REKLAMA

Planetoida, która groziła Ziemi, zmieniła swój cel. Teraz może walnąć w... Księżyc

Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że może to być scenariusz rodem z hollywoodzkiego thrillera. Planetoida 2024 YR4 – skała wielkości piętnastopiętrowego budynku – miała rekordowe, 3,1 proc. szanse na uderzenie w Ziemię. To najwyższy wynik w historii obserwacji tego typu zagrożeń. Naukowcy z całego świata wstrzymali oddech, a społeczność zajmująca się obroną planetarną ruszyła do działania. Dziś już wiemy: 2024 YR4 nie trafi w naszą planetę. Ale...

Planetoida, która groziła Ziemi, zmieniła swój cel. Teraz może walnąć w... Księżyc
REKLAMA

Nowe dane z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba sugerują coś równie intrygującego – szanse, że planetoida 2024 YR4 uderzy w Księżyc, wzrosły do 3,8 proc. Jeśli do tego dojdzie, będzie to wydarzenie bez precedensu. Taka księżycowa katastrofa mogłoby dostarczyć cennych danych o tym, jak chronić Ziemię w przyszłości.

Nowe odkrycia i nowe pytania

REKLAMA

Według Richarda Moissla, szefa biura obrony planetarnej Europejskiej Agencji Kosmicznej to więcej niż tylko statystyka – to realna szansa na zaobserwowanie zjawiska, które mogłoby zrewolucjonizować naszą wiedzę o kosmicznych kolizjach.

Choć 3,8 proc. może nie wydawać się dużo, w skali astronomicznej to naprawdę wysoki wynik. Dla porównania – jeszcze kilka tygodni temu prawdopodobieństwo kolizji z Ziemią wynosiło zaledwie 3,1 proc., a już wtedy wywołało to ogromne poruszenie wśród naukowców i mediów.

Dziś, gdy ryzyko uderzenia w naszą planetę spadło do niemal zera pojawia się nowa zagadka - co się stanie, jeśli planetoida trafi w Księżyc?

Planetoida większa niż zakładano. Próg zagrożenia został przekroczony

Dzięki obserwacjom teleskopu Jamesa Webba poznaliśmy również dokładniejsze rozmiary 2024 YR4. Wcześniej sądzono, że ma od 40 do 90 m średnicy, czyli tyle, ile boisko piłkarskie. Teraz wiadomo, że skała ma od 53 do 67 m – czyli wysokość typowego 15-piętrowego bloku mieszkalnego.

To bardzo ważne, ponieważ właśnie 50 m to granica, po której przekroczeniu uruchamiane są globalne procedury obrony planetarnej.

Na tym zdjęciu widać niedawne obserwacje planetoidy 2024 YR4 wykonane przez Webba przy użyciu zarówno Near-Infrared Camera (NIRCam), jak i Mid-Infrared Instrument (MIRI) . Dane z NIRCam pokazują światło odbite, podczas gdy obserwacje MIRI pokazują światło termiczne. Jest to najmniejszy obiekt, jaki do tej pory zbadał Webb, a także jeden z najmniejszych obiektów, którego wielkość udało się bezpośrednio zmierzyć.

Jak zauważa Moissl, gdyby nadal istniało choćby 1 proc. szansy na kolizję z Ziemią, NASA i ESA już dziś uruchamiałyby misje, których celem byłoby zepchnięcie planetoidy z kursu kolizyjnego. A takie operacje są nie tylko kosztowne, ale i technologicznie bardzo skomplikowane.

Jak można obronić Ziemię przed planetoidą?

Pomysłów nie brakuje: od uderzeń kinetycznych, przez wykorzystanie wiązek laserowych, aż po broń nuklearną. Problem w tym, że tylko jeden z tych pomysłów został przetestowany w rzeczywistości. W 2022 r. NASA przeprowadziła misję DART, która z powodzeniem zmieniła trajektorię niewielkiej planetoidy, zderzając z nią sondę kosmiczną.

Ale 2024 YR4 to zupełnie inna liga. To pierwszy tak mały obiekt, który był celem teleskopu Webba – i właśnie dzięki temu udało się zebrać nowe, fascynujące dane. ESA podaje, że powierzchnia planetoidy prawdopodobnie nie zawiera drobnoziarnistego regolitu, co może świadczyć o jej szybkim ruchu obrotowym i nieco nagiej strukturze, typowej raczej dla mniejszych, pięściowych skał kosmicznych.

Przeprowadzono też obserwacje w celu zbadania właściwości termicznych 2024 YR4, w tym szybkości nagrzewania i stygnięcia oraz temperatury w obecnej odległości od Słońca.

Pomiary te wskazują, że ta asteroida nie ma takich samych właściwości, jakie mają większe asteroidy. Jest to prawdopodobnie połączenie jej szybkiego obrotu i braku drobnoziarnistego piasku na powierzchni. 

Więcej na Spider's Web:

Księżyc jako poligon badawczy

Choć nikomu nie życzy się kolizji z ciałem niebieskim, możliwość uderzenia w Księżyc fascynuje naukowców. Dlaczego? Bo to szansa na zbadanie skutków takiej kolizji bez ryzyka dla życia na Ziemi. Mark Burchell, astrofizyk z Uniwersytetu Kent w Wielkiej Brytanii, twierdzi, że taka sytuacja to wręcz „idealne laboratorium eksperymentalne”.

Uderzenie mogłoby być widoczne z Ziemi nawet przez teleskopy amatorskie, a dane zebrane przez obserwatoria na całym świecie pozwoliłyby dokładniej przewidzieć, jak radzić sobie z podobnymi zagrożeniami w przyszłości. To, co dziś wydaje się niepokojącą ciekawostką, jutro może stać się kluczem do ochrony życia na naszej planecie.

Co dalej z 2024 YR4?

Naukowcy nie spuszczają oka z tego kosmicznego intruza. Teleskop Jamesa Webba ma ponownie obserwować planetoidę już w przyszłym miesiącu. Dzięki temu poznamy więcej szczegółów dotyczących jej składu, trajektorii i ewentualnego wpływu na Księżyc.

REKLAMA

Jedno jest pewne - 2024 YR4 pokazała nam, jak kruche jest nasze bezpieczeństwo w skali kosmicznej – i jak ważna jest szybka, precyzyjna reakcja. Tym razem się udało. Ale Ziemia pozostaje na celowniku Wszechświata – i tylko technologia oraz nauka mogą zapewnić nam skuteczną tarczę.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-04T06:46:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-04T06:01:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T21:28:20+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T21:07:54+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T20:38:19+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA