Gry  / Relacja

W sklepach Windows Phone i BlackBerry kasa leży na ziemi. O to, dlaczego programiści po nią nie sięgają pytamy polskie studio T-Bull

Najnowsza gra firmy T-Bull właśnie debiutuje na prawie że wszystkich platformach mobilnych i nie tylko. W grze ścigamy się pojazdami na ćwierć mili, a by wygrać musimy odpowiednio zmieniać biegi. Całość okraszona jest fantastyczną oprawą graficzną. Ale czy będzie hitem? I jak właściwie stworzyć taki hit?

Top Speed to najnowsza produkcja wrocławskiego studia T-Bull - wyścigi na ćwierć mili, w których nie zabraknie tuningowanych aut, niebezpiecznych tras i klimatu przestępczego podziemia. Miłośników motoryzacji powinien zainteresować również fakt, że w grze dostępne jest auto nawiązujące do legendy polskich ulic z czasów PRL-u – Nowa Warszawa.

- Chcieliśmy, aby Top Speed wyróżniał się na tle dotychczas stworzonych mobilnych gier wyścigowych.  Dzięki współpracy z ekipą projektu New Warsaw, użytkownicy odnajdą w grze dawną królową polskich szos – poczciwą Warszawę – mówi Marcin Markowicz, dyrektor artystyczny w T-Bull. – W głowach zrodził się nam już kolejny pomysł na to, jak następnym razem zaskoczyć graczy. Niewykluczone, że znów będzie to coś wyjątkowego –  dodaje Marcin.

1

Oprócz sprawdzenia się w mobilnych wyścigach za kierownicą Warszawy, gracze będą mogli również tuningować pozostałe dostępne auta. Twórcy zadbali również o różnorodność tras -  sześć trybów zmagań, w tym możliwość wcielenia się w policjanta ścigającego groźnych przestępców.

„Top Speed” funkcjonuje w modelu freemium, co oznacza, że w aplikacji dostępne są przedmioty, które można dodatkowo zakupić za prawdziwe pieniądze. Nie jest to jednak produkcja typu pay to win, a więc wymagająca inwestycji finansowych, by móc w nią na poważnie grać i ją przejść. Gra jest dostępna w siedemnastu wersjach językowych, w tym w wersji polskiej. Znajdziecie ją w Sklepie Microsoftu, Google Play, iTunes, Amazon Appstore i w wersji dla BlackBerry.

Windows Phone i BlackBerry? Serio?

T-Bull nie pominął praktycznie żadnego systemu operacyjnego. Przyznaje, że nie wszystko się udało, ale firma pracuje nad poszerzeniem dostępności swojej najnowszej gry. Bardzo poważnie traktuje platformę Tizen, i mamy tu na myśli wersję smartfonową tego systemu operacyjnego. Jak wyjaśniają twórcy, mimo niewielkiej popularności tego OS-u, jest świetnie przygotowany pod kątem wsparcia deweloperskiego. Na razie jednak brakuje na Tizena czasu i środków. Na razie.

WP_20150721_13_03_15_Rich (2)

Sama gra powstała w Mono i Unity. To właśnie wybór tych narzędzi pozwolił T-Bullowi na tak szeroką dostępność. Większość gry właściwie była portowana automatycznie. Choć najwięcej kłopotów sprawił… tak, zgadliście. Android. Dla tego systemu istnieją dziesiątki różnych pododmian gry, zoptymalizowanych pod poszczególne procesory i konfiguracje. Jednak na Androidzie klientela na grę się z pewnością znajdzie. Co jednak podkusiło twórców do Windows Phone? Lub, tym bardziej, BlackBerry?

Po pierwsze, jak już wspomnieliśmy wyżej, portowanie jest względnie proste. Co prawda, jak przyznają twórcy, nie jest to darmowe. Należy kupić odpowiednie wtyczki do środowisk programistycznych i dodatki. Jak się jednak okazuje, użytkownicy Windows Phone i BlackBerry równie chętnie pobierają gry i dokonują w nich mikropłatności, co na innych platformach. Wręcz, jak przyznają twórcy, robią to chętniej, bo na te platformy jest mniej gier, łatwiej jest więc być zauważonym i docenionym.

5_cars

To rodzi jednak pewne pytanie: to dlaczego inni tego nie robią? Z całym szacunkiem i sympatią dla studia T-Bull, nie jest ono jeszcze rekinem biznesu (choć wyniki finansowe są godne pozazdroszczenia), a więksi od nich patrzą się tylko na Androida czy iOS-a. Dlaczego to robią? Jak komentują twórcy ze śmiechem: „bo im się nie chce”. Choć zastrzegają, że nie chcą się wypowiadać za konkurentów, to potwierdzają, że zysk z innych niż iOS czy Android platform jest w oczywisty sposób mniejszy, z uwagi na efekt skali. Co nie zmienia faktu, że to nadal dziesiątki milionów potencjalnych, wręcz wygłodniałych klientów, jak twierdzi T-Bull. I choć ich jest znacznie mniej, to zarówno na Windows Phone, jak i BlackBerry, są nadal spore pieniądze do wzięcia. Za małe na ambicje takich gigantów, jak Electronic Arts czy Gameloft, które na Windows i BlackBerry ograniczają swoją ofertę, ale to łakomy kąsek dla firm takich, jak T-Bull.

Konsole są za trudne?

T-Bull jednak już od dawna nie jest amatorskim studiem. Gra Top Speed ma milion złotych budżetu i kosztowała 12 tysięcy roboczogodzin. Twórcy starają się teraz o dogadanie się z producentami aut, by zamiast „tych bardzo przypominających realne odpowiedniki” pojawiły się faktyczne pojazdy „z reala”. Tak jak Nowa Warszawa.

5

Nie planują jednak ekspansji na konsole do gier, robiąc właściwie tylko wyjątek dla „dużego” Windows. To mnie zastanowiło, przecież PlayStation i Xbox bardzo promują takie proste gry „indie”. Jak się okazuje, T-Bull to rozważał. Odrzucił go od tego pomysłu… proces certyfikacji gier. Jak tłumaczą, twórcy konsol wymuszają bardzo wiele rozwiązań i długo analizują każde z autorskich. – Nie mamy na to uzgadnianie i ciągłe negocjacje czasu – tłumaczą twórcy. Na dodatek w wersji konsolowej nie byłby możliwy tryb wieloosobowy typu cross platform, a więc możliwość grania ze znajomymi niezależnie od tego, jakiego systemu operacyjnego używają. A właśnie ta funkcja ma być dodana w jednej z aktualizacji gry. Z tego samego powodu Top Speed nie korzysta z Xbox Live na Windows Phone czy Gry Google Play na Androidzie.

Top Speed to droga gra, ale…

…T-Bull wydaje się mieć podejście do graczy i do rynku nadal w stylu „garażowym”. Nie jestem w stanie ocenić gry Top Speed bo bardzo rzadko gry mobilne potrafią mnie wciągnąć. Prawdę powiedziawszy, choć zapraszające mnie studio na rozmowę ta opinia bardzo zaboli, gra oczarowała mnie grafiką, ale jej mechanika, jak sądzę, szybko się nudzi. Wolałbym jednak, byście sami to sprawdzili i ocenili. Jestem człowiekiem, który na swoim smartfonie ma dwie gry: Bejeweled i Quizwanie i nie chce ich więcej. Gram wyłącznie na konsoli podpiętej do dużego telewizora, więc nie jestem żadnym autorytetem w ocenianiu gier mobilnych.

Twórcy gry opowiadali, jak produkowali pierwsze tytuły po godzinach, a współpracowników opłacali z pensji z „normalnej” roboty. Nie odczułem fałszu w tych deklaracjach, to nadal „chłopacy z garażu”, którzy, mimo iż aktualnie zatrudniają ponad 40 osób, nadal chcą robić dobre gry. Nie uznają pay to win i nie opuszczają graczy nawet na egzotycznych platformach, jak Blackberry. Nie wiem, czy Top Speed to dobra gra. Wiem jednak, że samo podejście studia do swoich potencjalnych klientów pomoże mu w sukcesie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst