Tech  / Artykuł

Dlaczego Google Play udostępnia nasze dane programistom?

Dan Nolan rozpętał w sieci niemałą burzę po tym, jak napisał na swoim blogu o problemach, jakie wykrył w Google Play. Następnie udzielił małego wywiadu dla australijskiego serwisu news.com.au, który ochoczo podchwycił ten temat. Również na łamach Spider’s Web pisałem o tym, że Google nie dba o nasze dane przekazując je każdorazowo programistom, których aplikacje kupujemy w sklepie Play. Sytuacja zdaje się jednak wyjaśniać i wątpliwości szybko topnieją.

Obecnie żyjemy w ciekawych czasach. Z jednej strony chętnie korzystamy z Facebooka i Twittera, które często w znaczącym stopniu obnażają naszą prywatność. Niemniej jednak cały czas pozostajemy bardzo wrażliwi na punkcie ochrony danych osobowych. Oczywiście nie wszyscy internauci chętnie podpisują się własnym imieniem i nazwiskiem, podają miasto zamieszkania i udostępniają adres e-mail. Jednak nawet ci, którzy robią to nagminnie, czują pewne obawy przed tym, gdy uświadamiają sobie, że dane te trafiają do różnych firm, które je zbierają i przechowują.

Podobnie było z małą aferą, która wybuchła wokół Google Play. Zaledwie trzy dni temu wypłynęła sprawa dotycząca przekazywania przez Google’a danych klientów programistom, których aplikacje są sprzedawane w sklepie Play. Od tamtego czasu temat został przewałkowany przez wiele serwisów i blogów internetowych. I ja napisałem o tym tutaj, gdzie zastanawiałem się nad tym, czy czytając o kolejnych kontrowersyjnych działaniach Google’a i jego wpadkach byłbym w stanie porzucić korzystanie z wszystkich usług z Mountain View. Na końcu tamtego wpisu zadałem dwa pytania odnośnie tego, jaka będzie reakcja Google’a i czy czasem firma nie przekazuje programistom naszych danych w pełni świadomie.

regulamin google play

Z biegiem czasu przeczytałem kilka wpisów, które rzuciły nowe światło na tę sprawę. Skontaktowała się ze mną również przedstawicielka Google’a w Polsce, która naprowadziła mnie na właściwy trop.

Głównym zarzutem wobec Google’a, który udostępnia programistom nasze imię, nazwisko, adres email oraz dane lokalizacyjne był kontrargument, że Apple tak nie robi. To prawda. Programiści, którzy handlują poprzez platformę Apple otrzymują tylko nasze pieniądze i raporty, na których są informacje dotyczące tego, w jakich lokalizacjach dana aplikacja lub gra jest popularna. Skąd taka różnica w udostępnianiu danych klientów do programistów?

Różnica polega w funkcjonowaniu obu sklepów. Programista, który sprzedaje swoje aplikacje w Google Play za pośrednictwem systemu płatności Google Wallet jest bezpośrednim sprzedawcą danej aplikacji. Platforma Google’a udostępnia mu jedynie możliwość handlu własnymi programami. Zatem gdy kupujemy aplikacje w Google Play, to sprzedawcą jest deweloper i to on otrzymuje nasze dane, które są niezbędne do przeprowadzenia procesu sprzedaży. Zaleta tego rozwiązania jest taka, ze gdy nie będziemy zadowoleni z działania aplikacji, możemy napisać do programisty, a ten gdy uzna naszą reklamację, zwróci nam pieniądze.

Inaczej wygląda proces sprzedaży gier i programów w sklepie Apple. Programiści handlujący na platformie App Store nie są bezpośrednimi sprzedawcami. W tym rozwiązaniu to Apple jest sprzedawcą aplikacji i tylko ta firma otrzymuje nasze dane. I nie przekazuje ich dalej np. do deweloperów. Dzięki temu wszystkie poufne informacje przechowywane są tylko w jednym miejscu. To rozwiązanie uniemożliwia programistom dokonanie zwrotu pieniędzy za zakupione aplikacje klientom, którzy nie są z nich zadowoleni. W takich sytuacjach klient musi kontaktować się z obsługą sklepu App Store.

Nie powinno być zatem już żadnych wątpliwości co do tego, czy Google działa słusznie, czy też nie. Wszystko ma ręce i nogi, jednak pozostaje jedno pytanie - co się dzieje z naszymi danymi u programistów handlujących w Google Play? Czy sprzedają oni nasze dane spamerom? Co się stanie z naszymi danymi, gdy komputer dewelopera zostanie zaatakowany i ktoś wykradnie bazę jego klientów, która może przecież zawierać nie setki i tysiące, ale nawet miliony adresów emailowych, wraz z imionami, nazwiskami i lokalizacjami klientów? Takie dane mogą służyć do wysyłania dobrze spersonalizowanego mailingu.

Obym tylko nie wykrakał.

źródła: news.com.au, marketingland.com, cnet.com.au

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst