Tech  / Felieton

Mój ulubiony notatnik Catch zostaje zamknięty, a ja... nie mam alternatywy

W przeciwieństwie do sporej części naszej redakcji, nigdy nie nauczyłem się korzystać z Evernote. Do prostych notatek używałem natomiast świetnego notatnika Catch, który sprawdzał się zdecydowanie lepiej. Niestety po ostatniej aktualizacji aplikacji na Androida przywitała mnie na ekranie głównym informacja, że usługa zostanie za miesiąc zamknięta. I wielka szkoda, bo nie mogę znaleźć dobrego zamiennika.

Jeśli chodzi o proste i dobre internetowe notatniki, z których wygodnie korzysta się nie tylko za pomocą strony internetowej, ale też smartfona i tabletu, wybór wcale nie jest taki duży. Przez długi czas korzystałem z prehistorycznego już Google Notebook, ale gigant postanowił zamknąć usługę przy okazji któryś z kolei porządków. Potem przyszła u mnie pora na bajecznie prostą usługę Simplenote, ale ze względu na brak dobrej aplikacji na Androida wybrałem jako główne miejsce do składowania notatek dobrze zapowiadający się Catch Notes.

catch-web

Evernote to za duży kombajn

Wielokrotnie próbowałem korzystać z Evernote. Ja wiem, że to z pewnością bardzo dobre narzędzie i korzysta z niego spora część naszej redakcji, ale Evernote nigdy nie przypadł mi do gustu. Na szczęście miałem wybór i swoje notatki przeniosłem do Catch. Niedługo potem aplikacja mobilna serwisu została uaktualniona, a jej wygląd oraz szybkość działania i synchronizacji mnie po prostu urzekły.

Catch pozwalał na zapisywanie krótkich notatek tekstowych zarówno z poziomu komputera, jak i telefonu. Synchronizacja działała przy tym bezbłędnie i faktycznie w czasie rzeczywistym, bez konieczności martwienia się o zgubione dane. Usługa nigdy mnie nie zawiodła, chociaż korzystałem z jej naprawdę podstawowych funkcji. Nie przytłaczała przy tym interfejsem.

catch-android

Proste rozwiązania są najlepsze

Największą zaletą Catch było to, że idealnie sprawdzał się do prostych notatek tekstowych, ale w razie potrzeby można było wykorzystać go kreatywniej. Wspólne tworzenie list notatek, możliwość rozwijania spisu o listy zadań, przesyłanie z komórek zdjęć, notatek audio i nawet notek z danymi lokalizacyjnymi - to wszystko było w Catch możliwe. Co jednak najważniejsze, interfejs nie tracił przy tym swojej lekkości. Bajecznie proste było nawet zakładanie konta i logowanie, które mogło być oparte o konta Google'a, Facebooka lub Twittera.

Niestety, pozostał zaledwie miesiąc do zamknięcia usługi. Firma “podjęła trudną decyzję o zmianie kierunku swojego biznesu”. Nie wiadomo jeszcze co się za tym kryje, ale jeśli chcą faktycznie porzucić w całości prace na swoją aplikacją mobilną, to mam dużą nadzieję, że jakaś inna firma wykupi przynajmniej prawa do niej. Po prostu aż szkoda, aby tak świetny i wygodny program się zmarnował. Korzystać mogę z niego już tylko przez miesiąc, a potem jedyne co mi pozostanie, to... eksport notatek.

catch-tablet

Coraz mniej pewnych alternatyw

Co ciekawe, zamknięcie Catch Notes nastąpiło zaledwie miesiąc po ogłoszeniu usługi Catch Team, która jest przeznaczona dla firm i skupia się nie na notatkach, a na zarządzaniu projektami. Bardzo prawdopodobne, że to właśnie tutaj znajduje się odpowiedź, dlaczego Catch Notes zniknie w obecnej formie. Obawiam się zresztą, że taka przyszłość czeka więcej tego typu darmowych serwisów. Co prawda była dostępna płatna wersja Catch Notes, ale po prostu darmowe konto było dla mnie w stu procentach wystarczające. Domyślam się, że podobnie myślało wielu użytkowników i w końcu dla twórców biznes okazał się nieopłacalny.

Darmowe usługi nie będą trwały wiecznie. Niestety, znikają one z krajobrazu internetu ostatnio coraz częściej. Najbardziej bolesne było dla mnie zamknięcie Google Readera, a ostatnio pisałem o końcu innego czytnika RSS, The Old Reader. Teraz szukam dobrego zamiennika dla Catch Notes. Przez chwilę myślałem o Google Keep, ale raczej nie zaufam po raz kolejny gigantowi. Chyba po prostu zmuszę się do Evernote, skoro tyle osób korzysta i chwali? Oby było lepiej, niż gdy ostatni raz je testowałem.

catch-skasowany

Zdaję sobie też sprawę, że najpewniej aby wykorzystać możliwości Evernote, będę musiał opłacić miesięczny abonament. W darmowej wersji ma on w końcu sporo ograniczeń. Ale nie jest to dla mnie problemem, skoro to narzędzie będzie wykorzystywane zarówno do pracy, jak i w życiu osobistym. Dzięki temu, że za ten produkt użytkownicy chętnie płacą, jest znacznie mniejsza szansa na to, że zobaczę pewnego dnia na ekranie aplikacji podobną informację “o zmianie kierunku rozwoju firmy”.

Przynajmniej taką mam nadzieję.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst