Tech

Nie chce ci się robić strony na Facebooku? To ją sobie kup!

Media społecznościowe stanowią doskonały kanał dotarcia działań marketingowych dla każdego podmiotu. Wielkich korporacji, małych i średnich firm. Nawet osiedlowy warzywniak może mieć swoje 5 minut dzięki ciekawej mini kampanii przeprowadzonej np. na Facebooku. Morze możliwości, ale też ocean niebezpieczeństw i zagrożeń wynikających ze psychologii tłumu. Prowadząc działania na portalach społecznościowych można albo wiele zyskać, albo jeszcze więcej stracić. Można też poczynić kroki, które w zamyśle miały mieć odzew tylko i wyłącznie pozytywny, a w rezultacie mogą przynieść więcej szkód niż pożytku. Doskonałym przykładem tego ostatniego jest Legia Warszawa.

Stołeczny klub bardzo chciał w krótkim czasie zrównać się liczbą fanów ze swoim największym rywalem (Lechem Poznań) więc postawił na skuteczność. Zamiast z mozołem pracować na swój sukces, zdobywać fanów jak na porządny klub przystało, ciężką codzienną pracą postawił na kupienie (jak podał portal Weszło.com) gotowego “like page’a” z ponad 120 tysiącami fanów. W sumie nic wielkiego, normalny marketingowy zabieg.

Problem jednak w tym, że społeczność rządzi się swoimi prawami, których nie powinno się zmieniać bo źle to się zwykle kończy. Jak będzie w przypadku Legii, która po przejęciu popularnej strony usunęła wszelkie jej prokibicowskie elementy? Na razie wielkiego spadku popularności nie ma, bo po prostu być nie może przy liczbie ponad 100 tysięcy fanów. Ba! Popularność strony cały czas rośnie, pytanie tylko czy zabieg jakiego dopuściła się Legia jest etyczny. Fakt, inne marki np. Coca Cola też dokonywały podobnych ruchów, ale sytuacja jest zgoła odmienna. Coca Cola to marka, Legia to klub sportowy. Dla wielu kibiców futbol to coś więcej niż gra, to sposób na życie. Piłka nożna niesie ze sobą olbrzymie emocje więc pytanie brzmi – czy w takim wypadku wypada “kupować fanów”?

Cóż do tej pory liczba lajkujących na stronie Legii rosła bardzo dynamicznie. Od momentu przejęcia strony przez klub i wprowadzenia nowych zasad dynamika wzrostu jakby spadła, ale mimo to utrzymuje się na wysokim poziomie. Jaki będzie skutek przeprowadzonych przez klub działań?

Na razie efekty są dwa. O pierwszym z nich czytamy na Weszło:

Co gorsza odcięcie w tym wypadku oznacza nie tylko brak informacji o „sprawach kibicowskich”, ale także wyjątkowo upierdliwą moderację, która nie przyjmuje żadnej krytyki. Popularne jest również dodawanie na czarną listę każdego kto „ujawnia” tajny, niezauważalny dla niewprawnego oka, fakt przejęcia fanpage’u przez klub. Forum stołecznych kibiców mobilizuje do klikania przycisku „nie lubię”…

Profil zdążył sobie przechlapać jeszcze oficjalną reklamą Naszej Legii, w której umieszczono plakat z efektowną kartoniadą z meczu z PSV. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie wcześniejsze utrudnianie prezentacji tejże oprawy przez klub. Nie ma to jak zakazać czegoś, a potem pochwalić tych, którzy zakaz ominęli.

Tego rodzaju działania nijak się mają do dobrych praktyk działań PR w mediach społecznościowych.

Drugi to fakt, że mimo takich a nie innych działań Legia osiągnęłą swój cel. W rankingu na najlpopularniejszy klub sportowy na Facebooku zajęła drugie miejsce tuż za odwiecznym rywalem Lechem Poznań. Czy zrobiła to w sposób etyczny czy nie, nikt z pośród “kibiców sukcesu” nie będzie zwracał na to uwagi. Ważne są liczby, a te działają na korzyść klubu. Niestety.

 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst