REKLAMA

Polska płonęła 6 tys. lat temu. Winni byli rolnicy

Badacze odtworzyli 13 tys. lat historii pożarów w Polsce z rocznych warstw osadu. Wzrost ognia widać wraz z rolnictwem.

Ogień był naturalny, aż pojawili się rolnicy. Potem pożary przyspieszyły
REKLAMA

Ślady działalności pierwszych rolników to nie tylko krzemienne narzędzia czy potłuczona ceramika, lecz także popiół i węgiel drzewny. Najnowsze badania osadów z Jeziora Gorzyńskiego w Wielkopolsce dostarczają na to twardych dowodów. Analiza warstw jeziornych wykazała, że około 6 tys. lat temu charakter pożarów na tych terenach uległ gwałtownej zmianie. O ile wcześniej ogień pojawiał się głównie w wyniku naturalnych zjawisk klimatycznych, o tyle w neolicie zaczął być ściśle powiązany z obecnością człowieka.

REKLAMA

Jezioro, które pamięta 13 tys. lat ognia

Jak czytamy na łamach portalu Nauka w Polsce, w badaniach przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu kluczowe było to, że dno Jeziora Gorzyńskiego działa jak archiwum z datą na każdej stronie. W takich jeziorach osad układa się warstwami rok po roku. Zwykle jeden rok to para jasnej i ciemnej laminy, co pozwala budować bardzo precyzyjną chronologię zdarzeń. To istotne, ponieważ pożary mogą zostawić wyraźny ślad, ale tylko wtedy, gdy trafimy w odpowiednią warstwę.

Naukowcy wzięli pod lupę imponujący, ponad 10-metrowy rdzeń osadów z dna jeziora, który stanowił zapis historii naturalnej z ostatnich 13 tys. lat. Cały materiał pocięto na milimetrowe plastry, by drobiazgowo zbadać obecność cząstek węgla drzewnego.

Istotny okazał się rozmiar drobin węgla. Najdrobniejszy pył to echo wielkich pożarów regionalnych, których dym wiatr potrafił nieść na ogromne odległości. Z kolei większe fragmenty to dowód na pożary lokalne, szalejące tuż nad brzegiem jeziora. Dzięki temu rozróżnieniu badacze mogli precyzyjnie oddzielić ogólne zmiany klimatyczne od konkretnych działań pierwszych mieszkańców Wielkopolski, którzy posługiwali się ogniem tuż pod swoim domem.

REKLAMA

Jeśli rośnie wyłącznie pył węglowy, to można podejrzewać, że paliło się gdzieś w dalszej odległości. Jeśli rośnie także większy węgiel, znaczy to, że ogień wchodził w bezpośrednie otoczenie jeziora, czyli w krajobraz, którym zarządzali ludzie żyjący w pobliżu.

REKLAMA

Najpierw rządził klimat, potem dopiero człowiek

W najstarszych warstwach rdzenia, datowanych na koniec epoki lodowcowej i początek wielkiego ocieplenia, naukowcy odkryli ślady regularnie powtarzających się pożarów. Choć ogień pojawiał się stosunkowo często, to jego siła niszczycielska była zazwyczaj niewielka. Taki obraz idealnie współgra z tym, co już wiemy o ówczesnej przyrodzie: krajobraz nie był jeszcze zdominowany przez gęste, cieniste knieje, lecz składał się z rzadszych lasów i rozległych zarośli.

REKLAMA

Potem nastąpił jednak zwrot. Około 11 tys. lat temu, wraz z początkiem holocenu, pożarów wyraźnie ubywa. To moment, gdy klimat robi się cieplejszy i bardziej wilgotny, a krajobraz zaczyna porastać gęstszym lasem. W takim środowisku ogień ma trudniej, bo wilgoć i zwarta roślinność ograniczają łatwo dostępne paliwo, a warunki sprzyjające dużym pożarom pojawiają się rzadziej.

Około 9,5 tys. lat temu pożary znów stają się widoczne w historii jeziora, ale pojawiają się rzadko i nieregularnie. Prawdziwy przełom następuje jednak 6 tys. lat temu i to on jest najważniejszym punktem całego badania. Właśnie wtedy rytm pojawiania się ognia zaczyna wyraźnie zdradzać ludzką rękę.

REKLAMA

Częstotliwość pożarów gwałtownie rośnie, a te dane idealnie pokrywają się z wiedzą archeologiczną o środkowym neolicie. To właśnie czas, gdy pierwsi osadnicy na stałe zagościli w Wielkopolsce. Zapis z dna jeziora przestaje być historią klimatu, a staje się dowodem na to, że rolnicy masowo karczowali lasy pod uprawy, na zawsze zmieniając naturalny porządek rzeczy.

REKLAMA

Gospodarka żarowa to szybki zysk, ale długi koszt

Najbardziej prawdopodobnym mechanizmem jest tu gospodarka żarowa, czyli wycinka i wypalanie roślinności, by szybko przygotować teren pod uprawę. Ogień usuwa roślinność i zostawia popiół, który na krótko poprawia dostępność niektórych składników odżywczych w glebie. Taki system działa, gdy społeczność jest mobilna, a presja na stałe, wieloletnie użytkowanie jednego pola jest jeszcze niewielka.

REKLAMA

Problem w tym, że to metoda trochę na kredyt. Gleba szybko się wyjaławia, a plony spadają, więc najłatwiej było porzucić pole i otworzyć kolejne. Oznacza to karczowanie, wypalanie, krótką uprawę i przenosiny. Każdy cykl generuje kolejne epizody ognia, a węgiel trafia do środowiska i zapisuje się w osadach.

Ten obraz idealnie spina wszystkie dowody w całość: wzrost liczby pożarów lokalnych oraz wyraźne ślady otwierania krajobrazu to bezpośredni efekt ludzkiego sterowania ogniem. Człowiek przestał być jedynie obserwatorem pożarów, a stał się ich głównym reżyserem, wykorzystując płomienie jako narzędzie do kształtowania przestrzeni pod osadnictwo.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Co jednak najciekawsze, wpływ pierwszych rolników na naturę był znacznie głębszy, niż mogłoby się nam wydawać. Ogień nie tylko niszczył roślinność, ale uruchamiał też całą kaskadę zmian w środowisku. Poprzez wylesianie i naruszanie struktury gleb, ludzie doprowadzili do zwiększonej erozji – pozbawiona ochronnego płaszcza drzew ziemia łatwiej spływała do jeziora wraz z deszczem. W ten sposób neolityczna gospodarka zapisała się w osadach nie tylko pod postacią węgla drzewnego, lecz także poprzez zmianę całego składu mineralnego materiału trafiającego do zbiornika.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-18T06:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T16:12:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T08:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T08:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T07:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T07:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-16T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-16T16:30:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA