Sprzęt  / Artykuł

Ninja Sphere, czyli jak powinno wyglądać serce inteligentnego domu

Inteligentny dom nie jest już wizją całkowicie bez pokrycia. Mając odpowiednie zasoby gotówki możemy zautomatyzować lub zapewnić sobie zdalne sterowanie większością procesów, które normalnie musielibyśmy przeprowadzać lub inicjować ręcznie. Włączenie ogrzewania na 20 minut przed przyjazdem do domu? Żaden problem. Zdalne wyłączenie i włączenie świateł? Jedno kliknięcie na ekranie telefonu. Przykłady można mnożyć i mnożyć, jednak co w przypadku, kiedy chcielibyśmy, aby nasz dom był jeszcze bardziej inteligentny i zautomatyzowany? Odpowiedź na ten problem wydają się mieć autorzy Ninja Sphere.

Jeśli nazwa ta wydaje się Wam znajoma, to prawdopodobnie słyszeliście już wcześniej o poprzednim projekcie tego samego zespołu – Ninja Blocks. Rozpoczęty w 2012 roku i wprowadzony do sprzedaży ponad rok później, cieszył się ogromną popularnością chociażby w serwisie Kickstarter, gdzie niezbędne finansowanie (24 000 dol.) zebrał w zaledwie kilka dni, ostatecznie przekraczając tę granicę prawie pięciokrotnie (103 000 dol.). Przygotowana przez nich platforma inteligentnego domu okazała się jednak nie być szczytem ich ambicji.

Najnowszy projekt, Ninja Sphere, prezentuje nieco odmienne podejście do tematu, choć nie można nie mieć wrażenia, że jest w pewnym sensie następcą Ninja Blocks.

Zmieniło się jednak prawie wszystko – od wyglądu, przez obsługiwane standardy połączeń, wspierane urządzenia, aż po oficjalne dodatki. Zacznijmy jednak od samego początku.

ninja_sphere3

Jakie jest główne zadanie Ninja Sphere? Zamiana naszego „Connected Home”, w którym wszystkim możemy sterować, na „Smart Home”,

w którym wszystko samo wie, kiedy powinno zadziałać, kiedy się wyłączyć oraz jest w stanie wysłać nam informacje na temat najważniejszych wydarzeń w domu, kiedy przebywamy poza nim.

Zestaw Ninja Sphere składa się zasadniczo z dwóch podstawowych elementów – czujników, określanych tutaj mianem Waypointów oraz łącznika tworzącego „sferę” – Spheramid. W zależności od tego, jak duży jest nasz dom i jak dużą dokładność pomiarów, a w konsekwencji podejmowanych działań, chcemy uzyskać, możemy dowolnie zmieniać liczbę ustawionych w domu Waypointów. Podobnie, zwiększając liczbę Spheramidów, zwiększamy liczbę punktów bezpośredniej kontroli nad systemem. Przykładowe zestawy przygotowane przez producentów obejmują 2 Waypointy i jednego Spheramid (zalecane do małych domów), 4 Waypointy i 2 Spheramidy do średnich i 6 Waypointy oraz 3 Spheramidy do dużych domów.

Rolą Spheramida, oprócz bycia „mózgiem” całego systemu, jest również prezentowanie podstawowych informacji, dotyczących np. zużycia energii w naszym domu czy pogody, oraz umożliwienie zmiany najbardziej podstawowych ustawień sterowanych elementów. Malutki komputerek oparty na ARM Cortex A8 pozbawiony jest jednak jakichkolwiek przycisków funkcyjnych. Całość obsługiwana jest za pomocą gestów, więc wystarczy jedno machnięcie nad „kopułą” aby z wyświetlania pogody przejść do regulacji głośności czy oświetlenia, a potem całkowite naturalnym gestem w górę lub w dół wyregulować te parametry. Więcej Spheramidów będzie nam potrzebne wyłącznie wtedy, kiedy będziemy chcieli kontrolować system w ten sposób z różnych miejsc w domu – inaczej powinien objąć zasięgiem całkiem spory obszar.

ninja_sphere4

O ile jednak więcej niż jeden Spheramid nie jest niezbędny, o tyle inteligentne rozmieszczenie czujników wydaje się być niezbędne, aby osiągnąć efekt przedstawiany na materiałach promocyjnych. System, na podstawie danych (czyli odległości od obsługiwanych urządzeń) pochodzących z Waypointów tworzy przestrzenną mapę naszego domu i stale monitoruje wszelkie zmiany lokalizacji. Autorzy twierdzą, że udało im się opracować dodatkowe mechanizmy, które pozwalają na jeszcze dokładniejsze umiejscowienie śledzonych przedmiotów w przestrzeni.

Śledzić i nadzorować możemy praktycznie wszystko. Ninja Sphere wykrywa obecność i obsługuje nie tylko wszystko co łączy się przez WiFi, Bluetooth (i Bluetooth LE), ale też wspiera standardy takie jak ZigBee czy stare dobre USB.

Dzięki temu możemy połączyć NS np. z takimi rozwiązaniami jak Stick 'n Find czy Tile, aby w każdym momencie móc uzyskać informacje na temat tego, gdzie znajdują się w naszym domu wszystkie najważniejsze przedmioty. Prosty przykład zastosowania? Mając na sobie zegarek Pebble czy trzymając w ręce smartfon, NJ rozpozna, że wstaliśmy już z łóżka i poszliśmy do kuchni zrobić sobie śniadanie. Automatycznie zgasi światło w sypialni, zasłoni rolety, zapali światło w kuchni, włączy radio i uruchomi czajnik.

Nie tylko jednak do telefonów i gadżetów z Bluetooth LE ograniczona jest funkcjonalność Ninja Sphere. Już teraz istnieją sterowniki umożliwiające połączenie jej z systemami Belkin WeMo, XBMC, Z-Wave, MiLight, Philips Hue, czujnikami ruchu, temperatury, smartTV, termostatami i dziesiątkami inych, a całkowita otawrtość platformy umożliwia łatwe stworzenie kolejnych, zarówno przez ich producentów, jak i zdeterminowanych użytkowników.

ninja_sphere5

Oczywiście dla Ninja Sphere nie zabraknie aplikacji mobilnych, mogących poinformować nas np. o tym, że zostawiliśmy włączone światła, niezasunięte rolety czy niepotrzebnie włączone ogrzewanie.

Jedno kliknięcie i problem jest już rozwiązany.

Największą zaletą całego rozwiązania jest to, że sam w sobie nie ma praktycznie żadnych ograniczeń – podpiąć do niego możemy niemal wszystko, co oferuje jakikolwiek standard połączenia bezprzewodowego (albo nawet przewodowego), przy okazji wiążąc (podobnie jak miało to miejsce przy Ninja Blocks) akcję wykonaną/wykrytą przez jedno urządzenie w sieci z innym urządzeniem lub inną akcją. W teorii możemy więc zrobić wszystko, jak wyjdzie to w praktyce przekonamy się dopiero za jakiś czas. Nie musimy także pozbywać się sprzętów, za pomocą których do tej pory staraliśmy zautomatyzować nasz dom - NJ z przyjemnością przejmie nad nimi kontrolę.

Na ten moment przyjdzie nam jednak nieco poczekać – Ninja Sphere, kosztujące co najmniej 199 dol. (249 dol. w momencie wejścia do sprzedaży) w najmniejszym zestawie ma trafić do sklepów dopiero w czerwcu przyszłego roku. Do tego czasu można jednak złożyć zamówienie w serwisie Kickstarter (choć prawie wszystkie tańsze zestawy są już wykupione) lub spokojnie przyglądać się rozwojowi produktu. Obecnie wiadomo tyle, że autorom po raz kolejny udało się swoim pomysłem i entuzjazmem zarazić potencjalnych użytkowników – minimalna kwota (tym razem 115 000 dol.) została zebrana w niecałe dwa dni i na 57 dni przed końcem zbiórki projekt ma już na koncie prawie 140 000 dol..

Uwaga: Wszystkie ceny podane są w dolarach australijskich.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst