"Jeśli to nie była zdrada, to ja nie wiem, co nią jest" – śpiewa Hiob Dylan w kultowym utworze "Testament króla kibiców". Każdy związek definiuje zdradę na swój sposób. Dla jednych to seks, dla innych już pocałunek, a są i tacy, którzy za zdradę uznają spojrzenie, gest czy słowo. Znałem parę, która tak bardzo chciała być uczciwa i odcięta od pokus tego świata, że usunęła ze swoich mediów społecznościowych wszystkie osoby przeciwnej płci. Zostały matki i siostry z jednej strony oraz bracia z drugiej. Absurd? Możliwe.
Ale w epoce, gdy większość relacji zaczyna się w sieci, gdzie każde kliknięcie może prowadzić do barwnej palety żądz, to właśnie telefon może stać się pierwszym narzędziem cudzołóstwa.
Wystarczy wpisać "zdrada" w wyszukiwarkę Facebooka i odwiedzić kilka grup poświęconych temu tematowi.
Już pierwsza grupa, którą odwiedziłem w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, gdzie leży granica zdrady mnie nie zawiodła. Szybko natrafiłem na wpis jednej z użytkowniczek na temat niebieskiej platformy. Przytoczę go poniżej zachowując oryginalną pisownię.
– Weszłam ostatnio na historię wyszukiwania u mojego chłopaka, znalazłam only fansa. Jego tłumaczenie było takie, że on tego przecież nie kupował tylko oglądał za darmo i to jest dla niego ta RÓŻNICA. I że przecież to jest to samo jakby wszedł na pornola i zwalił sobie konia.. tylko zapomniał chyba że pewnych rzeczy się w związku nie robi dla niego to przecież nic się nie stało – pisze Ania na liczącej 22 tysiące osób grupie "ZDRADA W ZWIĄZKU - PORADY, POMOC, GRUPA WSPARCIA" użytkowniczka Facebooka.
Dyskusja w komentarzach rozwinęła się w kilka wątków i dotykała też różnych punktów widzenia. Część osób uznała, że mężczyzna w związku oglądający filmy porno to całkowicie normalna sprawa. Inna grupa, w której dominowały kobiety, bezdyskusyjnie uznała takie zachowania za naganne przekroczenie granic.
– Dla mnie to nie jest w porządku, jeśli jest partner to jest się wiernym tylko partnerowi partnerce, co innego single, niech sobie ogląda. Ale będąc w związku dochodzić patrząc na obcych ludzi ? Nie i koniec – komentuje inna użytkowniczka grupy, która zdecydowała się zachować anonimowość.
Komentarze mężczyzn dotyczyły najczęściej kwestii dopasowania potrzeb seksualnych. Wielu z nich wystawiło hipotezę, że po prostu autorka wpisu nie jest dopasowana ze swoim partnerem w "tych sprawach". Sugerowali też, że zapewne problem leży właśnie po jej stronie.
– Jak kobieta ma ochotę raz na dwa tygodnie a facet codziennie, to co ma zrobić? – pisze użytkownik, który nie bał się ujawnić swojego prawdziwego imienia i nazwiska.
– Social media są zaprojektowane tak, by stymulować nasz układ nagrody – dostarczają ciągłych nowości i szybkiej dopaminowej satysfakcji – wyjaśnia seksuolog Michał Sawicki i dodaje.
– To sprawia, że coraz więcej uwagi kierujemy na telefon, a mniej na drugą osobę. W efekcie spędzamy ze sobą mniej jakościowego czasu, rzadziej się o siebie staramy, relacja zaczyna się rozluźniać. A kiedy oddalamy się od siebie emocjonalnie, seks zazwyczaj też się oddala. Oczywiście nie jest to reguła – wiele osób intensywnie korzysta z social mediów i nie doświadcza problemów w życiu seksualnym.
Czy nadrabianie sfery seksualnej w związku poprzez kontakty z twórcami treści erotycznych to dobre rozwiązanie? – pytam Aleksandrę Zyśk, psycholożkę i influencerkę.
– W przypadku różnicy libido kontakt z treściami erotycznymi może pomagać redukować napięcie seksualne, zapobiegać frustracji i zmniejszać presję na partnera. Może działać jako zewnętrzny regulator potrzeb. Ale może też być dużym problemem, bo może pełnić rolę unikania rozmów o potrzebach czy zastępować bliskość i intymność w związku. Często samo konsumowanie treści erotycznych nie jest głównym problemem tylko maską głębszego problemu w relacji – komentuje psycholożka.
Osobnym wątkiem jest uzależnienie od pornografii, które oczywiście również ma olbrzymi wpływ na związki oraz wiele twarzy. I chwyta w cyfrowym świecie coraz więcej osób i coraz mocniej, głębiej i ostrzej.
– Pornografia to osobny temat, bo jej wpływ na seksualność jest bardziej bezpośredni. Może wpływać między innymi poprzez tworzenie nierealistycznych wyobrażeń o seksie, ciele i relacjach, przyzwyczajanie do konkretnego sposobu rozładowywania napięcia – nie tylko seksualnego, ale też emocjonalnego (np. stresu, nudy, lęku), zastępowanie kontaktu z drugą osobą – bo łatwiej "odpalić film" niż wejść w relację i zbliżenie – komentuje Michał Sawicki.
Dobra, ale Only Fans to dosyć specyficzna platforma, która jest w powszechnym obiegu "znana" z materiałów erotycznych, choć te stanowią ledwie połowę tam obecnych treści.
Nie o platformę chodzi, bo także na X, TikTok-u czy Instagramie mamy sporo treści erotycznych czy softporno. Twórcy, a raczej twórczynie z OF mają i tam swoje konta przecież. A do tego dochodzą osoby, które po prostu w sieci lubią się pochwalić zgrabną figurą czy seksownym lookiem.
I tutaj już odwieczne pytanie: czy treści softporno są w sieci, bo ludek internetowy tego pragnie, czy raczej same algorytmy wpychają w nas tego typu treści. Znając logikę Big Techów, ich skłonność do grania na najniższych podstawowych instynktach, bliżej jestem odpowiedzi, którą przecież znamy od początków ludzkości: seks sprzedaje.
– Warto też pamiętać, że pornografia to "filmy fantasy", scenariusze tworzone po to, by maksymalizować podniecenie, a nie pokazywać realistyczny seks. To również biznes: oparty na przyciąganiu i utrzymywaniu uwagi – dodaje Michał Sawicki.
Facet to świnia
O zdradzie piszą głównie kobiety. Czytając setki wpisów na grupach zauważyłem, że proporcje są mniej więcej 1 do 4. Czy to znak, że kobiety nie oglądają atrakcyjnych mężczyzn w social media czy może znak, że ich partnerzy na to nie reagują? A może to co uchodzi na sucho kobietom jest już przegięciem jeśli chodzi o panie?
Bo zdradę równie źle znoszą kobiety jak i mężczyźni. Oczywiście dopuszczają się jej obie płcie. I obie potrafią świetnie się z tej zdrady usprawiedliwiać, przy okazji wprawnie naciągając jej granice w zależności od potrzeb i sytuacji. Czasami będzie to wspomniane korzystanie z Only Fans, czasami sam fakt, że algorytm na Instagramie podsunął zdjęcie modelki czy modela w bikini. A gadzi móżdżek kazał kliknąć.
No ale wróćmy do wątku: komu wolno więcej?
Bo jak na przykład można wytłumaczyć dosyć częste zdjęcia i wideo Ani Lewandowskiej trenującej taniec jakim jest bachata. Taniec raczej zmysłowy, do piosenek o tematyce romantycznej oraz uczuciowej. Powiedzmy sobie wprost i szczerze – gdyby Robert albo jakikolwiek inny mężczyzna w związku publikował publicznie takie treści to w komentarzach rozpętałoby się piekło. Zresztą publikacje Ani również budzą skrajnie różne emocje – od niewybrednych ataków, przez współczucie dla Roberta i skończywszy na pełnym wsparciu pasji jaką jest taniec.
I weź tu człowieku bądź mądry zwłaszcza, że jeszcze swoją rolę odgrywają różnice kulturowe oraz społeczne. Zdjęcie w kostiumie kąpielowym nie wywołuje negatywnego odzewu gdy publikuje je kobieta, ale spróbuj jako facet zrobić selfie z gołą klatą po treningu, aby pokazać swój progres! Jeśli facet wrzucił takie zdjęcie to znak, że zarzuca wędkę.
Kobietom wolno więcej, ale to przecież kwestia kulturowa. To patriarchat zrobił z nich ozdobę. Kobieta ma być piękna, ma się podobać, dbać o siebie.
Kilkadziesiąt lat temu szansą na "pokaz mody i piękna" były przyjęcia okolicznościowe i wszelkiej maści wyjścia publiczne. Sprowadzając do jaskrawego przykładu: to do Kościoła zakładało się najlepsze, niedzielne ubrania. Dziś, w epoce sekularyzacji i cyfryzacji, swoje walory pokazuje się w sieci. Zmieniły się okoliczności, ale rola kobiet nie za bardzo. Dalej mają wyglądać, a my, mężczyźni, mamy się zachwycać. Wciąż na miejscu – pomimo lat (pop)feminizmu – jest powiedzenie kobiecie, że dobrze wygląda. A skoro można powiedzieć, można też kliknąć i dać lajka? Z tą różnicą, że słowa są ulotne, a lajki wieczne.
Social media są zaprojektowane tak, by stymulować nasz układ nagrody – dostarczają ciągłych nowości i szybkiej dopaminowej satysfakcji. Ilustracja: Gemini Pro
Wszystko, co nas podnieca
I tutaj dochodzimy do kwestii technologii. Technologie nie tylko zmieniają to jak żyjemy, ale też zmieniają nas. W dużej mierze media społecznościowe to krzywe zwierciadło społeczne, które pewne rzeczy wyolbrzymia a inne marginalizuje. To co w świecie offline ujdzie za miejscową, tymczasową niegrzeczność, brak kultury, głupotę w sieci może stać się wielodniową, wielokanałową imbą. Osoba, która popełniła faux paus może zostać wirtualnie zlinczowana przez klikaczy, które jej nie znają i nie mają z nią nic wspólnego.
Jeśli świat kręci się wokół seksu, to dlaczego algorytmy także w sieci, często w pornograficzny i karykaturalny, mają treści z seksem w tle nie promować?
Gdy zakładasz nowe konto na TikToku, Instagramie, X czy nawet na Threads bez historii przeglądania czy zaangażowania to algorytmy zanim się dostroją do Ciebie będą pokazywać właśnie treści z pogranicza erotyki. Zwłaszcza jeśli jesteś mężczyzną. Robi tak, bo wie, że na ich przeglądaniu i reagowaniu na nie przeciętny mężczyzna spędza najwięcej czasu.
Budujące jest to, że wątek działania algorytmów wyświetlania treści w opowieściach o zdradzie dosyć często się przewija. To oznaka, że jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej świadomi wpływu serwisów nie-społecznościowych na nasze zachowania oraz potrzeby.
– Na początku po założeniu konta na TikToku algorytm jeszcze nie jest wyrobiony, potem pokazują się podobne treści do tych, które oglądamy i u mnie np półnagich bab nie ma xD – przekonuje post na grupie użytkowniczka o imieniu Julia.
Nie ma co się łudzić. Seks i erotyka angażuje, przyciąga i skutecznie wyciąga pieniądze z naszych portfeli. Big techy pomimo, że udają "zawstydzonych" takimi treściami wyżej stawiają fakt, że generują one zaangażowanie ich użytkowników, ergo: kasę. Zresztą wielu technologicznych liderów w pierwszych swoich latach działalności dorobiło się właśnie na erotyce oraz pornografii. Wystarczy wspomnieć fakt, że protoplastą Facebooka był serwis, który polegał na ocenianiu zdjęć studentów na zasadzie "Hot or not" i aplikacja raczej służyła do podrywania niż budowania "głębokich relacji". Zresztą po latach Zuckerberg opcję randkowania (Randki Facebooka) dodał do aplikacji ponownie.
Inną kwestią pozostaje należący do Elona Muska X, który najbardziej luzuje w kwestii erotyki i soft porno. Wystarczy kliknąć "Pokaż", aby odkryć treść, która jest przeznaczona dla dorosłych. Jeszcze za czasów Twittera popularność zdobył #nsfw (not safe for work), który służył do oznaczania treści, na których oglądaniu lepiej nie być złapanym w pracy.
Jednym z pierwszych serwisów społecznościowych, który działa do dziś jest założony we wrześniu 2001 roku "SuicideGirls". Przeznaczony jest dla modelek alternatywnych (tak zwanych pin-up girls), a pełny dostęp do treści jest płatny. W sumie zrobili paywall skutecznie zanim to było modne. Obecnie serwis odwiedza ponad 5 milionów użytkowników miesięcznie, a oficjalne konto na Instagramie ma 9 milionów obserwujących.
Jeszcze jedno – popularna "pomarańczowa platforma" i jej podobne twory są niemal identyczne w swoich funkcjonalnościach co YouTube. Można obserwować konto, polubić czy skomentować treść, napisać do twórcy. Według definicji mediów społecznościowch przedstawionej przez Kaplana i Haenleina takie serwisy należy włożyć do tej samej szuflady co Facebooka, Instagrama i resztę. W zestawieniu serwisów społecznościowych w Polsce, które jest przygotowywane przez Gemiusa, PornHub zająłby bardzo wysokie miejsce. Jednak podobnie jak wspomniany YouTube został zakwalifikowany jako "serwis contentowy", a nie społecznościowy.
Czego palce nie klikną, tego sercu nie żal
Warto wspomnieć o jeszcze jednej sytuacji. Chodzi o sytuację, gdy jedna z osób w związku albo nawet obie nie mają kont w mediach społecznościowych. Teoretycznie znika pokusa. Z drugiej, o czym też mówią "eksperci" z TikToka, może to być ta słynna czerwona flaga. Nie ma mediów społecznościowych? Widać, chce coś ukryć.
Nasza skłonność do szukania dziury w całym sprawi, że najbardziej kuriozalny powód jakim jest zwykła niechęć do życia w świecie online, trafi na koniec listy.
Jednak jeśli uda Ci się to przełamać i nabierzesz zaufania do partnera to odczujesz inne korzyści. Jedną z największych jest to, że wyzbędziesz się ciągłego stresu. Będziesz też bardziej się cieszyć spotkaniami w świecie rzeczywistym, będziesz na nie bardziej wyczekiwać. Już nie wspominając o takim beneficie jakim jest skupienie na kwestiach ważnych w życiu zamiast na treściach z kategorii brain root czy pojawiających się w setkach każdego dnia memach. Nie będę zdziwiony jak jednym z wymagań osób szukających kogoś będzie niskie, bądź wręcz zerowe korzystanie z social media. Pytanie tylko gdzie takich osób szukać.
O jeden lajk za daleko
Nie odkryje Ameryki jeśli powiem, że granica tego kiedy zdradzamy jest postawiona w różnych miejscach u różnych osób. O ile w świecie rzeczywistym jest to dosyć proste, bo współżycie, pocałunek, przytulenie czy flirtowanie dosyć łatwo zakwalifikować jako zdradę, to z czynnościami online nie jest to do końca już takie oczywiste. Przynajmniej dla dużej części społeczeństwa.
Pojęcie mikrozdrady skutecznie wymyka się wszelkim próbom kategoryzacji. Próbują się z nim zmierzyć psycholodzy, terapeuci czy dziennikarze na całym świecie. Zachowań, które można zakwalifikować jako mikro zdrada jest mnóstwo. Pomnóż to jeszcze przez różne sposoby naszej interpretacji każdego z nich, a otrzymasz bardzo długą listę. Często ta sama czynność może zostać przez drugą osobę w związku uznana za przekroczenie pewnej granicy, gdy dla Ciebie jest całkowicie normalną czynnością w relacji z inną osobą.
Czy rzeczywiście mikrozdrada to ta sama kategoria co oldshoolowa zdrada sprzed czasów aplikacji społecznościowych? W końcu, posługując się przykładem z branży nieruchomości, nie każdy mikroapartament jest apartamentem. Aczkolwiek wiele osób próbuje nam wmówić, że jest.
Flirtowanie w rozmowie prywatnej czy wysyłanie sobie intymnych zdjęć to jeszcze dosyć jasna sytuacja, w której intencje są oczywiste. Podobnie jak skrzętnie skrywana obecność na aplikacjach randkowych. Ale komentowanie i zostawianie reakcji pod zdjęciami koleżanki czy kolegi niekoniecznie i nie zawsze jest elementem flirtu. Przynajmniej nie intencjonalnego. Wielu mężczyzn czy kobiet jest po prostu miłych dla innych, a jest to interpretowane jako podryw – również w świecie rzeczywistym. Mimo to ich partnerzy czy partnerki reagują na podobne zachowania dosyć krytycznie. Czy rzeczywiście zostawienie lajka pod zdjęciem z wakacji to taki problem? Zwłaszcza, że jest to widoczne dla każdego. Ba! Algorytm może wręcz uznać, że skoro tak zrobiłeś, to znaczy, że twojej drugiej połówce to zdjęcie również może się spodobać. Nie ponosimy też odpowiedzialności za to, że nasz niewinny lajk ktoś może odczytać jako zachętę do czegoś więcej.
Zapytałem parę osób o to gdzie powinna przebiegać granica.
Czy rzeczywiście mikrozdrada to ta sama kategoria co oldshoolowa zdrada sprzed czasów aplikacji społecznościowych? Ilustracja: Gemini Pro.
– Sama czynność komentowania czy zostawienia reakcji nie może być zdradą. Jest niby zdrada emocjonalna, ale dalej to nie to samo – komentuje Ania z Warszawy. - Jeżeli ktoś się rozpływa nad ciałem innej kobiety to nie jest fajne. Jak komentarz jest żartobliwie ze smakiem to jest ok. Podobnie facet lajkuje normalne zdjęcia, ale nie masowo wszystkie jak leci. Taka masówka gdy większość zdjęć jest roznegliżowanej kobiety to jest to niestety jasny sygnał, że typowi się konta pomieszały – wylicza Ania.
Swoją drogą w 2025 roku spadła fala krytyki na gwiazdę Realu Madryt, Viniciusa Juniora za masowe lajki pozostawione pod zdjęciami wschodzącej gwiazdy tureckiej siatkówki. Internautów oburzyło to, że Miray Yildirim ma dopiero 16 lat (8 lat młodsza od reprezentanta Brazylii). Pomyśl co by było gdyby był w związku z inną kobietą.
– Granica zdrady leży tam gdzie zaczyna się zatajanie i kłamstwo – mówi mi vvolfie, jedna z czołowych polskich twórczyń treści erotycznych w social media. Po czym dodaje:
– Jeśli partnerka wyraża zgodę i nie ma nic przeciwko, mamy sytuację idealną. Jeżeli nie, a facet robi to bez wiedzy i zgody partnerki, jest to zatajanie, a to w zdrowym związku nie powinno występować. Nie mi natomiast oceniać zachowań ludzi w związkach, bo nie od tego jestem. Nie zaglądam w sytuacje związkowe moich klientów – dodaje.
Do vvolfie pisze wielu mężczyzn w związkach, którzy nie zdradzają, że są w związku – to często wychodzi dopiero po czasie. Nie ma też dobrych wiadomości dla kobiet, których partnerzy ukrywają swoje zdrady w internecie:
– Radzę poszukać nowego partnera jeśli takie zachowanie jest sprzeczne z ich zasadami funkcjonowania związku. Próby rozmawiania w tym temacie to raczej strata czasu – dodaje.
Aleksandra Zyśk przekonuje, że lajkowanie zdjęć i ich komentowanie może być uznane za zdradę, ale nie zawsze. Proponuje jednocześnie pojęcie "normy partnerskiej", czyli zbioru zasad, który jest indywidualną kwestią każdej pary i określa jak być, funkcjonować w związku. Jednym z takich elementów ustalonej "normy partnerskiej" powinny być czynności związane z aktywnością w mediach społecznościowych.
– Obiecywaliśmy sobie wierność, a to tylko komentarze przecież nic mnie z tą osobą nie łączy i to może być prawda. Ale warto zastanowić się, czy mamy tę samą definicję wierności, jakie znaczenie ma dla nas ta sytuacja. Dla jednej osoby może być to nieznaczący moment dnia, który za 5 min odchodzi w zapomnienie. Dla drugiej osoby może być to znaczące zerwanie umowy i przymierza jakim jest związek – komentuje Aleksandra Zyśk.
Z inicjowaniem rozmów z innymi osobami będąc w związku trzeba uważać. Część kobiet (mężczyzn też) przejdzie wobec komentarzy czy wiadomości obojętnie lub wręcz ucieszy się, że wzbudzają zainteresowanie. Nie brakuje jednak przypadków gdy dowody szybko trafiają do “mikro zdradzanego” partnera.
– Jak pisali do mnie obcy i zorientowałam się, że są zajęci to od razu ucinałam rozmowę i czasami jak udalo mi sie namierzyć ich kobietę to wysłałam im screeny - mówi Ania, która na brak wiadomości od mężczyzn nigdy nie narzekała. - Nawet raz głosówkę wysłałam jak typ gadał, że jego baba jest stuknięta i im się nie układa. Zadałam jej pytanie czy to prawda, bo nie wiem czy warto zainwestować czas w typa – wspomina Ania.
Sprawdźmy sobie telefony kochanie
Kolejny kontrowersyjny temat. Z jednej strony jeśli nie masz nic do ukrycia to pokazanie telefonu drugiej połówce nie powinno stanowić problemu. Z drugiej mamy pojęcie prywatności, do której każdy z nas ma prawo.
– A co jak facet chodzi cały czas z telefonem i nie znam numeru pin, a bardzo chciałabym zobaczyć co w tym telefonie się znajduje, bo wiem, że to fałszywa menda? – zastanawia się inna użytkowniczka grupy, która zdecydowała się zachować anonimowość.
Zresztą nie jest to odosobniony przypadek gdy jedna strona związku przyznaje się, że sprawdza telefon drugiej osoby lub szuka sposobu, aby to zrobić. Często w komentarzach pojawiają się „dobre duszyczki”, które oferują swoją pomoc technologiczną.
– Jak ktoś ma obawy czy partner jest wobec niego ok, a ten broni się przed pokazaniem telefony czy danej aplikacji żeby uspokoić kogoś tłumacząc się, że to jego prywatność to dla mnie jest red flag – dzieli się swoim podejściem Ania i dodaje.
– Ja nie mam problemu żeby ktoś mi zaglądał w telefon czy patrzył kto dzwoni czy pisze. Z drugiej strony jakbym widziała że ktoś mi non stop szpera w telefonie to mimo, że mam czyste sumienie uważam, że takie coś jest chore i świadczy o totalnym braku zaufania i trzeba to skończyć – wyjaśnia Ania.
Znowu pod kwestię sprawdzania telefonu możemy dokleić karteczkę "post it" z sakramentalnym "to zależy". W tym tonie też wypowiada się Aleksandra Zyśk, która widzi trzy rozwiązania, modele w takiej sytuacji, z czego tylko dwa z nich należy uznać za zdrowe.
Model oparty o zaufanie charakteryzuje się brakiem potrzeby sprawdzania telefonu, respektowaniem prywatności, a transparentność jest wynikiem zaufania, a nie potrzeby kontroli.
"Model transparentności umownej" zakłada, że obie strony znają dostępy do swoich urządzeń elektronicznych, ale nie w celu kontroli. Mogą się sprawdzać, ale nie muszą. Trzeci model, ten który ciężko uznać za zdrowy to model kontroli, w którym partnerzy sprawdzają sobie telefony "na żądanie" i często bez wzajemnej zgody. Często wiąże się według psycholożki z wywieraniem presji oraz testowaniem lojalności.
– Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to prosta sprawa: skoro jesteśmy w związku, powinniśmy nie mieć przed sobą tajemnic. W praktyce jednak prośba o dostęp do telefonu rzadko dotyczy samego telefonu. Częściej jest sygnałem tego, co dzieje się głębiej w relacji – wyjaśnia Aleksandra Zyśk.
Bardzo mocno przebija się fakt, że przypadku korzystania ze smartfonów to nie technologia jest problemem, ona schodzi na drugi plan.
– Inna sytuacja: coś już się wydarzyło co nadwyrężyło zaufanie. Wcześniejsze kłamstwa, zdrada, przekroczenie granic, niejasne zachowania. Wtedy potrzeba kontroli nie bierze się z wewnętrznego lęku partnera, a jest reakcją na doświadczenie. Problem w tym, że: sprawdzanie telefonu nie odbuduje zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Będzie sposobem, który tylko chwilowo obniży napięcie i da iluzję bezpieczeństwa – wyjaśnia psycholożka. I chyba właśnie najczęściej o takich sytuacjach czytałem na forach i grupach na Facebooku.
Niewątpliwie technologia wiele zmieniła - smartfon w dłoni z aplikacjami umożliwia mikro zdrady w wersji instant – na przykład przez swipe right na Tinderze. Możesz to zrobić dosłownie siedząc obok swojej drugiej połówki. Wiele lat temu, gdy w Polsce głównym medium społecznościowym było Grono.net, na zajęciach z seksuologii świętej pamięci profesor Zbigniew Lew-Starowicz zszokował swoich studentów kontrowersyjnym poglądem, że zdrada tak na dobrą sprawę nie jest jednoznacznie dobra czy zła. Bo możesz zdradzić, czuć się z tym źle, a to doprowadzi do większego zaangażowania w związek. Jeśli sytuacja będzie odwrotna i zdrada ci się spodoba, to znak, że obecny związek należy zakończyć. Więc, trochę naciągając, mamy sytuację win-win.
Wszystko to pod warunkiem, że druga połówka o zdradzie się nie dowie. A jak już wspomniałem obecnie zdrady zdecydowanie łatwiej wychodzą na światło dzienne. Dość powiedzieć, że w USA czy Wielkiej Brytanii sam Facebook odpowiada lub/i jest przyczyną rozwodów od 20 do 33 procent w zależności od badania.
Kiedyś wakacyjny romans pozostał w pamięci. Albo potrzebni byli świadkowie. Dziś dowody zdrady nosimy w kieszeni. Ba, nie musi tymi dowodami być pikantna rozmowa zapisana na Messengerze. Wspólne zdjęcie na Instagramie albo nawet w bibliotece zdjęć. Może być zapisana lokalizacja, czas i miejsce logowania do sieci.
Gdy Lew-Starowicz szokował opinię publiczną swoim poglądem na zdradę, to tych cyfrowych pokus oraz możliwości praktycznie nie było. Kolejny dowód na to jak bardzo technologia zmieniła nasze życia. Zdradzać prościej, ale i niewierność wytropić i udowodnić łatwiej.
Model oparty o zaufanie charakteryzuje się brakiem potrzeby sprawdzania telefonu, respektowaniem prywatności, a transparentność jest wynikiem zaufania, a nie potrzeby kontroli. Ilustracja: Gemini Pro.
Czy wierność jest sexy?
Jesteśmy bombardowani tysiącami komunikatów i postów każdego dnia. W reklamie wykorzystuje się wizerunki atrakcyjnych osób, influencerzy pokazują najlepsze wersje siebie, aktorzy w filmach czy serialach również do brzydkich nie należą. No i do tego mamy jeszcze social media ze wspomnianymi wcześniej algorytmami. Nasz mózg, a co za tym idzie i organizm, czy tego chcemy czy nie reaguje mimowolnie na widok modelki czy modela, który jest "dziesiątką" i patrzy na nas z billboardu na ulicy czy z ekranu smartfona. Podnosi się nam poziom dopaminy aktywizując układ nagrody, zwiększa się też produkcja adrenaliny i noradrenaliny, który sprawia, że czujemy podniecenie. I tego się nie da zatrzymać. Przynajmniej nie na poziomie biologicznym. Jednak jesteśmy ludźmi. Jednak wierność wymuszona brakiem opcji to żadna wierność.
Kolejna kwestia to odwieczny konflikt pomiędzy monogamią i poligamią. Ta druga przez wielu uznawana jest za pierwotną, ewolucyjnie przystosowawczą w przeciwieństwie do społecznie narzucanej monogamii. W świecie, gdzie każdego dnia mijamy tysiące osób zamiast utrzymywać kontakt z naszym liczącym do 150 osób stadem, poligamia wydaje się kusząca. Mając tak liczną listę potencjalnych partnerów (social media dodatkowo ją multiplikują) monogamia jest ciężka do utrzymania.
Niektórzy poddają się poligamii decydując się na związki z bardzo dużą wolnością. Na popularności zyskuje poliamoria czyli nawiązanie relacji intymnych czy romantycznych z kilkoma osobami jednocześnie. W opozycji jest też duża grupa osób, która jest zmęczona Tinderem i podobnymi aplikacjami randkowymi. Szukają rozwiązań, również online, które przyciągają osoby podobne do nich, czyli monogamistów. Część aplikacji, chcąc się odróżnić od mającego coraz gorsze notowania Tindera stara się sprzedać historię o budowaniu głębszych, bardziej zażyłych relacji i doskonałym dopasowaniu par. Problem w tym, że w swoim profilu można wpisać wszystko i oszukać odnośnie swoich intencji.
– Szczególnym przypadkiem są aplikacje randkowe. Mogą one wzmacniać ocenianie ludzi głównie przez pryzmat wyglądu oraz budować poczucie, że "za kolejnym przesunięciem może być ktoś lepszy". To utrudnia skupienie się na jednej osobie i budowanie bliskości. Warto też pamiętać, że aplikacje randkowe to biznes – ich celem nie jest to, żebyś szybko znalazł relację, tylko żebyś jak najdłużej z nich korzystał – zwraca uwagę Michał Sawicki
Inni starają się siebie oraz swojego partnera zamknąć w złotej klatce pilnując jak klejnotów w Luwrze. Te jednak, z dużym udziałem technologii, wcale nie jest tak trudno wykraść. Zdrada działa w dwie strony – nie tylko nam łatwo przeskoczyć z kwiatka na kwiatek, ale też ktoś może chcieć wskoczyć na nas po tym jak zobaczy nasze zdjęcia na Instagramie czy doświadczenie zawodowe oraz pozycję na LinkedIn.
Dorzućmy do tego szalonego miksu jeszcze ciągłą pogoń za lepszym życiem, optymalizację swoich zachowań czy wyglądu. Jednym z elementów tej pogoni jest również życiowy partner. Jego też optymalizujemy, bo dla wielu osób (oczywiście podświadomie) jest on tak samo ważny jak posiadany samochód czy markowe ciuchy. Jest to kolejny element naszej motywacji do zdrady, który wykracza poza zwykłe stwierdzenie, że koleś "wrażeń szuka”.
Oczywiście ta pogoń jest bardziej na rękę big techom i korporacjom niż monogamia. Prawdziwa, szczera miłość wymaga przede wszystkim obecności drugiej osoby i jej bliskości, a wtedy nie ma potrzeby trzymania w dłoni smartfona, przeglądania setek postów i durnych filmików przedzielonych reklamami proszku do prania czy magicznego kremu.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-11T07:42:11+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:39:47+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:25:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T06:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T09:48:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T09:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T08:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T08:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T08:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-10T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T09:54:53+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T09:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T08:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-09T08:15:00+02:00