Marku, przestań. Obrzydzasz mi najlepszą funkcję fejsa
Facebook jest jak boomer. Może i był duszą towarzystwa, ale dziś tylko wszystkich irytuje. Mark Zuckerberg i spółka obrzydzają zaś nam teraz jedną z ostatnich użytecznych funkcji.

Moje konto na Facebooku za rok będzie pełnoletnie, a sam portal istnieje jeszcze dłużej. Z początku, jak chyba każdy, byłem zachwycony możliwością zbierania pokemonów wszystkich znajomych w jednym miejscu. Tablica pełna zdjęć i postów z przemyśleniami osób, z którymi moje drogi się gdzieś-tam przecięły, wymieszana była ze śmiesznymi obrazkami od marek, które lubiłem na tyle, by kliknąć guzik „Lubię to!”. No i powiadomień z Farmville. Nikt nie narzekał.
A potem Zuckerberg uznał, że pora zacząć zarabiać.
Z roku na rok w tym głównym feedzie z wiadomościami zaczęło pojawiać się coraz mniej treści od osób, które znam oraz od marek, które lubię. Z jednej strony algorytm Facebooka zaczął nam wszystkim pchać pod nos coraz więcej reklam i to o wątpliwym charakterze, a z drugiej - coraz więcej osób, w tym przez fakt jego komercjalizacji, rezygnowało z korzystania z portalu. Ten krótki piękny okres, gdy „wszyscy” mieszkali w tej samej globalnej wiosce, skończył się w mgnieniu oka.
Internauci przesyceni reklamami i czystym spamem na Facebooku rozpierzchli się po światłowodach i masztach sieci komórkowych na wszystkie strony internetu. Niektórzy częściej zaglądają dziś na Instagrama, którego Facebook zresztą kupił i przerabia na gorsze, a inni przeskoczyli na te wszystkie kolejne Twittery, Snapchaty, Ask.fm-y, Discordy i inne TikToki. Tekst i statyczny obraz ustąpiły wpierw pod naporem Storiesków, a potem tych w pełni ruchomych i ogłupiających Rolek.
Ja z kolei, chociaż nie taki stary ciałem i młody duchem, boomerem się nie czuję, ale w internecie jestem dinozaurem i z fejsa korzystam z przyzwyczajenia. Jest jednak jedna funkcja na tym portalu, którą naprawdę lubię, a mianowicie… Grupy na Facebooku. Po tym, jak fora internetowe stawiane na phpBB by Przemo umarły śmiercią naturalną, sekcje tematyczne na fejsie je zastąpiły. Ich interfejs nie jest idealny, tak spełniają swoją rolę dla osób o konkretnych zainteresowaniach.
A nawet ich mam już dosyć i to znowu Mark jest temu winien.
Mark Zuckerberg obiecywał „Facebooka jak kiedyś”, a wyszło, jak wyszło. I pewnie, sam raczej nie wprowadza ręcznie zmian w algorytmie, który doprowadza mnie od kilku dni do szewskiej pasji, ale to nadal jego firma i to jego pracownicy przestawili wajchę. W moim feedzie, który i tak ostatnio składał się głównie z AI-slopu i postów od osób, przy których zaznaczałem, iż wolałbym danego autora widzieć mniej, bo mechanizm personalizacji walla nie działa, co drugi wpis pochodzi z jakieś Grupy.

Problem w tym, że to nie są te Grupy na Facebooku, które prowadzę lub obserwuję, jak np. te poświęcone Maine Coonom lub mojej ukochanej grze karcianej Star Wars Unlimited, tylko te, do których należą moi znajomi! Facebook najwyraźniej uznał, że w rankingu treści należy dać wysoką rangę postom i komentarzom osób z moich kontaktów na tematy wszelakie, ale tematyka tych wpisów nie pokrywa się z moimi zainteresowaniami. A przecież te po -nastu latach fejs powinien mieć rozpykane!
To, czego oczekiwałbym od feedu na Facebooku, to zdjęć słodkich kotków, starwarsowych memów, superbohaterów oraz reklam klocków Lego i elektroniki; zamiast tego dostaję poradniki motoryzacyjne oraz oferty wynajmu mieszkań na drugim końcu kraju. Ja nie wiem, kto wpadł na pomysł, by cenne piksele na ekranie, które mogły być przecież reklamami, przeznaczyć na treści zbędne, no ale jeszcze chwila i uznam, że bez fejsa i tych moich Grup jednak mogę żyć.
Facebook zgłupiał do reszty
Smutno patrzy się na to, jak internetowe imperium Marka Zuckerberga chwieje się w posadach, a chociaż od lat nieprzerwanie istnieje, to toczy się głównie za sprawą siły inercji - oraz tych boomerów, którzy przy nim wiernie trwają. Młodzi już dawno wyemigrowali w poszukiwaniu treści skrojonych na ich potrzeby, a te całe Storieski i Rolki, które Facebook rzecz jasna wprowadził również u siebie, przywodzą na fejsie jedynie na myśl mema „How do you do fellow kids”.
Od lat istnieje zaś teoria spiskowa, że smartfony nas stale podsłuchują i… wcale się nie dziwę - bo to i tak lepsze niż świadomość, iż Meta poznała nas na tyle, że jest w stanie domyślić się, o czym będziemy rozmawiać w prawdziwym świecie jeszcze zanim wpiszemy coś na klawiaturze. A dziś ten słynny algorytm Facebooka, który potrafił rozgryźć człowieka w parę minut, wywoływać stany lękowe i rzekomo wpływać na wybory, został najwyraźniej zastąpiony jakimś nowym, młodszym i idiotyczniejszym.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, iż szef Mety postanowił pójść, jak cała Dolina Krzemowa, w to całe AI, tylko zamiast usprawnić istniejące i działające rozwiązanie, wykupił od Microsoftu licencję nawet nie na Copilota, tylko na starego dobrego Clippy’ego. I może faktycznie coś w tym jest? Mark Zuckerberg po fiasko z metawersum inwestuje w te wszystkie LLM-y i inne Jarvisy, podczas gdy ten jego najbardziej rozpoznawalny produkt gnuśnieje i dziadzieje.
A na Messengera to już w ogóle szkoda strzępić ryja.
Komunikator od Facebooka przez lata był najczęściej używanym przeze mnie tego typu narzędziem, bo w jednym miejscu miałem dostęp do chatów z lwią częścią bazy moich kontaktów i to bez konieczności wymieniania się numerami telefonów. Do tego wiele osób, które zrezygnowały z regularnego postowania na Facebooku oraz przeglądania swojej tablicy, nadal korzysta z Messengera i bierze udział w konwersacjach grupowych. Ciekawe tylko, jak długo jeszcze wytrzymają.
Czytaj inne nasze teksty o internecie a.d. 2026:
Niestety postępujące gównowacenie internetu dotknęło Messengera w sposób szczególny, gdyż z biegiem lat komunikator stał się tak upośledzony, że zacząłem tęsknić za Gadu-Gadu. Mark Zuckerberg, który jest właścicielem również WhatsAppa, najwyraźniej ma dość łożenia kasy na rozwój dwóch kanibalizujących się tworów, ale nie też ma na tyle cojones, by skasować jeden z nich z serwerów. Zamiast tego robi wszystko, by zrazić użytkowników do obu.
Najgorsze w tym wszystkim jest zaś to, że nie mam wiary w to, że cokolwiek w tej materii się poprawi, a problem z upośledzaniem usług online nie dotyczy wyłącznie Mety. Praktycznie każda korporacja, puszczając nowe aktualizacje, więcej psuje niż naprawia, a zmiany nie są wprowadzane po to, by ułatwić nam życie i zachęcić do tego, abyśmy z danej usługi korzystali z chęcią, tylko po to, aby Facebook et consortes robili z nas tresowane małpki.
Tymczasem ja, narzekając i pomstując na bezdusznego i głupiejącego coraz bardziej Facebooka, dalej doomscrolluję i czuję się jak stary człowiek, który krzyczy na chmurę. No i jak meatbag psioczący na clankery. Ech.



















