Sprzęt  / Recenzja

BlackBerry Passport, czyli moc do kwadratu - pierwsze wrażenia Spider's Web

146 interakcji
dołącz do dyskusji

Niektóre telefony w momencie prezentacji wydają się tak dziwne (ewentualnie tak brzydkie), że w zalewie niemal identycznych, żeby nie powiedzieć, że kopiowanych jeden od drugiego urządzeń, po prostu nie możemy się oprzeć i dajemy im szansę. Czasem okazuje się, że projektant faktycznie był chyba wariatem, ale czasem dopiero po dłuższej lub krótszej zabawie jesteśmy w stanie zrozumieć o co tak naprawdę chodziło. I docenić to. 

BlackBerry Passport od samego początku budzi skrajne uczucia, i tym razem określenia "skrajne" można użyć bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Zdaniem wielu, prawdopodobnie nawet większości, jest to najbrzydszy telefon ostatniej dekady. Zdaniem niektórych, przeważnie tych, którzy Passporta kupili lub mają taki zamiar, jest to natomiast esencja BlackBerry w nowym wydaniu, wyrażona przez stawianie funkcji, wysoko ponad wygląd.

blackberry passport 008

Można zaryzykować stwierdzenie, że obydwie grupy mają przy tym rację. Passport nie ma nic wspólnego z estetyką współczesnych, panoramicznych smartfonów, które potrafią mniej lub bardziej udanie spodobać się prawie wszystkim (jak np. Galaxy Alpha czy iPhone). Dla kogoś, kto zwraca uwagę na wygląd, jest to niezbyt wyrafinowane połączenie klawiatury z dużym ekranem. To samo widzą zresztą zwolennicy Passporta - wielki ekran i klawiaturę, ale... dla nich to akurat w smartfonie jest najważniejsze i nic więcej, a tym bardziej zdanie innych, w ogóle ich nie obchodzi.

W momencie oficjalnej prezentacji (bo wcześniej trudno było mi uwierzyć, że ten projekt przetrwa korporacyjną selekcję) Passport kojarzył mi się z jednym - z samochodem dostawczym, stworzonym z myślą głównie o pracy, a nie o komforcie czy luksusie. Niby dowiezie wszystko wszędzie i zrobi to doskonale, ale jakoś wstyd zaparkować tym przed kinem albo centrum handlowym.

blackberry passport 010

W momencie gdy weźmiemy jednak Passporta do ręki, cały ten obraz zmienia się niemal zupełnie. Owszem, najnowszy (nie licząc Classica) model BlackBerry jest gigantycznym wręcz, z braku lepszego określenia, klocem. Galaxy Note? One Max? To wszystko, a już na pewno standardowe dziś 5-calowce, wygląda przy Passporcie jak najbardziej poręczne urządzenia we wszechświecie. O ile bowiem na wysokość BlackBerry może być od nich mniejszy, o tyle na szerokość nie ma właściwie konkurencji. Pierwszy pytaniem po otworzeniu pudełka jest "jak ja mam to w ogóle trzymać?".

To zadanie jednak dość szybko okazuje się całkiem banalne. Urządzenie jest zdecydowanie lżejsze, niż wskazywałyby na to jego wymiary, a gumowana (ThinkPad-style!) i odpowiednio wyprofilowana pokrywa akumulatora sprawia, że taki nieforemny gigant trzyma się ręki prawie jak przyklejony. Dodatkowo pozostałe materiały, którymi wykończona została obudowa (w tym metalowa rama) sugerują, że mamy do czynienia nie tyle z rozklekotanym, starym busem, a nowoczesnym, eleganckim i luksusowym wozem do pracy. Bardziej Mercedes V, niż Jelcz, wożący od 20 lat ziemniaki.

blackberry passport 012

Dalej jest tylko ciekawiej, co niespecjalnie często zdarza się w przypadku nowych smartfonów. Przyznam, że większość z nich tuż po wyjęciu z pudełka zaczyna mnie po prostu nudzić - niektórym udaje się to jeszcze zanim w ogóle do mnie dotrą. Od razu wiem jak będą wyglądać, jak będą działać, który przycisk będzie pełnił jaką funkcję, etc. Może i taka standaryzacja jest dobra, ale w momencie, kiedy wydaję ponad 2000 zł na telefon, chciałbym, żeby mnie czymś zaskoczył, żeby ekscytacja zakupem trwała dłużej, niż do momentu włożenia karty SIM i żeby dziura w budżecie po takim wydatku nie kojarzyła się z bolesną koniecznością, a z nową, fascynującą przygodą.

I taki jest właśnie Passport w każdym detalu. Kwadratowy ekran o przekątnej 4,5" i rozdzielczości 1440x1440, który wymiarami idealnie pasuje do plasterków topionego sera (serio), może na początku... wprowadzić w zakłopotanie. Jest po prostu zupełnie inny, niż to, co oferują nam właściwie wszyscy inni producenci. Jest dziwny, dla niektórych może wręcz nieco odpychający, ale wystarczy zacząć na nim czytać, żeby zobaczyć, jak strasznie utrudniamy sobie życie ultra-panoramicznymi wyświetlaczami.

blackberry passport 019

Nie jestem, jak prawdopodobnie chciałoby BlackBerry, maniakiem zestawień w Excelu czy wielkich dokumentów w Wordzie. Szczerze mówiąc, bardzo rzadko korzystam z nich na telefonie. Jestem za to maniakiem konsumowania tekstów w sieci z poziomu telefonu - siedząc, leżąc, idąc, czy stojąc w kolejce. Z jakiegoś powodu odpowiada mi to bardziej, niż czytanie na laptopie.

Z tym, że laptop ma jedną zaletę - szeroki ekran i wystarczająco dużo tekstu w poziomie. Telefon nie oferuje mi tego, chyba że po obróceniu, czego... nigdy nie robię, bo przestaje być wtedy wygodny do trzymania. Passport natomiast faktycznie mieści w jednym wierszu tyle znaków, że czytanie jest nie tyle przyjemniejsze, co po prostu bardziej naturalne. W porównaniu do mojego aktualnego telefonu (5", 1920x1080) z łatwością znajduje się miejsce dla 2, 3 a czasem nawet 4 dodatkowych słów (!). To z kolei przekłada się na dużo więcej treści dostępnych i bez przeskakiwania wzrokiem z linijki na linijkę i bez przewijania ekranu w dół.

blackberry passport 017

Niestety aż tak wielkiego zysku nie ma w przypadku aplikacji. Większość z przetestowanych do tej pory bez problemu dostosowuje się do nietypowych proporcji wyświetlacza (nawet jeśli mówimy o tych z Androida), ale czuć tutaj, że można byłoby z nich wydobyć chociaż odrobinę więcej, że kwadratowy ekran da się wykorzystać lepiej. Szkoda też, że nie zdecydowano się ostatecznie na implementację systemowego trybu podziału ekranu na pół i trzeba się uciekać po pomoc aplikacji firm trzecich. 720x1440 to w końcu całkiem rozsądna powierzchnia, żeby zaprezentować nawet odrobinę bardziej rozbudowane treści.

Co ciekawe, nawet w przypadku teoretycznie banalnego przewijania zawartości ekranu Passport nie może być "normalny". Owszem, można to robić po prostu dotykając ekranu, ale też możliwa jest realizacja tego (oraz innych gestów) za pomocą dotykowej powierzchni... klawiatury. To jest to, czego brak najbardziej krytykowałem przy okazji Q10 - zabrano TrackPada, ale nie dano absolutnie niczego w zamian. Zdecydowano się pójść na wręcz zawstydzającą łatwiznę.

blackberry passport 007

Tutaj nie dość, ze rozwiązano to lepiej, bo powierzchnia dotykowa jest wielokrotnie większa niż w przypadku TrackPada, to jeszcze rozwiązano to pomysłowo, nowatorsko i... to naprawdę działa! Miałem spore wątpliwości co do precyzji i wygody obsługi telefonu w ten sposób, ale jest po prostu dobrze. Owszem, niewielka wysokość panelu klawiatury i nieidealnie gładka powierzchnia potrafią czasem nieco przystopować nasze zapędy, ale zakładam, że jest to kwestia przyzwyczajenia.

Zaskakuje też to, jak rzadko przy takim sposobie nawigacji udawało mi się (przynajmniej na razie) gestem wyprowadzanym z klawiatury przypadkiem zminimalizować aplikację. Sposób w jaki zazwyczaj trzyma się Passporta, praktycznie wyklucza takie wypadki, chyba że przy wyjątkowo zaciętej gestykulacji.

Póki co jestem pod gigantycznym wrażeniem, że precyzję i prędkość obsługi TrackPadem mogę uzyskać nie posiadając go i nie tracąc na niego cennego miejsca na obudowie. Przewijanie list, nawigacja w tekście, na stronach internetowych i podobnych - wszystko to, bez odrywania rąk od klawiatury. Niemal tak, jak TrackPoint w laptopach, a może nawet i lepiej?

blackberry passport 011

Co do samej klawiatury, to przy znaczącej zmianie sposobu, w jaki się z niej korzysta, trudno na razie jednoznacznie ją ocenić. Na razie, przyznaję wprost, piszę na niej wolno. Bardzo wolno. Trudno jednak spodziewać się czegoś innego przy samym starcie z taką nowością.

