Gry  / Recenzja

Pod względem mechaniki, Street Fighter V to najlepsza odsłona od 1991 roku! Dzika grywalność zderza się ze skromną zawartością

Od premiery Street Fighter II żadna inna odsłona serii nie była w stanie przykuć mnie do telewizora. Gdy odpaliłem Ultra Street Fighter IV, zostałem powalony złożonością mechaniki, ilością zmiennych oraz poziomem rywali. Bałem się, że ze Street Fighter V będzie dokładnie tak samo. Na całe szczęście Capcom stawia grubą linię i tworzy pierwszą odsłonę od lat, która jest niezwykle przystępna dla nowicjuszy.

Napiszę to wprost – dotychczas byłem zbyt słaby na sieciowe rozgrywki w Street Fightera. Mortal Kombat – okej. Tekken – jak najbardziej. Jednak seria od Capcomu zawsze zasadzała mi soczystego kopa, pokazując, gdzie moje miejsce. Próg wejścia, zwłaszcza w przypadku Ultra Street Fighter IV, był dla mnie po prostu zbyt wysoki.

Street Fighter v (69)

Zdaje się, że nie byłem w tym osamotniony. Capcom sprawił, że Street Fighter V jest odsłoną idealną dla nowicjuszy.

Twórcy musieli mieć świadomość, że jako konsolowy tytuł na wyłączność dla PlayStation 4, Street Fighter V trafi do zupełnie nowego grona odbiorców. Graczy takich jak ja, którzy ledwo dotrzymują tempa rozgrywkom w Mortal Kombat na poziomie semi-pro. Pewnie z tego powodu „piątka” została skonstruowana tak, aby była przyjazna dla żółtodziobów. Nie wiem, co na to weterani. Ja jestem zachwycony!

Street Fighter V to pierwsza odsłona od wielu lat, w którą po prostu chce się grać. Chociaż „grać” to nieodpowiednie słowo – lepszym będzie „doskonalić”. Szlifować swoje umiejętności, kok po kroku odkrywając kolejne złożoności mechaniki. Na spokojnie, własnym tempem, z samouczkami i treningiem przy boku. Pod tym względem Street Fighter V jest znacznie, znacznie lepsze od poprzedniczki. Gra jest bardzo czytelna i oparta na prostych, ale ciężkich do mistrzowskiego opanowania zasadach.

Street Fighter v (71)

Street Fighter V jest znacznie bardziej pobłażliwe, nie karząc gracza za najmniejsze przewinienia.

Margines błędu podczas wbijania zaawansowanych ciosów znacznie się zwiększył. Dłuższy jest czas akceptacji dla kombinacji, przez co nawet na krzyżaku kierunkowym można złożyć coś sensownego. Zredukowano liczbę zewnętrznych modyfikatorów wpływających na walkę. Zapomnijcie o diamentach i doładowaniach z Ultra Street Fighter IV. Wracamy do korzeni!

Street Fighter V jest wręcz surowe. Podstawowe. Naturalne. Nareszcie mogę nadążyć za DNA walki. Gdy po raz pierwszy zablokujecie potężny atak przeciwnika za pomocą V-Systemu, a następnie wykonacie critical art przy użyciu kombinacji przycisków, poczujecie wieeeeeelką frajdę. Tak proste elementy potrafią dać dziką satysfakcję i sprawić, że chce się grać dalej. Motywacja jest banalna – być coraz lepszym i lepszym.

Street Fighter v (13)

Konfrontacje w Street Fighter V są niesamowicie przyjemne. Podczas samych walk czułem się wręcz rozpieszczony. Każdy najzwyklejszy cios, każda prosta kombinacja – wszystko doskonale „siada”, przez co bijatykę po prostu czuć pod opuszkami palców. Sama walka, sama wymiana ciosów to dla mnie przykład gigantycznej pieczołowitości i doskonałego wyczucia producentów. Street Fighter V posiada kapitalne podwaliny i fundamenty, na których można zbudować coś rewelacyjnego.

Dlaczego używam czasu przyszłego? Ponieważ Street Fighter V w dniu premiery pozostawia wiele do życzenia.

Grając na kilka dni przed oficjalnym debiutem SFV, serwery działają w kratkę. Stabilna, wielogodzinna rozgrywka online nie wchodzi w grę. Nie wiem, jak jest w innych rejonach świata, ale Polska ma nieustanny problem z połączeniem. Nie tylko wyrzucało mnie z serwerów, ale również kasowało walutę online. Mam nadzieję, że to problemy, które zostają usunięte wraz z premierą. Jeżeli nie, będziemy mieli do czynienia z GIGANTYCZNĄ wtopą.

Street Fighter v (82)

Porażka będzie o tyle większa, że Street Fighter V od samego początku rzuca gracza w objęcia sieciowych rozgrywek. Capcom podszedł do tematu w zorganizowany sposób, organizując regionalne ligi. Stary Kontynent ma swoją arenę, z kolei Polska została potraktowana jako część Zachodniej Europy. Możemy rywalizować w Francuzami, Niemcami i wieloma innymi, pnąc się w sieciowej hierarchii.

Finałem sieciowych zmagań zawsze będzie udział w Capcom Pro Tour, z prawdziwymi nagrodami do zgarnięcia. W 2016 roku mowa o puli 500 000 dolarów. Oczywiście poza meczami rankingowymi istnieją również potyczki bez wpływu na nasz profil. Nic nie stoi również na przeszkodzie, aby założyć własny pokój, z ustalonymi przez siebie zasadami.

Znacznie mniej ekscytująco wypada zawartość dla jednego gracza.

Street Fighter V to gra o cudownej mechanice, w której jest po prostu zbyt mało do zrobienia. W dniu premiery nie uświadczycie tak podstawowych trybów jak zwyczajny Arcade, czy konfrontacje z CPU w systemie 1 na 1. Alternatywą jest Przetrwanie, w którym walczy się o jak najlepszy wynik oraz namiastka czegoś, co można nazwać trybem fabularnym.

Street Fighter v (77)

Zakładka „Fabuła” w Street Fighter V oferuje krótkie wprowadzenie przygotowane dla każdej z 16 postaci. Wybierając odpowiedniego zawodnika, toczymy 3 albo 4 walki, przeplatane wstawkami tekstowymi połączonymi ze średniej jakości obrazkami. Wielkie rozczarowanie. Co prawda Capcom zapowiedział, że w maju wszyscy posiadacze Street Fighter V otrzymają bezpłatne DLC z rozbudowaną narracją, ale mnie pozostaje oceniać to, co jest. Nie to, co będzie kiedyś.

Na ten moment Street Fighter przypomina niezwykle piękny obraz (ta grafika!) nadrukowany na puzzlach. Niestety, zabrakło kilku elementów, przez które ten nie jest kompletny. Część z trybów wciąż jest wyłączona. Innych ewidentnie brakuje. Jeżeli jesteś zadeklarowanym graczem offline, możesz spotkać się ze sporym rozczarowaniem. Sam mam wrażenie, że w głównym menu gry powinien wyświetlać się gigantyczny napis „praca w toku”.

Street Fighter v (9)

Frustrujące o tyle, że pod względem mechaniki Street Fighter V nie ma sobie równych. Dla mnie to najlepsza odsłona serii od 1991 roku!

Odważne twierdzenie, ale poparte dziką frajdą płynącą z każdej walki. Gdy dochodzi już do konfrontacji między dwoma zawodnikami, „piątka” działa jak szwajcarski zegarek. Wszystko tutaj zostało dopracowane, przemyślane i skonstruowane tak, aby żółtodzioby mojego pokroju nareszcie mogły stwierdzić – cholera, ale to jest dobre! Taniec kopnięć i uderzeń jest piękny jak nigdy wcześniej.

Cieszą również nowi bohaterowie, którzy przed premierą spotkali się z olbrzymią krytyką. Grapplerka Laura to znacznie więcej niż tania kopia Eddy’ego z Tekkena. F.E.N.G ze swoim niesamowitym zasięgiem daje nowe pole do popisu dla defensywnych graczy. Rashid stworzony z myślą o arabskich graczach jest nijaką postacią ofensywną, ale już Nekali, czyli „ten zły” to prawdziwa zagadka. Do teraz nie potrafię go rozgryźć.

Street Fighter v (72)

Street Fighter V to potężne zderzenie mięsistego, dzikiego i satysfakcjonującego gameplayu z wybrakowaną zawartością. Twórcy położyli fundamenty najlepszej bijatyki dla PlayStation 4 i PC, sabotując debiut skromną liczbą trybów i możliwości. Wiem, że w przyszłości będzie lepiej, ale Capcom musi wiedzieć, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

Zalety

  • Nareszcie Street Fighter przyjazny dla żółtodziobów
  • Większy margines błędu podczas walk
  • Gra wygląda obłędnie
  • Pod względem mechaniki to najlepsza odsłona od 1991 roku
  • Nowe postacie dają radę
  • Gra wspiera Arcade Sticka z PS3

Wady

  • Wybrakowana zawartość dla gracza offline
  • Nieustanne problemy z serwerami przed premierą
  • Tryb fabularny to jakiś żart
  • Gdzie Arcade, gdzie 1 na 1 z CPU?
  • Weterani mają pełne prawo do narzekania

Mimo tego – chyba się zakochałem w tym półprodukcie. Nie czułem takiej ekscytacji bijatyką od czasu premiery Mortal Kombat 9. Po prostu nie ma lepszej okazji, aby zapoznać się z tą serią. Oczywiście, o ile nie zawiodą serwery.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst