Tech

Jak powinny działać mikropłatności w telefonie?

Inaczej niż działają teraz.

Telefon komórkowy ma trzy właściwości, które sprawiają, że idealnie nadaje się do roli urządzenia służącego do płacenia za drobiazgi. Po pierwsze, mamy go zawsze przy sobie.  Po drugie, i tak – w ten czy inny sposób – musimy co pewien czas uregulować należności wobec operatora. Po trzecie, komórka dysponuje stałym do sieci, dzięki czemu w każdej chwili może przekazywać informacje o transakcjach do obsługującego je systemu informatycznego.

Operatorzy, banki i firmy zewnętrzne od dłuższego czasu próbują wprowadzić na rynek usługi pozwalające na płacenie komórką. Żadnej z nich nie zyskało jednak znaczącej popularności. Wcale mnie to nie dziwi. Jak dotąd, nikomu nie udało się zaproponować rozwiązania, które wykorzystywałoby wszystkie wspomniane cechy komórki. Oto, jak wyobrażam sobie idealny system mikropłatności w telefonie:

1. Prosty

Musi być banalny w obsłudze. Wpisywanie kodów albo dzwonienie na specjalny numer i wciskanie po kolei odpowiednich guzików na klawiaturze telefonu – jak w mPay – to zabawa dla geeków. Płacenie powinno odbywać się za pomocą aplikacji pozwalającej na wybranie z menu adresata płatności i kwoty. Pomocne mogą być fotokody umieszczone np. przy kasie w sklepie. Żeby zapłacić za zakupy wystarczyłoby skierować telefon na kod i wpisać kwotę. To musi być równie proste jak wysłanie SMSa – albo nawet prostsze.

Jednocześnie, system powinien być ?przezroczysty? z punktu widzenia billingu: operator nie może pobierać dodatkowych opłat za przesyłanie informacji o transakcji (co de facto dzieje się w przypadku użytkowników mPay w sieciach innych niż Plus i Play, którzy dokonują płatności dzwoniąc na specjalny numer telefonu).

2. Opłaty dopisywane do rachunku

Nie chcę mieć kolejnego konta (para)bankowego dedykowanego mikropłatnościom. Nie chcę pamiętać o tym, żeby co jakiś czas je zasilać. Mikropłatności w telefonie traktuję jako rozwiązanie awaryjne. Przydatne wtedy, gdy nigdzie w okolicy nie można kupić biletu autobusowego albo wtedy gdy akurat skończy mi się gotówka, a najbliższy bankomat będzie za daleko. Jeśli miałbym pamiętać o tym, żeby doładować konto mikropłatności, równie dobrze mógłbym pamiętać o zrobieniu zapasu biletów autobusowych (nie zajmują zbyt wiele miejsca w portfelu…) albo skorzystaniu z bankomatu.

Tym bardziej, że przecież i tak co miesiąc przelewam na konto mojego operatora pewną kwotę. Dlaczego nie mógłbym jednocześnie uregulować należności za rzeczy, które kupiłem korzystając z telefonu?

3. Jeden system, niezależny od banku i operatora

Mikropłatności w komórce to fajny dodatek. Wystarczająco fajny, by od czasu do czasu z niego korzystać, ale nie tak niezbędny, by z jego powodu zmieniać bank i/lub operatora komórkowego. Jeśli miałyby stać się popularne, musiałyby być oferowane jako standardowa usługa przez wszystkie banki i wszystkich operatorów. To szczególnie ważne z punktu widzenia sprzedawców. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której właściciel małego sklepu miałby podpisywać kilka (kilkanaście) umów z różnymi firmami oferującymi mikropłatności.

Dlaczego takiego systemu nie ma? Wydaje mi się, że po prostu nikt nie wymyślił jeszcze modelu podziału zysków i ryzyka (a co, jeśli użytkownik telefonu nie zapłaci rachunku w terminie? a nawet jeśli zapłaci, to kto ma ponieść koszty kredytowania jego zakupów przez miesiąc?), który spodobałby się zarówno operatorom jak i bankom.

Miejmy nadzieję, że ktoś go w końcu wymyśli – pomysły typu dodatkowa karta kredytowa przyklejana do obudowy telefonu albo specjalne plecki do iPhone (!!!) są może i zabawne, ale niewiele z nich wynika.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst