Gry  / Felieton

"Chytrzy gracze z Radomia" biorą tyle gier, ile uniosą. Nie biorą jeńców i idą po swoje

376 interakcji
dołącz do dyskusji

Wyjątkowo łatwo jest wytykać wady innym jednocześnie nie widząc tego, jak zachowujemy się sami. Niemal rok temu cały Internet śmiał się ze starszej kobiety, która ze względu na swoją łapczywość została okrzyknięta chytrą babą z Radomia. Osoby, które jej nie wyśmiewały, starały się usprawiedliwić jej zachowanie biedą, wychowaniem w poprzednim ustroju, wiekiem i wieloma innymi aspektami. Podczas tegorocznych targów Poznań Game Arena zobaczyłem jednak, że pazerność nie zależy od żadnego z wymienionych wyżej czynników. Ona po prostu jest.

Choć wejściówka na targi kosztowała 12-15 zł, a posiłek w środku drugie tyle (jeśli posiłkiem można nazwać kurczaki z KFC), to poniesione koszty mogły się bardzo łatwo zwrócić. Wszystko dzięki firmie CD Projekt, która dla 40 000 zwiedzających osób przygotowała w prezencie aż 120 000 gier. Interes ten opłacił się obu ze stron - gracze otrzmymali darmowe gry, a CD Projekt pozbył się zapasów magazynowych i wrzucił sobie to w koszta. Jeśli każdy uczestnik targów wziąłby udział w promocji, średnio dostałby trzy gry. Jednak ten idealny scenariusz nie spełnił się, gdyż ludzie pokazali swoją prawdziwą naturę.

Oczywiście duża część osób biorących udział w promocji była jak najbardziej fair. Stała w bardzo długiej kolejce, która systematycznie rosła, ale i poruszała się do przodu. Zasada była tu prosta – ludzie stoją gęsiego, pierwsza osoba odbiera losowo wybraną grę i idzie dalej. Co dalej z nią zrobi, to ich sprawa. Może ją sprzedać, wymienić się z kimś lub grać. Osobom, które tak zrobiły nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Niestety zjawiali się też ludzie, którzy gdy zobaczyli, że gry są rozdawane, rzucili się i zabierali ich całe kartony, często podobnych lub identycznych tytułów. Później siedzieli pół dnia przy kartonie, wymieniali się grami z innymi, sprzedawali je (!) i pilnowali swojego łupu.

WP_20131020_010

Muszę się przyznać, że pośrednio sam skorzystałem na takim zachowaniu innych. Od dawna nie mogłem kupić klasyka – Planescape Torment, więc gdy zobaczyłem młodzieńca z całym pudłem tych gier, od razu poprosiłem o jedną kopię. Byłem gotów za nią zapłacić, ale na szczęście dostałem ją za darmo. Wiem, że w tę grę zagram, że będę się przy niej dobrze bawił. Więcej nie potrzebowałem, w przeciwieństwie do innych osób.

Ja naprawdę rozumiałbym branie kartonów z grami, gdyby w każdym z nich znajdowałyby się zupełnie różne tytuły. Średnia wieku na PGA wynosiła kilkanaście lat i naprawdę wolałbym, by Ci młodzi ludzie grali w oryginalne, otrzymane za darmo gry, niż gdyby mieli je piracić. Jednak jestem przekonany, że większość tych gier wyląduje na półkach i nigdy nie zostanie uruchomiona lub zostanie w promocyjnych cenach sprzedana na allegro. Bo co innego u cholery można zrobić z dwudziestoma sztukami Painkillera czy Tropico 4?

To nie były jedyne incydenty tego typu w trakcie PGA. W trakcie targów doszło do kilku kradzieży (ze stoiska Chipa zniknął SmartWatch Sony przeznaczony na konkurs), a podczas wyrzucania gier i akcesoriów komputerowych ze sceny po prostu dochodziło do rękoczynów. Widok dwóch piętnastolatków piorących się po pyskach o klawiaturę za 300 złotych nie był częsty, ale bez problemu można było takie sytuacje zobaczyć.

Tak samo jak pracownika, który bez ochrony niósł karton pełen gier. Gracze go niemal stratowali, pudło rozerwali i zabrali wszystko, co było w środku. Podobne sytuacje widziałem na targach PGA w 2009 roku, gdy piękne kobiety przebrane za Assassynki niosły mnóstwo numerów CD-Action i rozdawały je za darmo obecnym osobom. Regularnie były tratowane przez uczestników targów, którzy zabierali nawet po kilkanaście magazynów.

WP_20131020_011

Czy oznacza to, że gracze to hołota? Nie. Takie sytuacje mają miejsce wszędzie – na PGA, w Radomiu, a także na zagranicznych imprezach, takich jak CES, gdzie bardzo łatwo można stracić smartfon, a ze stoisk notorycznie giną tablety. Świadkiem podobnego zachowania byłem też rok temu na promocji zabawek w Tesco, gdzie ludzie w średnim wieku ładowali do koszyków co się da, zwłaszcza klocki Lego będące w bardzo atrakcyjnej cenie, zdarzyło się im też rzucić na pracownika, który ciągnął paletę z pełnymi kartonami produktów.

Niestety po rozerwaniu wszystkiego co się da, okazało się, że w środku były przede wszystkim butelki z musztardę i keczupem, których zawartość leżała na podłodze niczym dzieło Picassa stale, zmieniające się pod wpływem butów i jeżdżących wózków z zakupami. W każdym z nas jest trochę skąpca i niestety często to widać. Trzeba jednak się powstrzymywać i robić wszystko, byśmy z dobrotliwego doktora Jekylla nie zmieniali się w pana Hyde’a. Wtedy sytuacje, jak te opisane powyżej, będą zdarzać się bardzo rzadko, a wszystkim będzie żyło się lepiej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst