Tech  /  Artykuł

Hue ma od teraz zupełnie nową aplikację. I już udało mi się ją sprawdzić

Picture of the author

Kiedy myślimy o zdalnie sterowanym oświetleniu w domu, prawdopodobnie od razu do głowy przychodzi nam Hue. A chwilę później pojawia się myśl, że coś dawno nie było już większych zmian w aplikacji, a zdecydowanie by się przydały. I oto są.

Dla przypomnienia, aplikacja mobilna Hue w wersji 3.0 zdebiutowała w maju 2018 r., czyli niemal dokładnie trzy lata temu. Przez ten czas aktualizowano ja i usprawniano, ale w końcu przyszedł czas na zupełnie nową wersję.

Oto aplikacja Hue 4.0.

I już na tym jednym zrzucie ekranu widać trzy, a może i nawet cztery nowości.

Po pierwsze - zmienił się, choć nie drastycznie, wygląd i wzornictwo stosowane właściwie w całej aplikacji. Dla porównania, tak wygląda ten sam ekran w poprzedniej wersji:

Nie dam wprawdzie głowy, czy taka gradientowa zmiana w 2021 r. to zmiana na lepsze, ale jeśli ktoś spodziewał się odświeżenia wizualnego - oto i ono.

Po drugie - w lewym górnym rogu ekranu widnieje teraz przycisk umożliwiający szybkie przełączanie się pomiędzy różnymi mostkami przypisanymi do naszego konta. Wcześniej było to również możliwe, ale trzeba było przekopywać się przez ustawienia - teraz wystarczą dwa kliknięcia. Co zabawne, akurat zupełnym przypadkiem mam na testach dwa mostki Hue, więc mogłem sprawdzić, czy to działa. I działa:

Po trzecie - osoby, które znają aplikację Hue na pamięć, prawdopodobnie zobaczą, że opcja Rutyny została zastąpiona przez inną opcję - Automatyzację. Po co i co to zmienia - o tym za chwilę.

Spore zmiany pojawiły się bowiem także w zakładkach poszczególnych pomieszczeń i stref.

Teraz wygląda to tak:

A wcześniej wyglądało tak:

Dostajemy więc dużo wygodniejszy dostęp do scen, nieco kosztem szybszego dostępu do ustawień poszczególnych świateł. Teraz, żeby wyregulować jasność poszczególnych źródeł, trzeba w nie klikać i dopiero wtedy zmieniać wybrane parametry:

Przy czym jestem niemal w stanie się założyć, że większość osób i tak częściej korzystała ze scen w aplikacji, niż z opcji przyciemniania pojedynczych źródeł. Tym bardziej, że cały czas istnieje możliwość globalnego zmniejszenia jasności, np. w momencie, kiedy zasiadamy do oglądania telewizji.

Zdecydowanie wybieram opcję scenową.

Przy okazji - dwie kolejne nowości. Pierwszą jest fakt, że elementy w widoku pokoju można dowolnie przemieszczać, tak samo jak ikony aplikacji na ekranie głównym naszego smartfona. Dotyczy to zarówno ikon scen, jak i ikon poszczególnych punktów świetlnych.

Kolejną nowością jest uproszczenie masy ustawień.

Wcześniej, żeby zmienić większość bardziej zaawansowanych opcji, trzeba było opuszczać aktualny ekran aplikacji Hue, przechodzić do zakładki z ustawieniami i tam działać dalej. Mało intuicyjne, a czasami wręcz frustrujące.

Teraz większość ustawień dotyczących świateł można zmieniać z poziomu ekranu głównego albo ekranu pomieszczenia. Przeniesiono tutaj też funkcję dodawania nowych żarówek do pokoju - mam akurat świeże wspomnienia związane z realizacją tego procesu w starszej aplikacji i nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie dało się tego zrobić inaczej i bardziej logicznie. Jak widać - dało się.

A o co chodzi z tymi automatyzacjami?

Dlaczego zmieniono nazwę - nie jestem pewien. Ale za to wiem, że wprowadzono przy tej okazji sporo nowości - i aż trudno uwierzyć, że to faktycznie nowości.

Przykładowo od teraz dla scen bazujących na wschodzie albo zachodzie słońca, można ustalić, z jakim wyprzedzeniem albo opóźnieniem ma zostać zrealizowana scena. Korzystam z takiego rozwiązania na co dzień w innym systemie i trudno mi nie cieszyć się z tego, że ta opcja trafiła też do Hue. W końcu np. zapalanie się świateł w domu ma najwięcej sensu, jeśli zapalają się na chwilę przed tym, jak zrobi się całkiem ciemno - nie w tym samym momencie.

Inne nowości? Możemy chociażby ustalić automatyzację bazującą na geolokalizacji w powiązaniu z innymi smartfonami (ależ tego brakowało!). Co to oznacza? Że jeśli wyjdziemy z domu, ale zostanie w nim inny użytkownik przypisany do naszego mostka, to nie zgasną mu nagle wszystkie światła - zgasną tylko wtedy, kiedy wszyscy faktycznie wyjdą z domu.

Chyba że jesteśmy złośliwi, to oczywiście możemy przypisać całą automatyzację tylko do naszego smartfona. Zresztą takie samolubne rozwiązanie ma też sens np. wtedy, kiedy pracujemy w domu i do automatyzacji przypiszemy oświetlenie w naszym biurze, a nie w całym domu.

Dodatkowo można wskazywać też czasu zakończenia automatyzacji. I tak np. można teraz w jednym procesie konfiguracyjnym ustawić automatyczne włączanie świateł o zachodzie słońca i ich wyłączanie o 23:00. Albo automatyczne włączanie o 6:00 i wyłączanie 30 minut po wschodzie słońca. Kombinacje są właściwie dowolne.

W bonusie dostajemy jeszcze opcję losowego włączania i wyłączania świateł w podanych przedziałach czasowych - idealne na wyjazdy wakacyjne. Na przykład pomiędzy 6 a 10, a potem między 18 a 23 co jakiś czas będą się włączały i wyłączały światła, symulując naszą obecność.

Co jeszcze?

Chociażby nowy, przestrzenny ekran konfiguracji świateł w naszej strefie rozrywki (wcześniej było 2D). Przy czym ta przestrzenność jest raczej umowna - po prostu dostajemy ładny obrazek pokoju z naszymi światłami i możemy je dopasować na ekranie do ich lokalizacji w rzeczywistym pokoju. Nie można niestety zmieniać parametrów samego pomieszczenia, więc całość jest raczej poglądowa, ale i tak jest nieźle i dużo łatwiej potem zorientować się, które światło jest które. Tym bardziej, że można w tym trójwymiarowym modelu ustawiać też wysokość poszczególnych świateł.

Kiedy?

Prawdopodobnie już w najbliższym czasie będzie można przeglądać sklepy z aplikacjami w poszukiwaniu aktualizacji. I naprawdę warto, bo większość zmian jest zdecydowanie na plus. Trzeba się tylko pogodzić z tym, że - a przynajmniej tak było u mnie - na początku aplikacja może trochę chrupać po aktualizacji i miejscami mogą pojawić drobne przycięcia. Szczęśliwie po niezbyt długim czasie te problemy zniknęły i mam nawet wrażenie, że całość działa sprawniej niż poprzednie wydanie.