Z całą pewnością na duży plus zasługuje wykorzystanie gestów, które pozwalają nam wprowadzić słowa podpowiadane przez słownik. Z drugiej strony, przeniesienie nie tylko znaków, ale i niektórych często stosowanych przycisków (chociażby Shifta) na ekran, powoduje na początku ogromny chaos, szczególnie dla kogoś, kto korzystał wcześniej z klawiatury BlackBerry. W dotyku jest podobna, w ogólnych odczuciach też, ale jednak kropka jest teraz nie na dole klawiatury, ale ponad nią.

Do samych przycisków fizycznych nie można mieć żadnych zarzutów. Mają dużą powierzchnie i są wyprofilowane odpowiednio, nawet pomimo pozornej płaskości. Nie przeszkadza nawet specjalnie mała spacja, ani też umieszczenie "Z" tuż pod "A", co jest raczej niespotykanym (lub niepreferowanym) rozwiązaniem.

blackberry passport 004

Co innego, jeśli chodzi o pisanie jedną ręką. Jest to właściwie fizycznie niemożliwe, chyba że natura nie poskąpiła nam naprawdę długich i cienkich palców. Można wprawdzie próbować wklepywać pojedyncze literki, a potem korzystać ze słownika z podpowiedziami, ale nawet trzymając smartfona w dość karkołomny sposób, nie sposób jest dosięgnąć do skrajnych przycisków. Jedynym sposobem, jaki jak na razie udało mi się odkryć, jest trzymanie telefonu... prawie poziomo.

Pociesza natomiast fakt, że wyprofilowanie oraz materiały wykończeniowe sprawiają, że nawet przy tak ekstremalnych układach Passport nie wydaje się być zbyt skory do opuszczenia naszych rąk i zapoznania się z podłogą. Przy okazji, włożenie go do kieszeni przeciętnych spodni, marynarki czy kurtki nie powinno być problemem. Czasem można mieć tylko przy tym wrażenie, jakbyśmy próbowali wcisnąć do nich zwykły telefon, ale... w poprzek.

Kwestia wydajności, poprawności pracy systemu, dostępnych w nim opcji czy np. jakości wykonywanych zdjęć zostanie poruszona dopiero w pełnej recenzji. BlackBerry 10 w nowej wersji jest bowiem wprawdzie systemem ciekawym i warto się nad nim pochylić, ale bądźmy szczerzy - nawet gdyby ten telefon pracował pod kontrolą Bada OS, to i tak zrobiłby spore zamieszanie.

blackberry passport 005

Na razie jednak ten krótki kontakt utwierdził mnie w dwóch przekonaniach.

Po pierwsze, BlackBerry Passport nie zawojuje rynku i nie zmieni pod względem finansowym czy udziałowo-rynkowym sytuacji kanadyjskiej firmy. To fascynujący i funkcjonalny wybryk natury (który prawdopodobnie doczeka się następcy), przeznaczony nie do wszystkich użytkowników, ale do bardzo ograniczonego grona osób. Daleki jestem przy tym od nazywania ich elitą, czy jedynych, którzy w zalewie iphone'o-klonów wiedzą co dobre. Nie. To po prostu telefon dla osób, którzy szukają nietuzinkowego urządzenia z pełną klawiaturą i świetnym ekranem, idealnie nadającego się do konsumpcji głównie słowa pisanego (albo tabelkowanego). Galaxy S5, Note 4, iPhone'a 6 czy HTC One M8 mogę z czystym sercem polecić każdemu. Passporta nie.

Po drugie, Passport jest fascynującym paradoksem. Zderzeniem skupienia się tak mocno na produkcie funkcjonalnym, profesjonalnym czy "korporacyjnym", że aż staje się produktem odrobinę... hipsterskim. Osoba go kupująca nie może mieć najmniejszych wątpliwości co do tego, "co powiedzą znajomi", albo wręcz dąży do tego, żeby ich telefon takie zainteresowanie wzbudzał swoją innością. Mówiąc wprost, podczas gdy BlackBerry widzi Passporta raczej w rękach chłodnych i skupionych biznesmenów, dla mnie jest on raczej propozycją skierowaną przede wszystkim do odważnych.

A jak mówią, do odważnych świat należy.

PS: Można byłoby mówić, że moja fascynacja Passportem wynika z zamiłowania do BlackBerry. Problem w tym, że z BlackBerry... od dawna nie korzystam. Po prostu nie mogłem się doczekać czegoś naprawdę świeżego na rynku. 

* Sprzęt udostępniony dzięki uprzejmości BlackBerry Polska.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst