Pogoń Apple'a za zyskiem zrobiła z Chin potegę. Smok zeżarł jabłko

To miała być historia o najbardziej efektywnym łańcuchu dostaw w dziejach kapitalizmu. Stała się jednak opowieścią o niebezpiecznym uzależnieniu. Uznany dziennikarz Patrick McGee w swojej demaskatorskiej książce "Apple w Chinach" odsłania kulisy transformacji Apple: od technologicznego buntownika do firmy, która za rekordowe marże oddała Pekinowi klucze do cyfrowej potęgi.

Pogoń Apple'a za zyskiem zrobiła z Chin potegę. Smok zeżarł jabłko

Apple pomogło zbudować nowoczesny przemysł Chin, ale cena tej współpracy może okazać się najwyższa z możliwych. Jak zauważał prof. Bogdan J. Góralczyk , Autor "Chińskiego tryptyku", nie byłoby chińskiego odrodzenia po 1970 roku, gdyby nie obcy kapitał. Mówiąc o udziale graczy z zagranicy trzeba myśleć głównie o Stanach Zjednoczonych. To one same wyhodowały sobie dzisiejszego wroga. Jedną z firm karmicielek była korpracja Apple.

Ponad dwieście wywiadów, poufne e-maile i niepublikowane rozmowy ze Steve’em Jobsem. Patrick McGee dotarł do dokumentów, które rzucają nowe światło na potęgę z logo nadgryzionego jabłka. Jak najbardziej dochodowa firma świata stała się narzędziem w rękach dyktatora? Czy sukces iPhone’a był jednocześnie początkiem końca amerykańskiej dominacji?

Nie ma chyba lepszego eksperta od Apple na świecie. Patrick McGee kierował działem relacjonującym wydarzenia związane z Apple w "Financial Times" w latach 2019-2023 i zdobył nagrodę San Francisco Press Club za swoją pracę dotyczącą tej firmy. Jego najnowsza ksiażka, wydana w Polsce przez wydawnictwo "Prześwity" w tłumaczeniu Marka Rostockiego to publikacja, którą zachwyciła się m.in. Rana Foroohar, autorka słynnej książek o Google "Nie czyń zła". Ben Thompson, autor bloga Stratechery określił publikacja McGee mianem "najlepszej publikacji o Apple, jaka kiedykolwiek powstała".

Zapraszamy do lektury fragmentu książki.

Uśmiechnięty Tim Cook

Idąc wzdłuż linii produkcyjnej i mijając młodych chińskich pracowników w białych ochronnych strojach i pasujących do nich nakryciach głowy, Tim Cook był cały w uśmiechach. Na zdjęciach z 4 grudnia 2017 roku nosi niebieski fartuch fabryczny i zatrzymuje się przy kilku z ponad stu stanowisk roboczych – a wszyscy wokół niego, jeśli zdjęcia są miarodajne, głośno się śmieją. Towarzyszyła mu Grace Wang, założycielka Luxshare Precision, chińskiego producenta kontraktowego, który wcześniej tego roku przechytrzył swoich tajwańskich rywali i zdobył zamówienie na montaż słuchawek bezprzewodowych AirPods. 

Sposób, w jaki Wang zdobyła zamówienie, stał się częścią historii Apple’a. Według oficjalnej wersji szef działu zamówień Tony Blevins podpisał umowę z Luxshare na montaż słuchawek dousznych po kosztach – bez marży dla kontrahenta. Ale w odróżnieniu od wielu podobnych opowieści w tej chodziło nie tyle o bezwzględność Blevinsa, ile o przebiegłość Grace Wang. Wyraziła ona zgodę na taką umowę pod warunkiem, że Tim Cook przyjedzie do fabryki i da się sfotografować przy linii produkcyjnej. Trudno jest potwierdzić, że marża była rzeczywiście zerowa, ale tego dnia w grudniu, gdy Cook złożył wizytę w fabryce Luxshare położonej na północny zachód od Szanghaju, uśmiechał się szeroko i chwalił wszystko, co widział.

"Ten zakład stanowi zadziwiający przykład spełnienia się chińskiego marzenia" – powiedział. A w serwisie Weibo, chińskim odpowiedniku Twittera, oznajmił, że Luxshare produkuje AirPods z "fenomenalną precyzją i dbałością", a "przewodnicząca Grace Wang zbudowała kulturę doskonałości, która zaczyna się od ludzi. Wszyscy jesteśmy podekscytowani możliwością współpracy z nimi!". 

"Komunikat prasowy" z tego wydarzenia, zamieszczony w korporacyjnym serwisie Luxshare, maksymalnie wykorzystał wizytę Cooka, stwierdzając, że inżynierowie Apple’a, którzy szkolili pracowników firmy i pomogli zorganizować produkcję, byli zachwyceni.

"Pan Cook powiedział, że jest pod ogromnym wrażeniem umiejętności pracowników Luxshare. Ponadto pan Cook stwierdził, że osobiście aprobuje poglądy przewodniczącej Grace Wang dotyczące dobrostanu pracowników". 

Wizyta Cooka okazała się genialnym pomysłem Wang, opisanej w pochlebnym tekście jako osoba, która zna "różne produkty Apple’a jak własną kieszeń". Świetnie zdawała sobie sprawę, że zyski z umowy znaczyły niewiele w porównaniu z prestiżem publicznym związanym ze współpracą z Apple’em. Amerykańska firma od lat słynie ze skrytości w stosunku do swojego łańcucha dostaw; dostawcy muszą się liczyć z płaceniem kar nawet za wspomnienie o tym, że produkują coś dla tego technologicznego giganta. Jednak dążenie do wzbogacenia opowieści o działalności w Chinach stworzyło okazję dla Wang. Dzięki zainscenizowanemu wydarzeniu z udziałem Cooka udało się stworzyć wrażenie, że Luxshare nie jest "jednym z wielu dostawców", ale ważnym partnerem. Jak napisano w serwisie firmy: "Ciągnie swój do swego". 

Wang (jej nazwisko wymawia się Wong) kierowała swój przekaz do dwóch dużych odbiorców. Pierwszym z nich były rynki kapitałowe. Wang i jej starszy brat założyli firmę w 2004 roku i należy do nich co najmniej 39 procent udziałów.

W ciągu dziesięciu minionych lat Luxshare osiągnął zysk netto w kwocie 782 mln dolarów. Właściciele mogli zarobić dużo więcej na giełdzie aniżeli na niskich marżach typowych dla montażu produktów elektronicznych. Przekształcając wizytę Cooka w wydarzenie medialne, Wang wysłała przekaz do inwestorów, że Luxshare się rozwija i sprawy idą ku lepszemu, i że wzrost firmy odbywa się kosztem Foxconnu. W dniu wizyty Cooka wartość Luxshare wynosiła 12 mld dolarów, co stanowiło potwierdzenie sukcesu firmy jako dostawcy Apple’a od prawie dziesięciu lat. Jednak w porównaniu z wyceną Foxconnu wynoszącą 57 mld dolarów było to zaledwie 20 procent wartości konkurenta. W ciągu kolejnych dwóch i pół roku rynkowa wartość Luxshare wzrosła do 38 mld dolarów i przewyższyła wartość Foxconnu, która w międzyczasie zmalała, mimo że przychody tajwańskiej firmy były trzynaście razy większe. Każdy analityk finansowy miałby kłopot z wyjaśnieniem tego fenomenu.

Obydwie firmy prowadziły działalność w tej samej branży z niskimi marżami, wykorzystywały te same technologie i świadczyły usługi podobnym klientom. Ale chińscy inwestorzy dobrze znają politykę swojego kraju i czuli pismo nosem. Foxconn miał świadomość stojącego przed nim wyzwania i w 2019 roku powołał specjalny zespół, który miał dokonać analizy chińskich rywali w celu zrozumienia, jakich technologii używali, jakie mieli plany ekspansji, jak prowadzili rekrutację pracowników i czy Luxshare miał wsparcie jakiejś chińskiej agencji rządowej. 

Drugim odbiorcą publikacji zdjęć z uśmiechniętym Cookiem byli chińscy politycy i urzędnicy. Wang, która swoją karierę zaczynała w 1988 roku jako jeden z pierwszych migrantów zarobkowych na taśmie produkcyjnej Foxconnu, zrozumiała, na czym polegał polityczny spryt firmy kierowanej przez Terry’ego Gou. Zdała sobie sprawę, że jeśli firma potrafi zdobyć zamówienia Apple’a, może dzięki temu uzyskać grunt pod budowę fabryki oraz inne zachęty.

Jeden ze współpracowników z branży określa ją jako "aktywną członkinią partii komunistycznej" promującą Luxshare jako chińską alternatywę wobec Foxconnu, która spełniła niektóre z wcześniejszych obietnic i została hojnie wynagrodzona za jeszcze większe dokonania. "Dostała ogromne wsparcie od rządu" – mówi ta osoba. "Rozgryzła, jak porozumiewać się z rządem, i może dostać wszystko, czego zechce". Wang ma opinię osoby nieustępliwej, bystrej, myślącej strategicznie, ale nikt nie określa jej jako czarującej. "To zdecydowanie nie jest jej styl" – dodaje cytowana osoba. 

Rozwój Luxshare był imponujący. W 2009 roku, gdy firma po raz pierwszy zaczęła produkować złącza kablowe dla Apple’a, jej przychody wyniosły 81 mln dolarów. Strategia rozwoju polegała na naśladowaniu kultury organizacyjnej, etyki pracy i głodu sukcesu, a nawet ubrań roboczych Foxconnu. Na ścianach fabryki wieszane były banery z hasłami w stylu Terry’ego Gou: "Nie odkładaj na jutro tego, co powinno być zrobione dzisiaj" czy "Ludzie sukcesu szukają dróg do osiągnięcia celu, a ludzie przegrani szukają wymówek". Zdarzyło się, że aby sprostać wysokim wymaganiom Apple’a, inżynierowie i menedżerowie Luxshare przez cały miesiąc sypiali w fabryce. 

W 2016 roku przychody firmy wzrosły do 1,9 mld dolarów. Wtedy rozpoczęła się prawdziwa bitwa o rozwój. Po wygraniu w 2017 roku zamówienia na produkcję słuchawek AirPods, w 2019 roku Luxshare rozpoczął montaż zegarków Apple- Watch, po czym w 2021 roku został pierwszą rodzimą firmą z Chin kontynentalnych produkującą iPhone’y. W okresie od 2016 do 2023 roku przychody wzrosły o 1455 procent, do poziomu 32 mld dolarów, przy czym realizacja zamówień dla Apple’a stanowiła 75 procent całej sprzedaży. Sukces Luxshare, sam w sobie niezwykły, był zwiastunem trendu określonego przez dwie przecinające się siły.

Made in China

Po wizycie Tima Cooka, Jeffa Williamsa i Lisy Jackson w siedzibie partii komunistycznej i deklaracji zainwestowania 275 mld dolarów wydarzyło się coś nieoczekiwanego, a mianowicie wzrosła konkurencja. Przez wiele lat dostawcy byli sfrustrowani wysokimi wymaganiami Apple’a, nadmierną kontrolą i niskimi marżami. Według byłego wiceprezesa traktowali firmę jak "królową balu" – piękną, ale z którą nie należy się umawiać na randkę z powodu nieuchronnego dramatu.

"W końcu zostawi cię na lodzie, z twoim sercem na dłoni, a potem będziesz skończony – tak widzieli relacje z Apple’em" – stwierdza ta osoba. Elementem frustracji było nieporozumienie. Chińscy dostawcy długo nie pojmowali tego, co Terry Gou zrozumiał już w późnych latach 90.: że wartość współpracy z Apple’em polegała na uczeniu się. Gdy jednak firma dotarła ze swoim przekazem o wartości jej działań w Chinach do polityków tego kraju, miejscowi dostawcy się ożywili. 

Program Xi Jinpinga "Made in China 2025", opublikowany w 2015 roku, wzywał chińskie firmy do "opanowania najważniejszych technologii, udoskonalenia przemysłowego łańcucha dostaw i stworzenia naszych własnych możliwości rozwojowych". W 2017 roku chińskie firmy doszły do przekonania, że najlepszym sposobem osiągnięcia tych celów, paradoksalnie, będzie współpraca z matką wszystkich kapitalistycznych firm. Apple, ze swojej strony, bynajmniej nie dążył do zwiększenia liczby chińskich dostawców w swoim łańcuchu dostaw, jednak Wyciskarka Apple’a przechyliła szalę na korzyść lokalnych rywali. Mogli oni prowadzić działalność w celu zdobycia doświadczenia kosztem zysków, ponieważ mieli łatwy dostęp do taniego kapitału, subsydiów rządowych, gruntów i zasobów siły roboczej.

Były menedżer Foxconnu opisał tę sytuację następująco: "Kran był zakręcany dla firm tajwańskich" – które w dużej mierze zbudowały chiński sektor produkcyjny w czterdziestu minionych latach – i odkręcany dla wyłaniających się dostawców z Chin kontynentalnych znanych jako Czerwony Łańcuch Dostaw. 

Roczne listy dostawców Apple’a w poszczególnych latach potwierdzają to zjawisko. Spośród około dwustu najważniejszych dostawców liczba chińskich firm wzrosła z szesnastu w 2012 roku – gdy taka lista została opublikowana po raz pierwszy – do czterdziestu jeden w 2019 roku, gdy pierwszy raz przewyższyła liczbę dostawców amerykańskich. W 2021 roku liczba chińskich dostawców wynosiła już pięćdziesiąt jeden i zajęli oni na liście pierwsze miejsce, spychając tajwańskich dostawców na miejsce drugie.

Tygodnik "Nikkei Asia" skomentował ten trend następująco: "Liczba firm z Chin kontynentalnych potroiła się od 2012 roku, podczas gdy liczba ich odpowiedników z USA zmniejszyła się [o jedną trzecią]". Co więcej, wielkość chińskich fabryk często przewyższa, i to znacznie, rozmiary zakładów produkcyjnych w innych krajach, co powoduje, że wszelkie analizy ilościowe są mylące. Na przykład, według wewnętrznych dokumentów, w 2018 roku całkowite "zapotrzebowanie na pracowników" u czternastu dostawców Apple’a w Wietnamie wynosiło 45 tys., dużo mniej niż 72 tys. pracowników potrzebnych u jednego chińskiego dostawcy szkła – Biel Crystal. 

Mimo że te liczby są znaczące, nie oddają w pełni dominacji chińskich firm w łańcuchu dostaw Apple’a, ponieważ ogromna większość firm międzynarodowych, dostawców Apple’a, produkuje dostarczane komponenty w Chinach. Dziennik "China Daily" informował w 2023 roku: "Obecnie 151 spośród 200 głównych dostawców Apple’a, zagranicznych i chińskich, wytwarza dostarczane części w Chinach". 

Poza Luxshare trzema innymi dużymi dostawcami są lokalni producenci kontraktowi: BYD Electronic – producent obudów urządzeń oraz iPadów, Goertek – producent AirPods i AirPods Pro, oraz Wingtech – który wytwarza komputery stacjonarne Mac Mini i laptopy MacBook. Łączny przychód tych trzech firm w 2015 roku wyniósł 6 mld dolarów, w 2020 roku przychody wzrosły czterokrotnie – do 25 mld dolarów, a prognoza dla 2025 roku wynosi ponad 52 mld dolarów. W ich sukcesie swój udział ma Apple, który przeniósł do nich produkcję z firm tajwańskich takich jak Foxconn, Wistron, Pegatron i Quanta. David Collins, mieszkający w Azji konsultant specjalizujący się w produkcji kontraktowej, w 2020 roku tak wyraził się o Czerwonym Łańcuchu Dostaw: "Cena akcji Foxconnu spadła o 50 procent w porównaniu z rokiem 2018. Chińskie firmy wyczuwają słabość rywala". 

Wzrost "wielkiej czwórki" w ramach Czerwonego Łańcucha Dostaw podkreśla, jak Apple, jak lunatyk, wkroczył w nową rzeczywistość. Chiny stały się jedynym miejscem na świecie, gdzie firma mogła produkować setki milionów iPhone’ów rocznie, przy czym wciąż rosnącą liczbę dostawców stanowiły firmy chińskie, a z łańcucha dostaw znikały firmy tajwańskie, amerykańskie i koncerny międzynarodowe.

Proces sinizacji przemysłu elektronicznego jest sprzeczny ze sloganem "Wyprodukowano Wszędzie", kierowanym przez Apple pod adresem łatwowiernych inwestorów. W minionej dekadzie, wbrew różnym założeniom i deklaracjom, firma zbliżyła się do Chin. 

Szefostwo w Cupertino rozumie, że otwarte wspieranie planu Xi osiągnięcia przez Chiny przewagi technologicznej stanowi polityczne tabu. Jednak przekaz firmy w chińskich mediach, jeśli nawet nie popiera tych wysiłków, jest co najmniej zgodny z nimi. Po spotkaniu dziennikarzy "China Daily" z Isabel Mahe w 2023 roku w gazecie ukazał się następujący cytat z jej wypowiedzi: "Apple chętnie i z zadowoleniem pomaga Chinom w transformacji do inteligentnej produkcji". Dziennik sparafrazował ją, pisząc: "Wcześniej sprzęt do inteligentnej produkcji w łańcuchach dostaw Apple’a pochodził głównie od firm innych niż chińskie, ale teraz taki sprzęt rodzimej produkcji stał się bardziej powszechny". Mahe, jak Cook, przedstawiała współpracę partnerską z firmami chińskimi jako sytuację, w której wygrywają obie strony, najwyraźniej starając się zapomnieć o żarcie sprzed co najmniej dziesięciu lat: "W Chinach powiedzenie o dwóch wygrywających stronach oznacza, że Chiny wygrywają dwa razy". 

Czerwony Łańcuch Dostaw

Coraz większy udział Czerwonego Łańcucha Dostaw budzi pytania dotyczące przyszłości Apple’a. Tajwańscy dostawcy, z którymi firma współpracowała przez ostatnie dwadzieścia pięć lat, kierowali się zyskiem i działali głównie w celu świadczenia usług swoim klientom. Inaczej mówiąc, Apple był potęgą, którą inni starali się zadowolić. Chińskie firmy działają w innych warunkach: ich najważniejszym celem jest przysporzenie chwały państwu chińskiemu i przestrzeganie reguł ustalonych przez partię. Ten cel nie musi być sprzeczny z priorytetami Apple’a, niemniej stanowi element ryzyka, które jest trudne do zrozumienia i przewidzenia. Na przykład, to wytyczne dla chińskich firm były przyczyną tego, że Jacky Haynes przestała wydawać swoje comiesięczne raporty o godzinach pracy. Jak stwierdza jeden z menedżerów, Apple współpracował z chińskimi firmami, które nie zwracały uwagi na maksymalną liczbę nadgodzin. "Chciała postępować słusznie, ale chińscy dostawcy nigdy nie dbali o słuszne postępowanie".

Wyzwaniem nie było to, że Chińczycy byli mniej etyczni, ale po prostu kierowali się innymi zachętami i karnie realizowali cele polityczne. Spełnienie oczekiwań Apple’a i osiągnięcie krótkookresowego zysku było ważne, ale w ich działaniu istotny był także wymiar polityczny polegający na opanowaniu nowych technologii, zajęciu wyższego miejsca w łańcuchu dostaw i wyparciu z rynku poprzez niższe ceny zagranicznych rywali, aby ostatecznie zostać wynagrodzonym za bycie liderem "rodzimych innowacji". 

Trudo powiedzieć, na ile kierownictwo Apple’a zdaje sobie sprawę z dynamiki tej rozgrywki, ponieważ w publicznie dostępnych wypowiedziach i informacjach to zagadnienie się nie pojawia. Prywatnie niektórzy z byłych menedżerów wyższego szczebla mówią o coraz większym udziale chińskich firm w łańcuchu dostaw Apple’a wyłącznie w sensie „ściśle biznesowym”: Apple ogłaszał przetargi i z upływem czasu coraz więcej firm oferujących niskie ceny i wysoką jakość produkcji stanowiły firmy chińskie. Jest w tym trochę racji. Dzięki pomocy Apple’a Czerwony Łańcuch Dostaw rzeczywiście opanowywał coraz bardziej zaawansowane technologie i firma, zawsze chętna do uzyskania niższych cen i ograniczenia swoich wydatków kapitałowych, korzystała z tego.

Wartość aktywów trwałych Apple’a w Chinach w 2018 roku wyniosła 13,3 mld dolarów, po czym zmalała o prawie dwie trzecie, do 4,8 mld dolarów, najniższego poziomu od 2011 roku. Ten znaczący spadek był efektem przejęcia przez Czerwony Łańcuch Dostaw kosztów zakupu drogich maszyn produkcyjnych. Miało to duży wpływ na marże Apple’a, których znaczenie wzrosło po osiągnięciu w 2015 roku maksymalnej liczby sprzedanych iPhone’ów. W minionej dekadzie sprzedaż iPhone’ów nie zanotowała żadnego wzrostu, ale firmie udało się zadowolić inwestorów ich wyższą ceną: średnia cena sprzedaży zwiększyła się z 756 dolarów w 2018 roku do 908 dolarów w 2024 roku, a dodatkowo zmalały koszty zamówień i produkcji. W efekcie marże operacyjne dla iPhone’a wzrosły z 26 procent w 2018 roku do 34 procent w pierwszej połowie 2024 roku. 

"Ściśle biznesowe" podejście nie opisuje w pełni związku między łańcuchami dostaw a krajową polityką. Według tajwańskiego uczonego Wu Jieh-mina rola państwa chińskiego jest w większości analiz "ogromnie niedoceniana".

Jak Wu pisze, "odpolityczniona" opowieść pomija sposób, w jaki "chiński rząd zainwestował kapitał i w sposób wybiórczy czuwał" nad wybranymi przemysłami, w tym telekomunikacyjnym i telefonów komórkowych”. Dzięki temu wsparciu krajowi dostawcy mogli "kupić sobie dostęp" do łańcucha dostaw Apple’a. Na przykład Luxshare został dostawcą firmy dzięki zakupowi w lipcu 2020 roku za kwotę 472 mln dolarów dwóch zlokalizowanych w Chinach spółek zależnych tajwańskiego rywala Wistron.

Z kolei w 2021 roku BYD Electronic wydał 2,2 mld dolarów na przejęcie położonych w Chengdu i Wuxi fabryk firmy Jabil, amerykańskiego producenta kontraktowego i dostawcy Apple’a od piętnastu lat. Ponadto dzięki dostępowi do taniego kapitału chińskie firmy mogły przejąć pracowników Foxconnu i innych dostawców z doświadczeniem współpracy z Apple’em. Działania te były tak skuteczne, że ich wynikiem były zmiany o geopolitycznym znaczeniu. Według informacji uzyskanych od pracowników Apple’a w 2012 roku firmy tajwańskie wykonywały 100 procent końcowego montażu, testowania i pakowania sprzętu; od tego czasu udział tych firm spadł poniżej 50 procent, co odzwierciedla zdumiewającą zmianę na korzyść chińskich dostawców. W efekcie Apple stał się niezwykle popularny w chińskich kręgach rządowych.

Kim, do cholery, jest Huawei?

Inżynierowie Apple’a pamiętają, że pod koniec pierwszej dekady lat 2000. utalentowani pracownicy bliskich partnerów firmy byli intensywnie rekrutowani zarówno przez dostawców należących do Czerwonego Łańcucha Dostaw, jak i przez producentów smartfonów, takich jak Xiaomi, Vivo oraz Huawei.

"Ludzie tłumnie opuszczali swoich dotychczasowych pracodawców" – mówi były inżynier produkcji. Inny wspomina, że rekruterzy czekali na poszczególnych pracowników – takich jak specjalista od programowania tokarek i innych maszyn, któremu podlegało pięćdziesięciu techników – na firmowych parkingach.

"Oferowali dwa razy wyższe wynagrodzenie" – dodaje ta osoba. Jeszcze inny inżynier Apple’a stwierdza, że rekruterzy byli bardziej niż bezpośredni, zwracając się do potencjalnych kandydatów do zmiany miejsca pracy słowami: "Co wiesz? Powiedz nam wszystko, co wiesz!". Po czym nowi pracodawcy wykorzystywali uzyskane informacje w swoich materiałach marketingowych: "Mamy wielu pracowników z doświadczeniem z pracy w Apple’u i dlatego powinniście wybrać naszą firmę, a nie innego producenta kontraktowego". Według publikacji "The Information" Luxshare w 2019 roku "podkupił ponad połowę pracowników firmy Quanta wytwarzającej Apple Watch". 

Działania te stały się tak bezczelne, że w 2022 roku tajwańscy prokuratorzy oskarżyli Luxshare o kradzież tajemnic handlowych z firmy Catcher, lokalnego producenta kontraktowego, a także o podkradanie jej pracowników w celu uzyskania zamówienia od Apple’a. W maju 2024 roku tajwański system sprawiedliwości oskarżył osiem chińskich firm, w tym Luxshare, o potajemne działania na wyspie w celu kradzieży know-how i rekrutacji utalentowanych specjalistów. 

Takie postępowanie nasiliło się po 2017 roku, ale było znane i powszechne już wcześniej. Jeden z byłych dyrektorów Apple’a przypomina sobie, że chyba w 2012 roku, spotykając się z jednym z bliskich współpracowników Terry’ego Gou, wspólnie obserwowali rekruterów rdzennych chińskich firm kręcących się przed fabryką Foxconnu.

"Ja pierdolę, stracę tu moich najlepszych ludzi!" – wykrzyknął tajwański menedżer. Jeden z inżynierów, który ich rozpoznał, podszedł do nich z wyciągniętą dłonią: "Współpraca z panami była dla mnie przyjemnością. Od dzisiaj pracuję dla Huawei".

Po jego odejściu obydwaj milczeli przez chwilę. Po czym menedżer z Apple’a zapytał: „Kim, do cholery, jest Huawei?”.

Tłumaczenie: Marek Rostocki.

Śródtytuły, podkreślenia pochodzą od redakcji.

Tytułowa ilustracja: Gemini AI.