Sprzęt  / News

Zainstalujesz te kamery w swoim mieszkaniu? Google bardzo na to liczy

Należący od niedawna do Google Nest zrobił sobie dziś w nocy mały prezent. Za, bagatela, pół miliarda dolarów włączył do swoich szeregów zespół Dropcam, odpowiedzialny m.in. za produkcję nowoczesnych i łatwych w obsłudze, ale jednocześnie przystępnych cenowo, systemów monitoringu. 

Produkty Dropcam można bez wahania nazwać "monitoringiem dla każdego". Są stosunkowo niedrogie - wersja Pro kosztuje 199 dol., natomiast wersja zwykła 50 dol. mniej - a ich instalacja i dalsze wykorzystanie nie stanowią problemu dla nikogo, kto miał kiedykolwiek kontakt z komputerem lub smartfonem.

PROPod względem możliwości technicznych kamerom tym (szczególnie w tej cenie) trudno cokolwiek zarzucić. Szeroki kąt obiektywu, zoom cyfrowy (8x w wersji Pro i 4x w wersji zwykłej) oraz możliwość rejestracji materiału w jakości HD.

Do tego diody IR do rejestracji w gorszych warunkach oświetleniowych i nasi eksperci z domowego laboratorium CSI z całą pewnością będą zadowoleni z rezultatów.

dropcam

Samo nagrywanie w przyzwoitej jakości to jednak tylko część tego, co zapewniają produkty Dropcam i wcześniejsze odniesienie do smartfonów nie było w żaden sposób przypadkowe. Założyciele firmy idealnie wpisali się bowiem ze swoim produktem w niezwykle popularny i jednocześnie dochody trend "Internetu rzeczy".

Nie brakuje więc wsparcia dla sieci bezprzewodowej i dedykowanych aplikacji dla urządzeń mobilnych z opcją podglądu nagrań, dostępu do archiwum czy sterowania kamerami. Rejestratory możemy uruchamiać zdalnie manualnie lub w oparciu o naszą lokalizację albo konkretny harmonogram. Jeśli będzie trzeba - prześlą nam odpowiednie powiadomienie w odpowiednim momencie. I wszystko zapisuje się oczywiście w (płatnej) chmurze.

drop

Gdyby tego było mało, Dropcam niedawno rozszerzył ofertę o tzw. "Taby"., czyli miniaturowe, również bezprzewodowe czujniki ruchu, które możemy zamocować na drzwiach czy oknach. Jak sugerują producenci, jest to "świetne uzupełnienie tam, gdzie nie sięga wzrok kamery".

Mamy więc świetny, nowoczesny, efektowny i przy tym oparty na rozsądnym modelu biznesowym (sprzęt plus dodatkowe usługi) system monitorowania domu. Po co coś takiego Google?

Odpowiedź jest prosta: wyścig pomiędzy Apple, Google i mniejszymi graczami już dawno wyszedł poza nasze kieszenie i wdziera się do naszych domów. To już nie jest ekosystem składający się z systemu operacyjnego i sklepu z aplikacjami. To ekosystem, którego składowymi docelowo mają stać się wszystkie elementy naszego życia. I jeśli kiedykolwiek uda nam się wplątać w taki ekosystem, wyjście z niego praktycznie niemożliwe.

Nie wspominając już o tym, co najbardziej oczywiste. Ilość danych na nasz temat przekazywanych do takich systemów byłaby wręcz niesamowita i nieporównywalna do tego, co przekazujemy producentom do tej pory. Z jednej strony być może ułatwilibyśmy życie sobie, ale z drugiej strony, może nawet trochę mimo woli, ułatwiamy je innym.

nest

Wyraźnie widać przy tym, że dwaj istotni gracze rynku mobilnego mają tutaj, przynajmniej na razie, zupełnie odmienne strategie. Podczas gdy Apple wyraźnie liczy (i prawdopodobnie słusznie) na zainteresowanie ze strony niezależnych producentów, Google bierze sprawy w swoje ręce. Czy przejęcie Nest i Dropcam (który tak naprawdę przejęty został przez Nest) ma zapewnić dostęp do odpowiednich technologii i sprzętów "na skróty", czy też powstanie coś w rodzaju domowego odpowiednika smartfonów z serii Nexus?

Jeśli tak, pojawia się pytanie - kto będzie kolejny?

Niepołączonych lub połączonych w sposób nieustandaryzowany urządzeń w naszym domu pozostają dziesiątki, jeśli nie setki. Kto pierwszy po nie sięgnie, kto zrobi to najlepiej i kto ostatecznie wygra w tym wyścigu? To, co obserwujemy obecnie to tylko nieśmiałe początki.

Zdjęcie pochodzi z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst