Sprzęt  / Felieton

Dotykowy, tani Chromebook? Czyli dlaczego wciąż czekam, ale wiem, że w końcu kupię

281 interakcji
dołącz do dyskusji

Czyham na odpowiedniego Chromebooka. Taki już prawie-prawie się pojawił. Jest to Acer C720 z haswellowym Celeronem, o idealnie mobilnych rozmiarach ekranu 11,6 cala i z baterią pozwalającą na ponad 8 godzin pracy. Cena? 249 dolarów, mniej niż niejeden smartfon. Jakby tego było mało, Acer wypuścił dziś tańszą o 50 dolarów wersję z 2 zamiast 4 GB pamięci RAM. Wisienką na torcie jest wyciek z francuskiego Amazonu, na którym pojawił się C720 w wersji z ekranem dotykowym… Chwila, ale dlaczego Lalik czyha na Chromebooka, ten pseudokomputer?

Bo Lalik, jak i większość ludzi, laicyzuje się. O ironio. Znacie żarty o Macbookach? Że to maszynki do Facebooka za kilka tysięcy złotych? Głupie żarty, bo wielu profesjonalistów używa Macbooków jako narzędzi pracy. Ale nie oszukujmy się - sporo z właścicieli komputerów z nadgryzionym jabłkiem używa ich jako… komputera, terminala dostępowego do internetu i ewentualnego odtwarzacza muzyki czy filmów. No i oczywiście jako narzędzia do przerzucania po kablu plików do i z telefonu. A i to coraz rzadziej.

acer c720 dotykowy
Dotykowy, ani Chromebook (299 euro, niecałe 1300 złotych). Nie do końca wiem, jaki jest cel posiadania dotyku w klasycznym Chrome'ie, ale może jest w tym jakaś wygoda?

A Chrome OS potrafi to wszystko. Umożliwia obejrzenie, internetowanie, słuchanie i facebookowanie. Wydaje się, że zapewnia podstawowy wachlarz funkcji, które wystarczyłyby spokojnie większości internautów.

Wystarczy spojrzeć, jak rozwija się Sieć. W ciągu kilku lat w przeglądarce pojawiło się mnóstwo narzędzi, które często są po prostu wygodniejsze, niż natywne aplikacje. Cholera, ostatnio chciałam na szybko dodać czy zmienić coś w jakiejś grafice i zamiast szukać odpowiednich funkcji w darmowym Gimpie wpisałam hasło w Google. Wyskoczyło mi co najmniej kilkanaście stron, które robiły dokładnie to, o co pytałam i to szybciej i prościej, niż Gimp. Wystarczyło wrzucić do nich grafikę i voila!

Największym problemem są przyzwyczajenia. Weźmy piratów chociażby - ściągają torrenty w jakości 360p, chociaż w takiej mogą oglądać online to samo, równie szemranie, ale bez zapychania czegokolwiek. Albo mogą używać Streamza. Możliwości w sieci jest już mnóstwo.

Chromebook przestaje być już więc szaloną ideą Google'a, a staje się realnym, prostym narzędziem do codziennego korzystania z sieci.

Najważniejsze, że tanim

Od kilku miesięcy próbuję znaleźć komputer lub tablet, który w rozsądnej cenie zapewni mi komfort pracy z tekstem - i tu odpadają praktycznie wszystkie tablety i hybrydy, które albo mają kiepskie klawiatury, albo po zadokowaniu przeważają w tył - pełnoprawną przeglądarkę, obsługę wskaźnika punktowego, będzie lekki i jednocześnie pozwoli pracować co najmniej 7-8 godzin na baterii. Im więcej, tym lepiej.

Przegrzebałam wszystko. Tablety z dockami z niespełniającym warunków Androidem, urządzenia wszelakie z Windowsem 8, pod uwagę wzięłam nawet Macbooka Air z niepasującym mi OS X. Wniosek były dwa - potrzebuję klasycznego, małego laptopa, bo tylko on jest komfortowy przy długim pisaniu.

Fani tabletów i hybryd próbują mi wmówić, że tradycyjny laptop to już przeżytek. A ja mam tablet, nawet go lubię, ale do klasycznej klawiatury mu daleko
Fani tabletów i hybryd próbują mi wmówić, że tradycyjny laptop to już przeżytek. A ja mam tablet, nawet go lubię, ale do klasycznej klawiatury mu daleko

Poza tym nie dostanę tego, czego oczekuję w cenie poniżej 2 tysięcy złotych. A najlepiej trzech. Wymagania spełniają najbardziej Ultrabooki, ale one są znowu przepłaceniem za możliwości, z których nigdy nie skorzystam. Poza tym żeby dostać dobrze wykonanego, małego i solidnego Ultrabooka z baterią, jakiej oczkuję, trzeba wydać co najmniej 4 tysiące złotych. Na maszynkę do internetu w moim przypadku. W przypadku osoby, która gdy jest odcięta od sieci nie ma pomysłu, co zrobić z komputerem i co najwyżej używa go jako maszyny do pisania.

Chromebook wydaje się więc najlepszym rozwiązaniem dla mnie i dla mojej kieszeni, ale am ogromny dylemat. Nastawiać się na Acera C720 czy czekać na kolejne, zapowiedziane Chromebooki na robiącym cuda z baterią Haswellu?

To chyba pokutuje we mnie przeświadczenie, że komputer powinno się wybierać rozsądnie, bo kupuje się go na lata. A przecież za 250 dolarów, czyli około 800 złotych, można wymieniać go co roku... Zwłaszcza, jeśli co roku kupuje się droższe smartfony.

Prawie 3 lata temu niemal wszyscy pukali się w głowę, gdy Google zaprezentował Chrome OS. Dziś jest coraz mniej takich osób.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst