1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Zalajkujmy cały świat! Siła "Lubię to" tkwi nie tylko w sieci

me gusta

Obecność Facebooka w życiu codziennym wydaje się być czymś, z czym musimy się pogodzić. Często przyjmuje się, iż wyznacznikiem sukcesu dla twórcy jest obecność jego „dzieła” w świadomości społecznej oraz życiu społecznym. Wydaje się, że na coraz mniej dziedzin życia codziennego jest wolne od portali społecznościowych.

Według badań przeprowadzonych przez serwis Pingdom zajmujący się monitoringiem stron WWW wynika, że prawie 50%, spośród 10 000 najpopularniejszych stron internetowych jest w jakiś sposób zintegrowana z Facebookiem. Prawie 25% udziału stanowi oficjalna integracja z portalem, drugie tyle stanowią odnośniki prowadzące do portalu. Natomiast przycisk „Lubię to!” znajduje się na co trzynastej stronie internetowej poddanej analizie.

Wyniki jakie uzyskał w tym badaniu Facebook sytuują go na pierwszym miejscu spośród portali społecznościowych. Na drugim miejscu znalazł się Twitter z nieco ponad 40% obecnością na badanych witrynach internetowych. Na ostatnim stopniu podium znalazł się Google+ który był obecny na co piątej stronie internetowej.

Przywołane powyżej wyniki świadczą dobitnie, że integracja z portalami społecznościowymi nie jest już czymś niezwykłym i stała się standardem. Co za tym idzie obecność Facebooka tylko i wyłącznie poprzez przycisk „Lubię to!” nie wystarcza. Gdyby zapytać 100 osób korzystających z portalu Marka Zuckerberga z czym kojarzy im się Facebook, jestem przekonany, iż większość osób odpowiedziałaby, że z przyciskiem „Lubię to!”.


W mojej ocenie nie było by w tym nic dziwnego. Sformułowanie „Lubię to!” lub też funkcjonujące w innych wersjach językowych dawno już wyszło poza sferę Internetu. Oglądając telewizję, słuchając radia, czytając gazety, oglądając reklamy na bilboardach jesteśmy atakowani prośbami o polubienie danej firmy, marki czy też produktu.

Niezależnie czy są to produkty żywnościowe, elektronika użytkowa czy też kosmetyki. Facebookowe „Like it!” przybiera czasami zaskakujące formy i zaczyna funkcjonować w sposób niezależny w kulturze masowej. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to najlepszym przykładem mogą być nadruki na koszulkach Reprezentacji Niemiec w piłce nożnej trenującej w Gdańsku podczas UEFA Euro 2012.

Fani Facebooka mogą kupić dosłownie wszystko z wizerunkiem przycisku “Lubię to!”. Począwszy od pieczątek przez koszulki, bieliznę, poduszki aż po kubki do picia kawy.


Instytucje takie jak muzea również polubiły Facebooka. Najlepszym tego przykładem jest Museum of Making Music w Kaliforni, które już przed przekroczeniem progów zachęca do polubienia fanpejdża.

Jeśli kiedyś natknięcie się na firmę mającą w nazwie “Lubię to!” nie zdziwcie się, gdyż może to być równie dobrze agencja zajmująca się mediami społecznościowymi jak i szkoła tańca.

Niemniej jednak najbardziej kreatywnym podejściem do wykorzystania tego symbolu Facebooka może pochwalić się brazylijski oddział sieci sklepów odzieżowych, który to wykorzystał mechanizm “lajkowania” w wieszakach na ubrania – genialny sposób wykorzystania mechanizmu rekomendacji opartej na społeczności. Na każdym wieszaku wyświetlana jest liczba kliknięć“Lubię to!” jaki dany produkt uzyskał na portalu sieci odzieżowej. Dzięki temu już chyba wiadomo w co się ubrać, a w co niekoniecznie.

Wychodząc na obiad czy też kolację w restauracji możemy odnieść wrażenie, iż cały czas żyjemy w świecie Facebooka. To wszystko za sprawą nowego podejścia do kwestii napiwków jakimi wynagradza się pracę obsługi. Firma Pukka/Dank doszła do wniosku, iż klienci będą bardziej skłonni hojnie nagrodzić kelnerów za obsługę, gdy na ich stoliku pojawi się pudełko na napiwki ze znanym “Lubię”.

Pojawiły się również koncepcje aby przycisk “Lubię to!” nie był tylko i wirtualnym tworem.


Czy cały świat, taki jaki obecnie znamy, zaleją „Lajki”? Oby nie… Bo nigdy do końca nie wiadomo jak Facebook wykorzysta nasze kliknięcia „Lubię to!”. W obecnej sytuacji już tylko chyba on jest wstanie analizować nasze dziesiątki milionów kliknięć. A będzie ich coraz więcej.