zawsze wymaga ogromnej dozy samozaparcia i... chęci zmian, których - sądząc po statystykach czytelnictwa - większość z nas nie ma.

Ja sam zauważyłem, że wpadam w tę pułapkę. Podliczając ubiegły rok wyliczyłem, iż przeczytałem około 40 książek. Dla niektórych może się to wydawać wysoką liczbą, ale w praktyce... to prawie dwukrotnie mniej, niż zwykłem czytać jeszcze kilka lat temu i trzykrotnie mniej (sic!) niż wskazuje stan moich kart bibliotecznych sprzed lat.

Przez moment próbowałem się usprawiedliwiać brakiem czasu. To jednak słaba wymówka, bo wcale nie czuję, żebym miał dziś mniej czasu, niż kilka lat temu.

A to oznacza, że po prostu źle nim gospodaruję. Zacząłem więc przyglądać się swoim nawykom i zastosowałem trzy proste zmiany, których trzymam się od kilku tygodni:

- zastąpiłem folder z aplikacjami społecznościowymi na telefonie folderem z aplikacjami do czytania
- zamiast słuchać muzyki w czasie sprzątania lub ćwiczeń, słucham audiobooków
- zacząłem odkładać telefon jak najdalej od łóżka, a na szafce nocnej położyłem czytnik e-booków

Efekty? Przez ostatni miesiąc pochłonąłem już 6 książęk. Dwie z nich w wersji papierowej. Trzy w wersji elektronicznej. Jeden audiobook. Dodam tylko, że audiobook i wersje papierowe nie były króciutkimi książkami non-fiction, lecz liczącymi sobie ponad 400 stron powieściami.

To, co zrobiłem, to podstawowe zasady zastępowania złych nawyków dobrymi.

Prosty trick z usunięciem szybkiego dostępu do społecznościówek na pulpicie smartfona sprawił, że spędzam w nich znacznie mniej czasu.

O ile podczas zmywania nadal preferuję słuchanie podcastów, tak przy innych domowych czynnościach, jak sprzątanie i gotowanie, czy w trakcie ćwiczeń fizycznych towarzyszy mi książka w formacie audio, zamiast muzyki. Dzięki temu nie tylko czytam więcej, ale też nieprzyjemne, trudne czynności (szczerze nienawidzę obowiązków domowych) mijają szybciej i jakby mniej nieprzyjemnie.

Dzięki temu, że telefon leży daleko od łóżka nie tylko nie sięgam po niego przed snem i po obudzeniu się, ale też łatwiej jest mi wstać rano, kiedy muszę przejść całą długość pokoju, by wyłączyć budzik.

Nie tracę nic. Zyskuję wszystko.

Nie spędzając nadmiaru czasu w mediach społecznościowych zazwyczaj nic nie tracę. Nawet biorąc pod uwagę znacznie większy strumień informacji, niż u przeciętnego użytkownika, wynikający z charakteru mojej pracy, nadrobienie "nowości" w społecznościówkach zajmuje mi dosłownie kilka chwil - nie muszę ku temu nieustannie pilnować telefonu czy aplikacji.

A w zamian za stosunkowo niewielkie ograniczenie dostępu do internetowych rozrywek zyskuję znacznie więcej. Zyskuję wiedzę (zazwyczaj znacznie lepiej usystematyzowaną i podaną, niż w zasobach internetowych), zyskuję rozrywkę, zyskuję nowe umiejętności.

Na postanowienia noworoczne już nieco za późno, ale warto spróbować poświęcić 3-4 tygodnie na próbę takiej zmiany nawyku. Niech na każdą godzinę spędzoną na Facebooku przypadnie godzina czytania książek. Fikcji, nie-fikcji - nieważne. Byle by to było coś wartościowego.

Wiele osób zastanawia się dziś "po co w zasadzie czytać książki?". Trudno się dziwić. Internet jest tak bogaty w zasoby, że faktycznie można odnieść wrażenie, że czytanie książek jest zbędną czynnością.

Na to mam jednak jeden, obiektywny argument. Książki, szczególnie fikcja, uczą nas empatii i czytania ze zrozumieniem. Dwóch bezcennych atrybutów, których totalnie brakuje u 99,9% osób komentujących treści w Internecie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst