Dron morski pływał sam przez 8 dni. Pędził jak szalony, ale omijał statki
Bezzałogowy katamaran T38 Devil Ray przepłynął aż 8 dni na Pacyfiku bez załogi, bez eskorty i bez interwencji operatora. Omijał statki sam, zgodnie z międzynarodowymi przepisami. To niesłychane.

Gdzieś na Pacyfiku, 740 km od kalifornijskiego wybrzeża, przez 8 dni i nocy pływał 12-metrowy katamaran z włókna węglowego. Nie było na nim ani jednego człowieka, nie towarzyszył mu żaden okręt eskortowy, nikt nie sterował nim joystickiem z odległej bazy.
T38 Devil Ray firmy MARTAC sam nawigował po otwartym oceanie, sam omijał statki handlowe zgodnie z międzynarodowymi przepisami kolizyjnymi, sam utrzymywał pozycję w 3-metrowych falach i sam wrócił do portu po wykonaniu wszystkich zaplanowanych zadań. To rekord autonomicznej pracy bezzałogowego pojazdu nawodnego w tej klasie wielkości i zarazem jeden z najbardziej wymownych sygnałów tego, dokąd zmierza morska wojskowość.
192 godzin najtrudniejszego testu, jaki może przejść dron morski
Demonstracje bezzałogowych pojazdów nawodnych nie są niczym nowym. W ciągu ostatnich lat US Navy przetestowała dziesiątki platform – od małych jednoosobowych łódek po pełnowymiarowe trimarany klasy Sea Hunter. Większość z tych testów odbywała się w kontrolowanych warunkach: przy wybrzeżu, z okrętem eskortowym w zasięgu wzroku, z operatorami gotowymi do przejęcia sterów w każdej chwili.
Test Devil Ray'a był czymś zupełnie innym. Pojazd operował na otwartym oceanie, czyli daleko od stałej infrastruktury monitoringu morskiego, tam gdzie nie dociera zasięg większości nadbrzeżnych radarów i stacji łączności. Przez 8 dni musiał radzić sobie sam ze wszystkim, co ocean może mu rzucić: ze zmienną pogodą (fale sięgały 3 m), z ruchem statków handlowych na jednej z najbardziej uczęszczanych tras żeglugowych świata i z własną mechaniką, która na oceanie nie wybacza nawet najmniejszej awarii.
Szczególnie interesujący w tym wszystkim był zaplanowany dwudniowy test na jednym silniku – 400 mil morskich od brzegu, w środku Pacyfiku. Jeden z dwóch napędów został celowo wyłączony, żeby sprawdzić, jak pojazd radzi sobie z ograniczoną mocą: czy utrzymuje kurs, czy stabilnie zbiera dane, czy system autonomii poprawnie zarządza energią. Devil Ray przeszedł ten test bez najmniejszych problemów – kontynuował swoją misję, utrzymywał pozycję i realizował zaplanowane zadania na jednym silniku, w warunkach, w których załogowy patrol z pewnością wróciłby do portu.
Karbon, dwa kadłuby i 80 węzłów. Ta maszyna jest rewelacyjna
Devil Ray T38 to nie jest typowy dron morski. To 12-metrowy katamaran zbudowany z włókna węglowego, czyli materiału znacznie lżejszego i mocniejszego od aluminium, który pozwala na osiągnięcie parametrów niemożliwych w tradycyjnej stalowej lub aluminiowej konstrukcji. Podwójny kadłub daje stabilność w wyższych stanach morza – szczególnie istotną przy operacjach wymagających stałego obrazu z sensorów, gdzie każdy przechył rozmywa dane.
Napęd stanowią tutaj dwa silniki (dostępne w wersjach diesla i benzynowej) z konfiguracją inboard/outboard. Prędkość maksymalna przekracza z kolei 80 węzłów. To ponad 150 km/h na wodzie. Ten parametr stawia Devil Ray'a w kategorii najszybszych bezzałogowych pojazdów nawodnych na świecie. Prędkość przelotowa wynosi tutaj natomiast 25 węzłów, co przy demonstrowanej 192-godzinnej autonomii daje zasięg rzędu 2000 mil morskich.
Przeczytaj także:
Najciekawiej robi się jednak w momencie, gdy T38 staje się okrętem-matką. Dzięki dwóm tonom udźwigu jednostka może służyć jako mobilna baza dla mniejszych dronów z rodziny MANTAS. Z kolei dzięki systemowi ALARS cały proces przypomina miniaturową operację lotniskowca: mniejsze pojazdy autonomicznie startują z pokładu Devil Ray, wykonują swoje zadania (np. skrytą obserwację portu czy zwiad w płytkich wodach), a potem samodzielnie na niego wracają.



















