REKLAMA

A Ty ile prywatności w sieci jesteś w stanie poświęcić dla wygody?

Wyobraź sobie, że wchodzisz do zwykłego sklepu. Zamiast “Dzień dobry’ proszony jesteś o wylegitymowane się dowodem osobistym, albo jeszcze lepiej - przy samym wejściu jesteś automatycznie skanowany tak, że Twoje dane od razu są zapisywane. Dokonując zakupu nie płacisz gotówką, ale płatność jest automatycznie pobierana z Twojego konta, bez kart, bez NFC.

Anonimowość i prywatność są marginalizowane
REKLAMA

Jeszcze dwadzieścia lat temu taka wizja wydawała się nam nie tyle nierealna technologicznie, co niemożliwa do spełnienia z powodu zbyt dużej ingerencji w prywatność. Wizje Orwella czy Dicka o obserwacji każdego na każdym kroku, kontrolowania każdego ruchu jednostki wydawały się odległą przyszłością, która nigdy się nie ziści z jednego powodu - jako społeczeństwo nie zgodzimy się na tak daleko posuniętą kontrolę.

Czasy jednak się zmieniają i jesteśmy bliżej spełnienia tych ponurych wizji niż kiedykolwiek. Nie tylko za sprawą odgórnie narzucanych nakazów, ale też na własne życzenie. Podejście do prywatności i anonimowości zmieniło się znacznie i zauważyć można dwa ostro rysujące się stanowiska. Jedno mówi o tym, że prywatność i anonimowość to podstawowe prawa człowieka, że nie powinny być ograniczane w imię bezpieczeństwa i ochrony przed przestępcami, a jednostka powinna mieć prawo świadomego wyboru. Drugie stanowisko mówi za to o tym, że anonimowość i prywatność w dzisiejszym świecie to źródło problemów, że powoduje przestępczość, a jeśli ktoś nie robi nic złego, to nie ma niczego ukrywać. Anonimowość według tego stanowiska to kulturowa zaszłość z czasów przedinternetowych i przedtechnologicznych, i trzeba poświęcić jej część w imię szybszego rozwoju.

REKLAMA

Obok tego tkwią jeszcze teorie spiskowe, które podobno są nieprawdopodobne, ale które wcale nie są takie głupie - że anonimowość i prywatność jest celowo poświęcana, by pewne grupy miały niespotykane dotąd narzędzia kontroli obywateli. No i mamy jeszcze grupę, którą - przepraszam za wyrażenie, ale to określenie w kontekście obecnych dyskusji i nastrojów w sieci pasuje idealnie - lemingów, czyli mas, które nie zastanawiają się specjalnie nad prywatnością czy nie dbają o anonimowość, tylko korzystają radośnie ze zdobyczy technologicznych poddając się nurtowi.

Jeszcze kilka lat temu nawet polskie media pełne były rad o tym, jak zachowywać się w sieci. Przede wszystkim nie podawać swojego imienia i nazwiska, adresu zamieszkania, nie ufać obcym i w ogóle przedstawiać się jakimś nickiem. Dlatego czaty i fora wypełnione były SłodkimiMisiaczkami34 i Niuniami16. A potem przyszły media społecznościowe - NK.pl, Facebook i inne. I wtedy zaczęliśmy na dużą skalę oddawać naszą prywatność publicznie, w imię wygody i korzystania z internetu.

Jednak wtedy jeszcze nic nie zapowiadało, że tak bardzo polubimy przedstawianie się w internecie. Okazało się jednak, że podpisanie się imieniem i nazwiskiem jest wygodne, łatwo w ten sposób znaleźć znajomych, jest się wiarygodniejszym i w ogóle bajka. Okazało się też, że wszelkiego rodzaju usługom internetowym to bardzo na rękę - w końcu pozbyliśmy się psychicznej bariery i wielu z nas zaczęło nawet wpisywać prawdziwe dane w formularze przy zakładaniu kont.

Zaczęliśmy płacić w sieci kartami, dostrzegać zalety geolokalizacji, a sieć przestała być innym światem, tylko rozszerzeniem “reala”. Burza o prywatność rozgrywająca się w drugiej połowie pierwszej dekady XXI wieku odeszła trochę w niepamięć. Popularne kiedyś wśród internautów blokowanie plików cookies? A co to jest, a jeśli już wiadomo, to po co blokować, skoro wtedy strony nie zapamiętują danych i robi się mniej wygodnie? Personalizowane reklamy mówiące “Zuzanno, kup tę pralkę, wiemy, że ostatnio szukałaś nowej pralki!” przestały przerażać, bo przecież są lepsze, niż reklamy środków powiększających penisa przedstawianych singielce.

REKLAMA

A internetowi dostawcy usług? Zaczęli odważać się na ruchy, jakie jeszcze kilka lat wcześniej byłyby niemożliwe: zaczęli wymagać potwierdzenia tożsamości. Zakładając nieprawdziwe konto na Facebooku czy Google+ możesz spodziewać się, że jeśli serwisy zaczną podejrzewać, że Ty to nie Ty, to poproszą Cię o skan dowodu dla potwierdzenia. Tak po prostu - wyślij im swoje dane, potwierdź kim jesteś, a potem korzystaj z ich “darmowych” usług do woli. W cudzysłowie dlatego, że w sieci nie ma nic za darmo - to rodzaj umowy, który określa, że możesz korzystać z usług w zamian za poświęcenie części swojej prywatności i za nie bycie anonimowym.

Zresztą w tym kształtowaniu naszych zachowań nie bez znaczenia była polityka strachu, uprawiana po atakach na World Trade Center. U nas to nie jest tak widoczne, ale w Stanach Zjednoczonych, gdzie kształtują się internetowe trendy, wprowadzono Patriot Act, zakładający, że w razie jakiegokolwiek podejrzenia terrorystycznego można przetrzymywać nieamerykańskich obywateli przez nieokreślony czas. Niby co to ma wspólnego z internetem? Pozornie nic, ale obrazuje w świetny sposób zmianę mentalności społeczeństwa: w imię “wolności od strachu” jest w stanie zgodzić się na zaostrzanie prawa, wyrzeczenie się części podstawowych praw do prywatności - rządy chcą, żeby dane o zachowaniu internautów były obowiązkowo przechowywane i żeby dostęp do nich był łatwiejszy, wszystko w imię walki z przestępczością czy piractwem.

Poza tym bycie anonimowym w internecie i dbanie o swoją prywatność tak, by międzynarodowe koncerny reklamowe (typu Google) oraz instytucje rządowe nie śledziły każdego kroku jest coraz trudniejsze. Owszem, istnieją sposoby na omijanie tego wszystkiego, ale wymagają wysiłku i bardziej zaawansowanej znajomości internetu. Dla większości z nas wysiłek nie jest wart pozornej korzyści. Poza tym powtarzane są nam wciąż jak mantra “a po co ci anonimowość w sieci, masz coś do ukrycia? Zbieramy dane o Tobie dla Twojego dobra, by było Ci wygodniej i bezpieczniej”. No i jest wygodniej. Najwygodniej jest przede wszystkim nie myśleć.

REKLAMA

Nie myśleć o tym, że każdego roku instytucje rządowe coraz częściej zwracają się do dostawców usług (typu Google czy Facebook) z żądaniem udostępnienia danych o konkretych użytkownikach. Wygodniej jest nie myśleć o tym, że nasze rozmowy na komunikatorach są monitorowane w celu wyłapywania pedofili, że kolejne akty prawne ale nie na skalę ACTA, tylko mniejsze po to, żeby nikt nie zauważył, są przepychane przez ustawodawców, w czego wyniku być może dane o każdym ruchu w sieci będą łatwo dostępne nie tylko rządowym instytucjom. Wygodniej nie myśleć o tym, że kolejne nowości w stylu mobilnych płatności pozwolą na zapis praktycznie każdego naszego działania, że gdy gotówka wyjdzie z użycia to tak naprawdę nie będzie można anonimowo kupić choćby paczki zapałek. “A, to jakieś dalekie wizje”.

Anonimowość i prywatność to coraz bardziej nielubiane słowa. Jaką część swojego życia jesteśmy w stanie poświęcić w imię bezpieczeństwa i wygody? I co z tego wyniknie?

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-14T19:13:33+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T18:43:53+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T18:12:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T17:47:16+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T15:24:35+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T12:27:39+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA