Tech  / Artykuł

Opera na Androida – po co to komu? Jej twórcy odpowiadają

Pojawiła się zupełnie nowa Opera na Androida. Zapowiada się naprawdę fajnie. Tyle że mając do dyspozycji tak funkcjonalną przeglądarkę systemową, po co właściwie ją instalować? Jak Opera wyobraża sobie swoją przyszłość? Postanowiłem się zapytać o to osobiście jej przedstawicieli.

Wydawać by się mogło, że blask Opery nieco przygasł. Rynkiem obecnie rządzą Chrome, Internet Explorer, Firefox, a na urządzeniach mobilnych również Safari. To nieco smutne biorąc pod uwagę, że to jedna z najbardziej innowacyjnych firm na rynku. To właśnie ona spopularyzowała przeglądanie w kartach. To właśnie ona udowodniła, że kompresja danych na urządzeniach mobilnych ma wielki sens. Opera Mini jest po dziś dzień jedynym sensownym rozwiązaniem dla tanich „feature-phone’ów”. To firma, która jest odpowiedzialna za wiele dobrego na rynku przeglądarek. Tymczasem słychać o niej coraz mniej.

Po zastanowieniu trudno się dziwić. Opera nie jest twórcą żadnego systemu operacyjnego. I tak jak w czasach Symbiana, Windows Mobile, wczesnych wersji Androida jej instalacja miała wielki sens, bo systemowe przeglądarki były w porównaniu do niej nieużywalne, tak obecnie Safari, Chrome a nawet Internet Explorer są na tyle dobrym produktem, że może i alternatywne przeglądarki są nieco lepsze, ale lenistwo bierze górę. Te systemowe, preinstalowane, są na tyle dobre, że coraz rzadziej chce nam się inwestować w alternatywy.

Na szczęście w Operze wciąż pracują przytomni ludzie, którzy wiedzą, że jeżeli dotychczasowe podejście nie działa, to należy je zmienić. O pierwszej zmianie słyszeliśmy już dawno. Opera rezygnuje z autorskiego silnika Presto i przesiada się na WebKita. W przyszłości czeka nas jeszcze jedna, mniej dramatyczna przesiadka. Opera, wspólnie z Google współtworzy opierający się o wyżej wspomnianego WebKita nowy silnik Blink. Czemu? Przecież różnorodność jest w cenie! Warto się wyróżnić od konkurencji. Odpowiedziano mi dość sensownie:

„a kogo właściwie, z użytkowników, obchodzi silnik przeglądarki?”.

Faktycznie. Mam w nosie, czy moja przeglądarka opiera się o WebKita, Gecko, Tridenta czy licho wie co jeszcze. Ma działać! Ma być szybka i wygodna. I na tym Opera ma zamiar się teraz skupić. Dzięki „uwolnieniu się” od rozwijania Presto Opera zyskała moce przerobowe, które może przeznaczyć na rozwój innych funkcji. Efektem tego jest nowa Opera Mobile, a właściwie Opera w wersji na Androida, bowiem człon „Mobile” znika z nazwy.

In-phone2

Nowa Opera ma zupełnie nowy interfejs, spójny z estetyką Holo dla Androida. Muszę przyznać, że podoba mi się to nie tylko wizualnie, ale również jest to całkiem wygodne. Podoba mi się to, że mogę pasek funkcyjny przenieść na dół interfejsu (opcjonalnie), dzięki czemu na smartfonie z dużym ekranem łatwo go „puknąć” za pomocą kciuka.

Podoba mi się nawigacja nie tylko w pionie, ale i w poziomie, dzięki czemu jednym ruchem palca w prawo mam błyskawiczny dostęp do historii odwiedzanych stron, a ruszając go w lewo mogę odwiedzić moduł „Discovery”, do którego wrócę za chwilę. Bardzo mi się też podoba nowy Speed Dial. Umówmy się, że zarządzanie „Ulubionymi” na urządzeniu mobilnym to mordęga.

Synchronizacja z PC nie zawsze ma sens, a mały ekran i mniej precyzyjna obsługa dotykiem utrudnia tworzenie sobie list. Tu ulubionymi witrynami zarządzamy tak, jak aplikacjami w androidowym launcherze, przesuwając ich ikony w dowolne miejsca na siatce ekranu startowego, możemy też je błyskawicznie łączyć w grupy. Dokładnie tak, jak foldery z aplikacjami.

No i podoba mi się to, czego konkurencyjne przeglądarki wciąż się uczą: dopasowywanie tekstu do ekranu bez konieczności przewijania w poziomie. Innymi słowy, niezależnie jak powiększę daną witrynę internetową, tekst jest zawsze zawijany przed krawędzią ekranu.

speed-dial1

Dobrym krokiem było też porzucenie Turbo na rzecz trybu Off-road. „Turbo” było czymś, co miało dawać namiastkę Opery Mini, działało jednak na innej zasadzie. „Off-road” to właściwie uruchomienie Opery Mini w interfejsie Opery. Dane jakie ma odebrać przeglądarka są kompresowane w chmurze i przetwarzane, a następnie wysyłane do przeglądarki w formie leciutkiego pliku. Na co dzień zaawansowanym użytkownikom smartfonów się to raczej nie przyda, ale w plenerze, gdzie mamy trzy kreski EDGE, tudzież w kosztownym roamingu, funkcja ta okazuje się bezcenna.

No i na sam koniec, co zapowiadałem, funkcja Discovery.

To wspaniała rzecz na… nudę.

Discovery dobiera bowiem witryny internetowe według naszych zainteresowań. Interesują cię komputery, sport i polityka? Otrzymasz atrakcyjną wizualnie listę prezentującą newsy, artykuły i inne treści związane tylko z tą tematyką. Interesuje cię co innego? Żaden problem, wybierz odpowiednie kategorie. To swego rodzaju czytnik RSS, ale filozofia jego działania jest nieco inna. Po pierwsze, to nie ty, a Opera decyduje o analizowanych przez nią źródłach (miło mi poinformować, że Opera zdecydowała się, między innymi, dołączyć do nich Spider’s Web). Ma to swoje wady i zalety. Wadą jest brak „głębokiej” personalizacji. Zaleta to możliwość odkrycia treści, na które nigdy byś nie trafił przeglądając tylko te z ulubionych serwisów. Pozwala ci więc odkryć nowe informacje, stąd nazwa Discover.

discover-categories

Ma to jeszcze jeden atut. Opera zaimplementowała wyjątkowo skuteczny mechanizm eliminowania „dubli”. Innymi słowy, informacje zebrane w Discover nie będą się powtarzać. Onet, TVN24.pl i WP, przykładowo, napiszą o jakiejś aferze związanej z jakąś partią. Wpisy nie będą powtórzone dla każdego ze źródeł. Discover sam zdecyduje, który z newsów jest najpełniejszy i zaserwuje tylko jego, ukrywając resztę likwidując bałagan. Szczegółów na temat zasady działania tego algorytmu, niestety, nie udało mi się poznać, ale jak mnie poinformowali przedstawiciele Opery, poligon doświadczalny był ekstremalny. Opera kończyła bowiem prace nad Discover w momencie, w którym mianowano nowego Papieża. Każdy możliwy serwis informacyjny, co nie jest niespodzianką, o tym informował na tysiąc różnych sposobów. Discover został wyszkolony tak, by żadna z informacji się nie dublowała.

Na koniec zapytałem co z resztą systemów operacyjnych i, niestety, nie otrzymałem konkretnej odpowiedzi, poza tą wiadomą do odgadnięcia. Android i iOS są w tej chwili najważniejszymi platformami dla Opera Software z oczywistych względów, z uwagi na udział na rynku. Czy i kiedy funkcje z Androida trafią na iOS-a, tego Opera nie chciała mi zdradzić, ale moje prywatne wrażenie ze słów i podejścia jej przedstawicieli wskazywały na to, że traktuje ona produkty Apple’a poważnie. Spodziewałbym się więc nowego produktu również i na tę platformę.

A co z BlackBerry 10 i Windows Phone 8?

Patrz poprzedni akapit. Opera koncentruje się na dwóch platformach. Nie oznacza to, że nie rozważa innych opcji, ale póki co, nie ma nic na ten temat do ogłoszenia.

Sami widzicie, że przekierowanie deweloperow z rozwijania samego silnika na rozwijanie funkcji przeglądarki się opłaciło. Jeszcze nie wiem, czy zrezygnuję z Chrome’a na rzecz Opery. Za krótko się nią bawiłem. Ale wiem, że z całą pewnością dam jej szansę. Pomysły na funkcje i powierzchowna nimi zabawa bardzo mi odpowiadają. Czy faktycznie się sprawdzają? To się dopiero okaże. Zachęcam do samodzielnego wypróbowania. Do Chrome’a zawsze możecie wrócić, wywalając norwesko-polską Operę precz ze smartfonu. A kto wie, może to ikonę Chrome’a zechcecie usunąć z ekranu głównego waszego Galaxy, One’a czy co tam kto ma.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst