REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Oto Xiaomi Mi Band 7 Pro. Trzeba było tak od razu, zamiast odgrzewać siódmy raz tego samego kotleta

Razem z imponującym Xiaomi 12S Ultra zadebiutował też inny gadżet. To opaska Xiaomi Mi Band 7 w wersji Pro. Patrzę na nią i nie rozumiem, po co Xiaomi odgrzewało kotleta o nazwie Mi Band 7. Czas najtańszych, okrojonych opasek, już przeminął.

Xiaomi Mi Band 7 Pro oficjalnie. No i trzeba było tak od razu
REKLAMA

Niedawno recenzowaliśmy Xiaomi Mi Band 7, czyli najnowszą generację "taniej" opaski Xiaomi. Ten produkt bardzo wymęczył zarówno mnie jak i Dawida Kosińskiego, który również testował opaskę. Poczułem ulgę, kiedy po dwóch tygodniach zdjąłem Mi banda 7 i spakowałem go do pudełka.

REKLAMA

Co poszło nie tak? Przede wszystkim sprzęt przestał być wygodny. Ekran urósł, ale zwiększyła się też obudowa, i to praktycznie w każdym wymiarze. Z małego gadżetu, który ma być niewyczuwalny na nadgarstku, zrobił się potworek, który nieustannie zahacza o rękawy i powoduje dyskomfort kiedy śpimy z ręką pod poduszką (wysoka piątka dla wszystkich, którzy tak śpią).

Dodajmy do tego zacinające się oprogramowanie, bardzo niewielkie realne zmiany względem Mi Banda 6 (właściwie liczy się tylko Always On Display), coraz słabszy akumulator, a w końcu absurdalną cenę (prawie 300 zł na premierę) i wychodzi produkt, który zatracił swoje pierwotne założenia.

Poza tym, czy nie irytuje was, że co roku musi wyjść nowa generacja taniej opaski, która nie wnosi praktycznie żadnych nowości? Przecież takiego sprzętu nie wymienia się co rok, bo i po co? Świat tonie w plastiku i naprawdę nie potrzebuje kolejnej porcji elektrośmieci wyrzuconych zaledwie po roku używania.

Xiaomi Mi Band 7 Pro zapowiada się o wiele lepiej

Xiaomi Mi Band 7 Pro

Najważniejszą zmianą na plus wydaje się być kształt Xiaomi Mi Band 7 Pro. Zamiast przerośniętej pastylki mamy zdecydowanie bardziej klasyczny kształt, który zbliża się wyglądem do smartwatcha. Tą drogą idzie też Huawei, a jego najnowszy Band 7 pokazał, że taki kształt opaski jest o wiele wygodniejszy niż pastylka znana z Xiaomi. Front ma większą powierzchnię, ale jednocześnie bryła jest krótsza i bardziej płaska, dzięki czemu zdecydowanie lepiej leży na nadgarstku. Spodziewam się, że tak samo będzie w Mi Bandzie 7 Pro.

Większa powierzchnia to także większy ekran, który w Mi Bandzie 7 Pro ma 1,64 cala. Jest to panel AMOLED z zagęszczeniem pikseli 326 PPI. Różnica jest spora i powinna wpłynąć pozytywnie na czytelność powiadomień.

Do tego są różnice w oprogramowaniu. Interfejs wygląda inaczej, mamy do dyspozycji 180 wbudowanych tarcz (swoją drogą, wygląda na to, że przynajmniej część będzie estetyczna), a do tego mamy 117 dyscyplin sportowych, które możemy mierzyć.

Na deser: Xiaomi Mi Band 7 Pro ma wbudowany GPS!

Ta zmiana sprawia, że nowa opaska będzie zdecydowanie bardziej użytecznym gadżetem dla każdego sportowca. Używanie GPS na pewno wpłynie na akumulator, ale Xiaomi twierdzi, że maksymalny czas pracy opaski (czyli zapewne bez włączonego GPS-a) to 12 dni.

Xiaomi Mi Band 7 Pro ma też wbudowany moduł NFC, który na niektórych rynkach pozwoli używać płatności zbliżeniowych. Zobaczymy, czy wersje dostępne w Polsce umożliwią płacenie.

Na dodatek cena Xiaomi Mi Band 7 Pro wypada bardzo atrakcyjnie. Opaska w Chinach kosztuje 399 yuanów, czyli ok. 60 dol., a to z kolei daje ok. 300 zł. Jest to więc poziom cenowy… bazowego Mi Banda 7, choć pamiętajmy, że końcowa cena poza Chinami może być wyższa.

Czas najtańszych opasek już przeminął

Seria Xiaomi Mi Band od lat była szalenie popularna. Opaski tej marki widać w polskich miastach na każdym kroku, a do tego czytelnicy i widzowie bardzo chętnie śledzili każdą nową premierę Mi Banda. W przypadku Mi Banda 7 obserwujemy, że coś się zmieniło, bo zainteresowanie jest znacznie mniejsze. Być może to efekt nie najlepszego odbioru siódemki, ale mam wrażenie, że chodzi o coś więcej.

REKLAMA

Ten segment po prostu nie wymaga nowości. Kiedy Xiaomi Mi Band 6, 5, 4, a nawet 3 cały czas działają dobrze i mają właściwie komplet potrzebnych funkcji, to po co nam siódemka? Kto miał kupić Mi Banda, ten już to zrobił, a wymiana opaski na nowy model po prostu nie ma sensu, o ile poprzednie urządzenie nadal działa. A rzeczywistość pokazuje, że starsze Mi bandy jak najbardziej działają.

Dlatego nie zdziwię się, jeśli Mi Banda 8 po prostu nie będzie. Nikt za nim nie zapłacze, pod warunkiem że producent będzie rozwijał modele Pro. To właśnie w nich leży dziś potencjał i to one są bardziej rozwojowym produktem, który wystarczy użytkownikom na lata. Dla Xiaomi to plus, bo spora część użytkowników zwykłych Mi Bandów mogłaby przesiąść się na wersję Pro.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA