Nauka  / News

Planeta czy nie, wkrótce odkryjemy pierwsze tajemnice Plutona

Najsłynniejsza planeta karłowata, która jeszcze nie tak dawno nosiła dumne miano „prawdziwej” planety, już za pół roku zacznie być przez nas gruntownie przebadana. W NASA trwają przygotowania do misji New Horizons.

Już za około sześć miesięcy będziemy mogli po raz pierwszy w historii przyjrzeć się z bliska Plutonowi. Jednak już teraz NASA zaczyna przygotowania do uruchomienia pierwszych, uśpionych do tej pory podzespołów sondy New Horizons. Za kilka tygodni mamy otrzymać pierwsze zdjęcia najsłynniejszej karłowatej planety, choć te nie będą na razie wyróżniać się od tych, co już mamy. Z każdym dniem sonda jest jednak coraz bliżej swojego celu.

Jej misja rozpoczęła się aż dziewięć lat temu, co daje pojęcie o rozmiarze naszego Układu Słonecznego: przez ten czas New Horizons pokonał 4,8 miliarda kilometrów. Co zabawne, w trakcie misji zmienił się jej charakter: gdy sonda została wystrzelona, Pluton był nadal klasyfikowany jako planeta, a nie, jak teraz, jako planeta karłowata.

Misja New Horizons kosztowała amerykańskiego podatnika ponad 728 milionów dolarów. Inwestycja jednak powinna się zwrócić: nigdy wcześniej żadna sonda nie pojawiła się tak blisko Plutona i, niestety, w przewidywalnej przyszłości nie pojawi się tam żadna kolejna.

Na razie pozostają nam fotki z Voyagerów

New Horizons jest pierwszą sondą, której celem jest właśnie najbardziej oddalona od Słońca eks-planeta. Jednak już w 1989 roku mieliśmy pierwsze zdjęcia Plutona (i Charona) od sond Voyager.

Pluton-charon

Do rozpoczęcia właściwego etapu misji pozostało 180 dni i 215 milionów kilometrów do pokonania. Choć obiektywy sondy dalej widzą Plutona jako niewielką jasną ciapkę, to już teraz jej operatorzy szykują się do przełączania systemów nawigacji z radiowej na optyczną. Zwłaszcza, że wybudzenie sondy ze stanu hibernacji zakończyło się pełnym sukcesem: wszystkie instrumenty pokładowe zgłaszają pełną gotowość poza jednym (spektrometr ultrafioletowy, ale wymagał on tylko wprowadzenia drobnych korekt wymaganych na skutek dłuższego czasu jego uruchamiania niż spodziewany).

Co na pokładzie?

New Horizons wyposażony jest w siedem instrumentów badawczych. Należą do nich dwa spektrometry (Alice i Ralph, nazwane po głównych bohaterach serialu „The Honeymooners”). Całość zasilana jest przez radioizotopowy generator termoelektryczny. Zdjęcia będą wykonywane przez wysokorozdzielczy aparat LORRI. Pierwsze próbki owych zdjęć mamy zobaczyć na przełomie stycznia i marca. Podróżujące do nas z prędkością światła sygnały z sondy docierają do nas z 4,5-godzinnym opóźnieniem.

new-horizons

14 lipca New Horizons minie Plutona znajdując się raptem 13 700 kilometrów od jego powierzchni. Sonda zacznie wtedy proces mapowania planety i oznaczania znajdujących się tam obiektów, takich jak lodowe wulkany, których spodziewają się tam uczeni. Zostanie też zbadana jego atmosfera, skład krążących nieopodal cząsteczek pyłu oraz siła wiatru słonecznego.

Sonda znajduje się tak daleko od nas, że musiał zostać opracowany specjalny protokół przesyłania cyfrowych danych na Ziemię. Jest on stabilny, ale wyjątkowo powolny. Jej twórcy szacują, że gdy ta zapełni wynikami badań całą pamięć masową, jaka jest na pokładzie, przesłanie danych z powrotem do nas zajmie jej jedyne dziewięć miesięcy.

Co dalej?

New Horizons nie zakończy jednak swojej przygody na Plutonie. Będzie, śladem Voyagerów, mknąć dalej poza granice Układu Słonecznego aż osiągnie Pas Kuipera. Tam przeanalizuje trzy lodowe obiekty na tyle, na ile odległość i instrumenty pokładowe pozwolą.

Po co nam to wszystko? Kierownicy misji przyznają, że misja ta nie powstała, by odpowiedzieć na którekolwiek z naukowych zagadnień. – Nie uzupełniamy podręcznika, a raczej zaczynamy go pisać od zera – cytując informację prasową. Pytania pojawią się dopiero po misji sondy. A ta ma się zakończyć na przełomie 2018 i 2019 roku, 6,4 miliarda kilometrów od Ziemi.

A dla tych, co mają zbyt dużo wolnego czasu i nie mają problemów z językiem angielskim, dwa bardzo ciekawe materiały wideo:

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst