Tech

Nawet rodzina Zuckerberga nie ogarnia ustawień prywatności Facebooka

Problem Facebooka z ochroną prywatności nie jest nowym tematem. Trudno się dziwić istnieniu kontrowersji wokół portalu, który żyje ze sprzedawania informacji na twój temat mających charakter zazwyczaj prywatny. Obrońcy Facebooka argumentują, że ustawienia prywatności na portalu pozwalają zarządzać przepływem praktycznie każdej informacji. No dobra, ale co z tego, skoro nawet najbliżsi Markowi Zuckerbergowi ludzie ich nie rozumieją?

Nie należę do osób krytykujących Facebooka za jego model biznesowy. Uważam, że firma Marka Zuckerberga gra fair. Udostępnia mi potężną platformę komunikacyjną, z której korzystam praktycznie codziennie (Facebook Chat prawie całkowicie zastąpił mi SMS-y, ściana fora internetowe, wiadomości coraz częściej zastępują maile, i tak dalej). Dostaję to za „darmo”. Cudzysłów bierze się stąd, że jednak czymś płacę. Zamiast gotówki udostępniam Facebookowi swoje dane.

Metoda na uniknięcie problemów z tym związanych jest prosta. Jeżeli nie chcesz, by coś znalazło się w Internecie, to… nie umieszczaj tego tam. Serio, to bardzo proste. To najskuteczniejsza metoda, jaka istnieje, by ochronić się przed wyciekiem kompromitujących danych.  Pozostaje jednak problem zarządzania przepływem informacji między naszymi znajomymi.

Na przykład, chcielibyśmy, by nasi bliscy koledzy i koleżanki obejrzeli „dzikie” zdjęcia z sylwestrowej zabawy. Natomiast niekoniecznie byśmy chcieli, by te same zdjęcia obejrzeli nasz szef, nauczyciel ze szkoły czy rodzice. Facebook, na szczęście, pozwala na zarządzanie dostępem do poszczególnych zasobów. I tu zaczyna się robić nieco mniej ciekawie.

Osobiście nie mam problemu z zarządzaniem prywatnością. Nie pozostaję jednak głuchy na skargi innych. Skoro tak wiele osób narzeka na skomplikowanie Facebooka, to coś musi być na rzeczy. A dziś wyciekła do Internetu historia, która jest dla „twarzoksiążki” prawdziwą kompromitacją.

Siostra Marka Zuckerberga, twórcy i szefa Facebooka, umieściła na swojej tablicy zdjęcie swojej rodziny w pewnej zabawnej sytuacji. Zdjęcie to zobaczyła jedna z dyrektorek marketingu. Musiało jej się to spodobać, bo stwierdziła, że jest na tyle fajne, że ponownie opublikuje je na jej koncie twitterowym. I w tym momencie wybuchła afera.

To zdjęcie nie powinno było trafić w Sieć. Miało być prywatne, dla rodziny i najbliższych znajomych. Czemu więc Callie Schweitzer, wyżej wspomniana dyrektor marketingu, widziała to zdjęcie mimo ustawionych ograniczeń prywatności? Jak się okazało, „problemem” okazała się osoba na zdjęciu, która była wśród znajomych zarówno Randi Zuckerberg, jak i Callie Schweitzer. Zuckerberg stwierdziła, że Schweitzer zachowała się „bardzo niefajnie”. Ta zaczęła się bronić, że przecież to zdjęcie wyskoczyło na jej facebookowej ścianie.

Problem, jak widać, istnieje. Facebook, mimo wielu starań, wciąż nie potrafi udostępnić swoim użytkownikom łatwego i przejrzystego narzędzia do zarządzania ich danymi.  I tak jak wcześniej można było jeszcze mówić, że osoby które sobie z tym nie radzą „marudzą i się nie znają”, tak w tym momencie ten argument staje się, tak jakby, śmieszny

Skoro rodzona siostra Zuckerberga nie potrafiła tak ustawić posta, by widziały go tylko osoby wskazane przez nią, to jestem pewien, że duża część z miliarda aktywnych użytkowników Facebooka również ma z tym problem…

Więcej informacji, wraz z omawianym zdjęciem, znajdziesz na BuzzFeed

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst