Sprzęt  / Felieton

Dziesięć rdzeni w procesorze mobilnym to żerowanie na ludzkiej niewiedzy

Picture of the author
100 interakcji
dołącz do dyskusji

Choć stosunkowo niedawno szczytem marzeń posiadacza urządzenia mobilnego był dwurdzeniowy procesor, to w ciągu ostatnich dwóch lat doczekaliśmy się cztero-, sześcio-, a nawet ośmiordzeniowych układów mobilnych. Jeśli uważacie, że nie da się dalej posunąć w tym szaleństwie, jesteście w błędzie. Okazuje się, że lada dzień MediaTek zaprezentuje pierwszy na świecie mobilny procesor 10-rdzeniowy.
Nie powinno to zresztą nikogo dziwić, bo kto jak kto, ale MediaTek jest mistrzem tworzenia absolutnie bezsensownych układów, takich jak niezbyt wydajne SoC wyposażone w sześć lub nawet osiem energooszczędnych rdzeni Cortex-A7. Teraz do tej galerii osobliwości dołącza układ wyposażony w osiem energooszczędnych rdzeni Cortex-A53 oraz dwa wydajne rdzenie Cortex-A72.

Nowy układ MediaTeka ma mieć nazwę kodową MT6797 Heli X20.

Będzie składać się z trzech klastrów zawierających kolejno cztery, cztery i dwa rdzenie. MediaTek postanowił tu stworzyć rozwiązanie podobne do znanej od dawna architektury big.LITTLE. Dla przypomnienia dodam, że przewiduje ona zastosowanie dwóch klastrów. Jeden z nich ma być wyposażony w energooszczędne, zaś drugi w wydajne rdzenie. Jak łatwo się domyśleć, oba są przeznaczone do różnych zadań.

MediaTek popiera to rozwiązanie, ale postanowił dodać do niego trzeci, średni klaster, który zapewnia najlepszy balans między wydajnością oraz zużyciem energii. Będzie on składał się z czterech energooszczędnych rdzeni Cortex-A53 o taktowaniu na poziomie 2,0 GHz. Dla porównania, klaster energooszczędny będzie wyposażony w cztery rdzenie Cortex-A53 działające z częstotliwością 1,4 GHz, zaś najwydajniejszy w dwa rdzenie Cortex-A72 o taktowaniu 2,5 GHz. MediaTek twierdzi, że dzięki temu udało mu się zachować dotychczasową wydajność przy jednoczesnym obniżeniu zapotrzebowania sprzętu na energię.

Niestety nie do końca rozumiem to podejście.

Okazuje się, że zamiast skorzystać ze zmiennej częstotliwości pracy rdzeni bezmyślnie dorzuca się do procesora kolejne rdzenie. Rdzenie, które zabierają cenne miejsce. Rdzenie, które się dublują. I w końcu rdzenie, których głównym zadaniem jest... możliwość stworzenia procesora mającego jak największą liczbę rdzeni. Bez zwracania uwagi na to, jaką wydajnością wyprodukowany układ tak naprawdę dysponuje.  Chodzi tylko o to, żeby użytkownik niespecjalnie zaznajomiony ze sprzętem zasugerował się ogromną liczbą rdzeni i wybrał sprzęt wyposażony w ten układ.

Czy ta taktyka podziała? Jestem bardziej niż pewny, że tak. W końcu już dzisiaj przeglądając oferty smartfonów i tabletów w sklepach internetowych i na aukcjach internetowych można zobaczyć, że jednym z najczęściej podawanych parametrów urządzeń mobilnych jest właśnie liczba rdzeni. Z jednej strony trudno się temu dziwić, bo mało kto zna się na podzespołach znajdujących się w urządzeniach mobilnych. Podanie nazw takich jak Cortex-A53 czy Krait 400 nic by nie powiedziało przeciętnemu użytkownikowi.

Jednak czy to oznacza, że MediaTek może to wykorzystywać? Żerowanie na tej niewiedzy jest czymś odrażającym. Staram się zrozumieć, że MediaTek po prostu robi biznes i próbuje za wszelką cenę zdobywać kolejne części rynku. Mimo to jestem przekonany, że robi to w sposób co najmniej nieodpowiedni.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst