Bezpieczeństwo / News

To już oficjalne! FBI twierdzi, że Korea Północna stoi za atakiem na Sony Pictures

Jeszcze niedawno mogliśmy tylko podejrzewać, że za atakiem grupy Guardians od Peace na serwery Sony Pictures stała Korea Północna. Teraz jest to niemal pewne. Przynajmniej tak wynika z notatki udostępnionej przez amerykańskie służby.

Informacje te pojawiły się po przeprowadzeniu długiej analizy technicznej użytego podcas ataku złośliwego oprogramowania, które okazało się bardzo podobne do malware’u opracowywanego wcześniej przez Koreę Północną. Szczególną uwagę amerykańskich służb zwróciły duża część kodu skopiowanego z innych wirusów, algorytmy zabezpieczające, sposoby kasowania danych oraz zaatakowane sieci.

Jakby tego było mało, FBI zauważyło także, że najprawdopodobniej ataki na Sony zostały przeprowadzone z tego samego miejsca, co inne cybeprzestępstwa, o które podejrzewano Koreę Północną. Przykładowo służby odkryły, że kilka adresów IP, z których dokonano ataku jest powiązanych z północnokoreańską infrastrukturą sieciową. Jakby tego mało, do ataku na Sony Picture użyto tych samych narzędzi, co w ataku z marca 2013 roku m. in. na połduniowokoreańskie banki, za którymi z całą pewnością stoi azjatycki reżim.

korea-północna

Skoro informacje o udziale w ataku północnokoreańskich władz się potwierdziły, można otwarcie przyznać, że jest to jeden z najbardziej medialnych cyberataków tego roku. Co prawda nie był zbyt groźny i doprowadził jedynie do odwołania premiery filmu, to pozostaje mieć nadzieję, że ostatecznie obróci się przeciwko reżimowi Kimów. Coraz więcej osób liczy na to, że film potajemnie trafi na torrenty. Do grona tego należy nie tylko mój redakcyjny kolega, Piotr Grabiec, ale też Paulo Coelho, który zaoferował Sony, że za 100 000 dol. wykupi prawa do filmu i za darmo wypuści go do sieci.

Gdyby tak się stało, film nie zarobiłby ani dolara, ale obejrzałoby go pół świata. Krótko mówiąc, stałoby się zupełnie coś odwrotnego do tego, co zamierzali osiagnąć cyberprzestępcy. I może następnym razem zastanowiliby się przed zastosowaniem swoich zasad wolności słowa w innych krajach.

Może dotarłoby do nich, że to się po prostu nie opłaca.

*Zdjęcia pochodzą z Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst