REKLAMA

Tak będziesz ładował swój elektryczny samochód

Jaka jest największa wada samochodów elektrycznych? Nie cena i nie ich zasięg. Tylko to, jak wiele czasu potrzeba, aby je naładować. Wygląda na to, że niebawem możemy spodziewać się przełomu w tej kwestii.

Ładowanie bezprzewodowe to przyszłość pojazdów elektrycznych.
REKLAMA
REKLAMA

Zatankowanie samochodu spalinowego - 3 minuty. Zatankowanie pojazdu elektrycznego lub hybrydy typu plug-in - to zależy. W stacji szybkiego ładowania może to potrwać „ledwie” pół godziny, po podłączeniu do tradycyjnego gniazdka nawet całą noc.

Dodajmy do tego jeszcze problemy natury logistycznej; nie dość, że infrastruktura ładowania pojazdów elektrycznych jest - co tu dużo mówić - marna, nie tylko w Polsce, to jeszcze konieczność uzyskania niezbędnych pozwoleń skutecznie blokuje instalację rozwiązań typu quick-charge w domach nabywców. Nie mówiąc już o sytuacji, w której pojazd elektryczny chciałaby kupić osoba zamieszkująca w bloku. To raczej sytuacja, na ten moment, patowa.

REKLAMA

Rozwiązaniem mogłoby być stosowanie ładowania indukcyjnego, które nie będzie wymagało podłączania się do gniazdka. Taki patent zaprezentowało już BMW, nad podobnym rozwiązaniem pracuje także i Google. A teraz swoje wyjście pokazało również Oak Ridge National Laboratory we współpracy z Toyotą i wszystko wskazuje na to, że to właśnie oni są najbliżej przełomu.

Szybkie ładowanie bezprzewodowe w samochodzie?

Badaczom z ONLR w testowej Toyocie Rav4 udało się uzyskać trzykrotnie szybszy stopień naładowania akumulatorów od tradycyjnych, kablowych połączeń (nie quick-charge), stosując ładowanie indukcyjne, przy 90% wydajności energetycznej.

REKLAMA

Udało się to osiągnąć dzięki zaprojektowanemu przez zespół badawczy systemowi ładowania bezprzewodowego o mocy 20 kilowatów, który składa się z zaprojektowanego przez ONLR falownika, transformatora, dodatkowej elektroniki w pojeździe i towarzyszących im elementów na drodze. Udało im się zaprojektować, stworzyć i udowodnić skuteczność tego systemu w zaledwie trzy lata.

Badacze jednak nie spoczęli na laurach, gdyż w planach jest stworzenie turbo ładowarki indukcyjnej o mocy 50 kilowatów, która byłaby w stanie naładować akumulatory pojazdów osobowych jeszcze szybciej, niż obecnie dostępne szybkie ładowarki przewodowe. Umożliwi to również zastosowanie tej technologii w pojazdach służących do przewozu towarów i osób, ciągnikach siodłowych, autobusach, etc.

REKLAMA

Technologia została opracowana tak, aby być w 100% bezpieczna dla otoczenia. Promieniowanie magnetyczne tworzące się w czasie ładowania są skupione i ekranowane, a do tego błyskawicznie się rozpraszają, dzięki czemu nie przekraczają poziomów promieniowania określonych międzynarodowymi regulacjami prawnymi.

No dobrze, ale jakie to ma znaczenie w praktyce?

W praktyce oznacza to, iż w nieodległej przyszłości możliwe będzie stosowanie mat ładujących w miejsce tradycyjnych, stacjonarnych ładowarek. Takie maty będą mogły być umieszczone na stacji benzynowej, na parkingu pod domem, a nawet w nawierzchni drogowej, bez konieczności przebudowy całego odcinka drogi.

REKLAMA
REKLAMA

Ciekawy przykład demonstrowany jest na filmie obrazującym technologię opracowaną przez ONLR - autobus, który zatrzymując się na przystanku jednocześnie jest błyskawicznie podładowywany do tego stopnia, by mógł dojechać do kolejnego przystanku. To tylko jeden z przykładów. Łatwo sobie wyobrazić, dokąd nas to zaprowadzi i jak wygodne może się potencjalnie stać takie bezprzewodowe ładowanie, gdy przestanie być tylko eksperymentalną koncepcją, a stanie się integralnym elementem infrastruktury drogowej.

Ładowanie bezprzewodowe bez wątpienia będzie przełomem dla pojazdów elektrycznych, ale by mogło to nastąpić, konieczne jest wypracowanie jednego standardu. Jak słusznie zauważył w swoim artykule Piotr Barycki: nie może przecież być tak, że pojazdem marki Y najeżdżamy na jedne panele bezprzewodowe, a marki X na drugie. Jeśli uda się stworzyć jeden, uniwersalny standard, który przyjmą wszyscy producenci samochodów - dopiero wtedy będziemy mogli mówić o prawdziwej rewolucji.

REKLAMA

Czytaj również:

Łukasz Kotkowski
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA