Bezpieczeństwo  / Felieton

A nie mówiłam? Ustawa antyterrorystyczna to pokaz tego, jak olewamy nasze wolności

313 interakcji
dołącz do dyskusji

A nie mówiłam?

Za każdym razem gdy ktoś dokonuje ataku terrorystycznego powtarzam wam, że kolejne rządy będą przesuwały granicę prywatności i jawności jeszcze dalej, i dalej. Dla władzy nie ma lepszego nastroju społecznego niż strach. Także dla polskich władz. Oto mamy więc ustawę antyterrorystyczną, która terroryzm definiuje tak luźno jak tylko można i omija gdzie tylko może drogę sądowa. Bo może. Bo boimy się terrorystów i mamy, za przeproszeniem, w dupie nasze wolności.

Rada Ministrów przyjęła wczoraj projekt ustawy antyterrorystycznej. Projektodawcy chcą, by weszła w życie już 1 czerwca.

Wszystko po to, by mieć narzędzia podczas szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży.

Ostatnio o 3:30 rano w Katowicach na dworcu słuchałam rozmowy dwóch policjantów i starszej pani zachwyconej tym, że służby pilnują porządku na dworcu. Jeden z policjantów z dumą powiedział, że porządek porządkiem, ale oni teraz już patrolują pod kątem terrorystów-uchodźców, którzy niemal na pewno zaatakują podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. I oni, front walki z terroryzmem, muszą temu zapobiec. Tam, w Katowicach, na peronie numer 3.

To właśnie taki stan umysłu sprawia, że zgodzimy się na wszystko w imię bezpieczeństwa. Nie tylko w Polsce - to zjawisko uniwersalne dla krajów przede wszystkim zachodu. Po każdym ataku terrorystycznym kolejne rządy zapowiadają zaostrzenie przepisów postępowania kryzysowego. Na przykład we Francji padł pomysł, który zakładał zakaz udostępniania otwartych sieci Wi-Fi podczas stanu kryzysowego czy - to chyba najbardziej drakońskie pomysły - zakazu szyfrowania komunikacji. Takie dyskusje prowadzone są w wielu krajach, w tym w Stanach Zjednoczonych.

W Polsce jeszcze nikt nie wpadł na zakaz szyfrowania, za to projekt ustawy zakłada, że każdy kto nie jest obywatelem Polski, a przebywa w Polsce, będzie mógł być podsłuchiwany bez zgody sądu.

W projekcie zapisano też konieczność podania danych osobowych przy zakupie kart pre-paid. Oznacza to, że jeśli ktoś będzie chciał mieć numer zarejestrowany na kogoś innego, lub lewy, to w determinacji go zdobędzie, reszta z nas będzie musiała pokazywać dowody znudzonym kioskarkom czy sprzedawcom za każdym razem, gdy będziemy chcieli kupić kartę z pakietem internetu.

Nawet pomijając już to, jak zapóźnieni są projektodawcy. Coraz mniej osób używa funkcji telefonicznych w telefonach. Nic takie zapisy nie dadzą, przynajmniej w obronie przeciw terroryzmowi. Za to w tworzeniu państwa, w którym panuje atmosfera podejrzliwości, a każdy drobny ruch obywatela jest śledzony, nowe przepisy sprawdzą się świetnie.

Projekt ustawy przewiduje też możliwość blokowania dostępu do określonych treści w sieci z sądem, który oceni czy jest to zasadne żądanie dopiero po 5 dniach. Poszerza też definicję przestępstwa terrorystycznego do momentu, w którym każda niedogodność sprawiana administracji przez obywateli może zostać uznana za terroryzm. Daje ABW możliwość nieograniczonego zdalnego dostępu do publicznych baz danych (wszystkich informacji, które administracja publiczna posiada o nas, w tym rozliczeń skarbowych i informacji personalnych o miejscu pracy czy szkołach etc. - oczywiście bez nakazu sądowego.

Nakaz sądowy w nowej, terrorystycznej rzeczywistości jest przeszkodą, naleciałością z czasów, gdy obywatele przejmowali się działalnością i przejrzystością działań państwa oraz służb.

To stary, wielokrotnie wykorzystywany w historii mechanizm. Gdy społeczeństwo zaczyna bać się irracjonalnego, wyolbrzymionego wroga i zaczyna wierzyć, że czai się on za każdym rogiem, zgodzi się na wszystko w imię bezpieczeństwa. Poświęci to, co wypracowywało i szanowało przez lata.

A wiadomo, kto to wykorzystuje.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst