UE doliczy 3 euro do przesyłek z Chin. To nic nie da, Chińczycy są gotowi
Chińskie platformy magicznie nie znikną po wprowadzeniu jednej opłaty. Azjatyckie platformy już od dawna się na to przygotowują, a my po prostu lubimy kupować taniej.

Unia Europejska chce doliczać 3 euro do małych przesyłek spoza Wspólnoty, ale to nie musi oznaczać końca tanich zakupów z Temu, Shein i AliExpress. Branża e-commerce ostrzega, że chińskie platformy już dawno nauczyły się omijać tak proste bariery. Przenoszą swój towar do europejskich magazynów, korzystają z pośredników i budują logistykę, która sprawia, że jedna nowa opłata może okazać się zbyt słabym narzędziem.
UE doliczy 3 euro, ale chińskie platformy już są krok dalej
Nowa opłata ma wejść od 1 lipca 2026 r. i obejmować wszystkie małe przesyłki spoza UE o wartości poniżej 150 euro. Ma to ograniczyć napływ bardzo tanich produktów z Azji, uszczelnić pobór należności i choć trochę wyrównać warunki gry między europejskimi sklepami a platformami, które przez lata rosły na masowym imporcie drobnicy.
Tyle że rynek nie stoi. Temu, Shein i AliExpress nie działają już wyłącznie w modelu prostego wysłania paczki z Chin bezpośrednio do klienta w Polsce, Niemczech czy Francji. Coraz więcej towarów trafia najpierw do magazynów w Europie, a dopiero potem do konsumenta jako zwykła dostawa z lokalnego centrum logistycznego. Dla klienta różnica jest bardzo często nawet korzystna, bo przesyłka przychodzi szybciej, a platforma zmniejsza ryzyko, że każda pojedyncza paczka zostanie potraktowana jak klasyczny import z kraju trzeciego.
Już dzisiaj wiele przesyłek z chińskich platform trafia do konsumentów z magazynów w Europie lub z państw, z którymi UE ma umowy o wolnym handlu – mówi Rafał Brzoska, prezes InPost.
Opłata 3 euro może uderzyć najmocniej w najbardziej prymitywny model sprzedaży, czyli w bardzo tanie, pojedyncze drobiazgi wysyłane prosto spoza UE. Nie musi jednak zatrzymać całego biznesu, który w ostatnich latach zdążył się gruntownie przeorganizować.
To europejskie magazyny najwięcej tu mieszają
Największym problemem dla regulatorów jest to, że chińskie platformy nie konkurują już wyłącznie ceną samego produktu. Konkurują całym systemem: aplikacją, algorytmami sprzedaży, promocjami, logistyką, agresywnym marketingiem i ogromną skalą zamówień. Jeżeli produkt jest już w europejskim magazynie, nowa opłata od małej przesyłki spoza UE traci część swojej siły rażenia, bo po prostu nie będzie mieć zastosowania.
Samo nowe cło od małych paczek nie zatrzyma chińskich platform. Temu czy Shein już dziś przerzucają się na europejskie magazyny, inwestują w logistykę w UE i wykorzystują luki w umowach handlowych. To będzie nieustanne gonienie króliczka, gdzie regulator reaguje z opóźnieniem na kolejne obejścia systemu – komentuje Sebastian Błaszkiewicz, szef sprzedaży w Univio.
To nie znaczy oczywiście, że platformy nie odczują zmian. Dla ultratanich produktów każda dodatkowa opłata ma znaczenie. Przy koszyku za kilka euro doliczenie 3 euro może zabić impulsowy zakup. Jednak przy większym koszyku, darmowej dostawie od określonej kwoty albo towarze skonsolidowanym w magazynie koszt można rozłożyć, ukryć w promocji albo przenieść na klienta w sposób mniej widoczny. To właśnie dlatego branża mówi raczej o gonieniu króliczka niż o przełomie. Regulator uszczelnia jeden kanał, a platformy przesuwają wolumen do drugiego.
Skala importu po prostu wymknęła się zbyt starym przepisom
Obecne unijne przepisy celne były po prostu projektowane z myślą o zupełnie innym świecie. Zwalnianie z opłat celnych przesyłek o wartości do 150 euro miało rację bytu w czasach, gdy drobne paczki stanowiły zaledwie niewielki margines światowego handlu. Jednak w epoce takich gigantów, jak Temu czy Shein ten rzekomy margines przepoczwarzył się w przytłaczającą masę. Wystarczy wspomnieć, że tylko w 2024 r. do Unii Europejskiej trafiły miliardy takich małych przesyłek, z których absolutna większość przebyła drogę prosto z Chin, wymuszając drastyczną zmianę rynkowych reguł.
Europejscy sprzedawcy od lat otwarcie alarmują, że zmuszeni są konkurować z podmiotami o drastycznie niższych kosztach operacyjnych, które bez skrępowania sztucznie rozbijają wysyłki i sprytnie wykorzystują luki w obowiązującym systemie. Ponadto krajowe administracje celne wręcz toną pod gigantyczną lawiną drobnych deklaracji, które często opiewają na śmiesznie niskie kwoty i zawierają dane bardzo wątpliwej jakości.
Pamiętajmy także, że wręcz w zastraszającym tempie rośnie zagrożenie związane z bezpieczeństwem samych produktów. Na unijny rynek masowo trafiają kosmetyki, elektronika, zabawki, tekstylia i akcesoria, które niejednokrotnie całkowicie omijają rygorystyczne europejskie normy jakości i bezpieczeństwa. Opłata 3 euro jest więc próbą szybkiej reakcji na lawinę, która już się wydarzyła i nie zamierza się zatrzymać. Nie rozwiązuje jednak pytania, kto naprawdę odpowiada za produkt, jego wartość, zgodność z normami i podatki.
Prawdziwa zmiana ma nadejść dopiero po 2028 roku
Najważniejsza reforma nie mieści się w samej opłacie. Dużo większe znaczenie może mieć unijny system EU Customs Data Hub, który ma zacząć działać dla e-commerce od 2028 r. Chodzi o cyfrowe centrum danych celnych, które ma pozwolić lepiej śledzić przesyłki, deklaracje, sprzedawców i platformy.
Najistotniejsza zmiana polega na tym, że platformy sprzedażowe mają zostać formalnie potraktowane jak importerzy. To ogromna różnica, bo dziś odpowiedzialność bywa rozproszona między sprzedawcę, platformę, operatora logistycznego, pośrednika i klienta. Po reformie znacznie trudniej będzie udawać, że platforma jest tylko tablicą ogłoszeń, a nie rzeczywistym organizatorem sprzedaży do Europy.
Jeśli ten model zadziała, to zniknie część wygodnych szarych stref. Platforma będzie musiała odpowiadać za cła, VAT, dane i bezpieczeństwo produktów. Wtedy napis wysyłka z magazynu w UE nic nie da, bo liczyć się będzie pełna ścieżka produktu, a nie tylko ostatni etap dostawy.
Klient nadal będzie patrzył na cenę, bo po prostu taka jest jego natura
Nie można też udawać, że popularność największych, azjatyckich platform sprzedażowych wynika wyłącznie z luk prawnych. Klienci tam kupują, bo widzą niską cenę, szeroki wybór i prostą aplikację. Nawet jeśli część produktów zdrożeje o kilka euro, wielu konsumentów nadal uzna, że opłaca się czekać albo kupować większe koszyki.
Platformy mogą też szybko przestawić promocje. Rabat, kupon, darmowa dostawa, pakiet produktów albo przesunięcie kosztu w cenę bazową wystarczą, żeby klient nie widział opłaty wprost. W e-commerce psychologia ceny bywa równie ważna jak sama cena, a może czasem i ważniejsza. Jeżeli końcowy koszyk nadal wygląda atrakcyjnie, opłata celna może stać się tylko kolejną pozycją ukrytą w mechanice promocji.
Przeczytaj także:
Hasło koniec tanich zakupów z Chin jest zdecydowanie przedwczesne. Bardziej prawdopodobny jest koniec najtańszego, najmniej uporządkowanego modelu importu. Sama chińska oferta zostanie, tylko będzie coraz mocniej opakowana w europejską logistykę.



















