Tech

Słuchanie muzyki to dosyć intymna sprawa, o czym przypominają sobie Spotify czy Rdio

Facebook nie pobłogosławił mnie jeszcze Tickerem, bo mam “za mało znajomych i używam za mało aplikacji”. Jako, że nie mam dostępu do tego supernarzędzia podglądactwa (kiedyś miałam), mogę łatwiej ignorować myśl, że prawie 100 osób śledzi prawie każde moje kliknięcie na Facebooku. Jednak nie mogę pozbyć się wiedzy, że wszystko, czego słucham np. na Deezerze w czasie rzeczywistym, jest upubliczniane. Dzisiaj w Stanach pojawił się dobry news – Rdio, tamtejszy serwis muzyki z chmury, wprowadza możliwość prywatnego słuchania. News ważny, bo pokazuje, że zapotrzebowanie na intymność istnieje nawet w sieci.

Rdio dotychczas oferowało wyłącznie publiczne ustawienia – to znaczy każdy mógł zobaczyć, czego słucha konkretny, nawet obcy, użytkownik. To wzbudzało w części użytkowników niechęć, w końcu każdy ma czasem ochotę i potrzebę posłuchania czegoś, czym niekoniecznie chce dzielić się ze znajomymi albo nawet z całym światem. Na przykład takiej Katy Perry (pozdrawiam Naczelnego:)).

Spotify mocno podpadł w zeszłym roku, gdy wprowadził integrację z Facebookiem, a przy zakładaniu nowego konta wymóg integracji Spotify z Facebookiem. “Starzy” użytkownicy atakowani byli monitami połączenia kont, a nowi nie mieli wyjścia. Rok później Spotify rezygnuje z tego “dodatku” – na ekranie rejestracji pojawiła się w końcu opcja tworzenia konta po adresie e-mail. Spotify się ugiął, mimo, że już był określany jako nie serwis do słuchania muzyki, a społecznościowego słuchania i dzielenia się, i partnerstwu z Deezerem zawdzięcza spory, zeszłoroczny wzrost popularności.

Zresztą nawet na naszym podwórku mamy przykład tego, jak konieczność połączenia konta z Facebookiem nie do końca pozytywnie wpływa na przyciąganie nowych klientów. Deezer, uwielbiany przeze mnie serwis streamingowy (bo legalnie i wygodnie dostępny w Polsce), też do rejestracji wymaga konta Facebooka. Gdy sama zakładałam konto, takiego wymogu nie było – mogłam więc łączyć i rozłączać konto do woli. Teraz często dostaję pytania od potencjalnych użytkowników, czy można założyć konto bez Facebooka. Niestety, nie da się. Wiem, że część osób to powstrzymało, bo raz, że nie każdy ma konto na Facebooku (tak, tacy ludzie istnieją), to nie każdy chce, by wszyscy widzieli wszystko.

Słuchanie muzyki to dosyć intymna sprawa i chociaż często świadomie wrzucamy ulubione utwory w media społecznościowe, to nie oznacza to, że chcemy to robić z każdym kawałkiem. W pędzie do uczynienia wszystkiego jak najbardziej społecznościowym i wspólnym niektóre serwisy zapędziły się za daleko. Bardziej świadomi, ale tym samym opiniotwórczy użytkownicy, którzy często wyznaczają trendy, coraz powszechniej mówią o tym, że “frictionless sharing”, czyli automatyczne dzielenie się konsumowanymi treściami czy wykonywanymi czynnościami, może powstrzymywać zamiast zachęcać do dzielenia się. Wszystko z obawy przed tym, że znajomi zobaczą coś nieprzeznaczonego dla ich oczu.

Wprowadzając prywatne profile Rdio robi świetny ruch. Tymczasem Deezer, który grabi sobie koniecznością połączenia kont, akurat sprawę automatycznego wyświetlania przesłuchiwanych utworów rozwiązał świetnie – chociaż ustawienia nie do końca są dobrze przetłumaczone, to dają łatwą możliwość ustawienia tego, co, gdzie i komu się wyświetla. Sama z tego korzystam, a gdy nie chcę, by ktoś wiedział, czego słucham i nie wędrowało to np. na Facebooka, to korzystam z aplikacji w trybie offline – i wtedy najintymniejsze przeżycie z muzyką zostaje tylko i wyłącznie moje. Jak kiedyś, gdy muzyki słuchało się z nośników fizycznych, a nie interetu i chmury.

Proste ustawienia są chyba w tym wszystkim kluczowe.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst