Tech  / Felieton

Google Keep jest fajne, ale czy zaufasz Google'owi, że tego nie wytnie za kilka lat?

Jestem fanem wszelkiego rodzaju narzędzi zbierających różne rzeczy online. Czy to notatki, czy inspiracje wizualne, ważne artykuły, dane na potrzeby tekstów, czy w końcu materiały do przeczytania/obejrzenia/posłuchania później - łykam je wszystkie. Z radością powitałem więc na rynku kolejną dobrze wyglądającą usługę Keep. Potem jednak przypomniałem sobie, że… to od Google'a, więc gwarancji na to, że Keep będzie istniał powiedzmy za 5 lat, nie mam żadnej. Podziękowałem więc.

Na co dzień korzystam z Evernote'a - prawdziwego kombajnu notatkowego, w którym od końca 2008 r. zgromadziłem już kilka tysięcy różnego rodzaju treści: od prostych tekstów (m.in. wszystkich, które napisałem na Spider's Web), przez zrzuty ekranów, projektów graficznych, nad którymi pracuję z grafikami, notatek audio z pomysłami, które przychodzą mi w najmniej oczekiwanych momentach, po zdjęcia wizytówek poznanych osób. Pół roku temu zrozumiałem także na czym polega model biznesowy Evernote'a, który świetnie tłumaczył CEO start-upu, Phil Libin:

Im dłużej i więcej korzystasz z Evernote'a, tym bardziej zdajesz sobie sprawę z tego, jak niezbędnym jest narzędziem. W końcu przechodzisz na wersję premium.

Tak się właśnie stało i pół roku temu zapłaciłem 40 euro za roczną subskrypcję konta premium w Evernote. Nie żałuję - od tego momentu korzystam z aplikacji jeszcze bardziej intensywnie, niż wcześniej.

Evernote nie jest jednak narzędziem idealnym. Jest dla mnie tak wielkim kombajnem, że w moim odczuciu nie bardzo nadaje się do prostych, codziennych spraw w biegu: czy to do zanotowania ceny danego produktu w jednym sklepie, by sprawdzić ją w innym, zrobienia i zachowania zdjęcia numeru miejsca na parkingu (notorycznie zapominam…) zaparkowanego samochodu, listy czterech rzeczy, które mam kupić w sklepie wracając do domu, itd. Po pierwsze nie chcę zaśmiecać Evernote'a właśnie takimi codziennymi błahostkami, bo to narzędzie do realizacji większych projektów; po drugie, mimo świetnie działających aplikacji mobilnych, korzystanie z mobilnego Evernote'a nie należy do najbardziej ergonomicznych.

Dlatego ciągle szukam dobrego kompana dla Evernote'a.

Od kilku tygodni korzystam z Iceber.gs, ale to również raczej narzędzie do czegoś innego - używam go do przechowywania różnych inspiracji. Nie korzystam z tego w tak analityczny sposób jak z Evernote'a, lecz bardziej w wizualny sposób czyniąc z Iceber.gs mój własny, prywatny à la Pinterest. Ciągle czuję więc potrzebę jeszcze jednego narzędzia notatkowego, które ogarniałoby moją codzienność.

Google Keep wygląda naprawdę na dobrego kandydata - jest lekki, jest mobilny, dobrze zsynchronizowany z Google Drive, z którego korzystam na komputerze i ogólnie sposób jego działania zaprezentowany przez Google'a do mnie przemawia. Można też śmiało założyć, że w niedalekiej przyszłości Keep będzie spowinowacone z Now - usługą Google'a, która ma chyba największy potencjał ze wszystkich rozwijanych dziś przez giganta internetu usług.

Tyle, że ja już Google'owi nie ufam. Dla mnie usługa notatkowa należy do tych najbardziej fundamentalnych, których używa się każdego dnia, na której niezawodności i dostępności polega się bezgranicznie, bo od tego zależy to, w jaki sposób funkcjonuje się na co dzień. Patrząc na to, co Google zrobił z inną usługą o fundamentalnym znaczeniu dla mnie, Google Readerem, jaką mam gwarancję, że powiedzmy za pięć lat szefowie firmy w dalekim Mountain View, patrząc na ewentualnie nie najlepszy zasięg usługi, nie zdecydują się jej zamknąć?

Żadnej.

Jak już pisałem w moim dość emocjonalnym komentarzu do sprawy rychłego zamknięcia Readera, przestałem już ufać Google'owi i postanowiłem dywersyfikować dostawców kluczowych usług online'owych, z których korzystam. Tak więc, mimo iż Google Keep na pierwszy rzut oka bardzo mi się podoba i na dodatek fajnie się wpisuje w ekosystem innych usług Google'a, nie zamierzam z niego korzystać.

Wielkiej sprawy dla Google'a nie ma - ot, jeden wkurzony bloger z dalekiej Polski nie będzie używał nowej usługi, jednak warto pamiętać o tym, że zaufanie można szybko stracić, a odbudować jest je już znacznie trudniej. A to robi się już sprawa wykraczająca poza jednostkowy charakter.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst