Sprzęt  /  Artykuł

Miałeś dość bałaganu w USB-C? To świetnie, bo USB-C ma nowy standard 2.1

Picture of the author

Standard USB-C jest wybawieniem dla osób, które korzystają tylko z ładowarek do smartfonów i jednocześnie katastrofą dla osób, które wykorzystują przewody również do przesyłania obrazu, dźwięku, danych i energii jednocześnie. Gdyby standardów było za mało, to właśnie dochodzi do nich najnowszy: USB-C 2.1.

Standard USB-C z jednej strony mocno usprawnił temat ładowarek do naszej elektroniki. Zasadniczo jednym przewodem naładujemy wiele nowoczesnych sprzętów, od smartfonów, poprzez akcesoria typu słuchawki, czy kontrolery gier, aż po laptopy.

Problem zaczyna się w momencie, kiedy chcesz wykorzystać pełnię możliwości przewodu USB-C i np. podłączyć jednym przewodem laptop do monitora. W teorii jest pięknie: monitor wysyła do laptopa energię, laptop do monitora obraz i dźwięk, a do tego hub USB w monitorze pozwala podpiąć zewnętrzne akcesoria, w tym np. dyski.

Wszystko wydaje się proste do momentu, aż w praktyce okazuje się, że z jakiegoś względu coś w tej układance nie działa. Co i dlaczego? Cóż, winowajcą jest zazwyczaj standard USB. Nie każdy przewód umożliwia ładowanie z odpowiednią mocą, a do tego nie każdy ma zaimplementowaną najnowszą wersję protokołu Display Port. Może się okazać, że na monitorze 4K zobaczysz tylko obraz w 30 kl./s, co na panelu o odświeżaniu 60 Hz wywołuje zawroty głowy.

Niestety bardzo często sami sprzedawcy nie wiedzą, co sprzedają. A pamiętajmy, że USB-C to tylko wtyczka, wewnątrz której mogą znajdować się następujące standardy transferu:

  • USB 1.1: do 1,5 MB/s
  • USB 2.0: do 60 MB/s
  • USB 3.1 gen. 1: do 625 MB/s
  • USB 3.1 gen. 2: do 1,25 GB/s

Każdy z nich wygląda dokładnie tak samo.

Teraz do tego wszystkiego dochodzi nowy standard: USB-C 2.1.

Zauważmy, że jest to standard samej wtyczki, wewnątrz której teoretycznie może się znaleźć interfejs transferu od USB 1.1 po USB 3.1 gen 2. Pomińmy jednak to narastające rozwarstwienie standardów i skupmy się na nowościach.

Te są znaczące, bowiem standard USB-C 2.1 wprowadza ładowanie z mocą do 240 W. To ogromny skok względem dotychczasowego rozwiązania, które gwarantowało ładowanie z mocą do 100 W.

Jak ta zmiana może sprawdzić się w praktyce?

Weźmy na tapet np. nowego iMaca z ekranem 24”. Sam ultranowoczesny procesor Apple M1 pobiera jakieś 30 W mocy pod maksymalnym obciążeniem, ale pamiętajmy, że w iMaku trzeba też zasilić ekran, głośniki, a także podłączone akcesoria zewnętrzne, np. dyski. W związku z tym zasilacz komputera ma 140 W.

Taka moc sprawiła, że Apple nie mógł zastosować przewodu USB-C do zasilania komputera, ponieważ dotychczas ten standard zapewniał tylko 100 W mocy. W sam raz do laptopa, ale nieco za mało do maszyny stacjonarnej. W następstwie tej decyzji trzeba było zastosować w komputerze gniazdo zasilania, ale problem polegał na tym, że iMac jest… za cienki na typową wtyczkę. Grubość nie pozwoliła nawet na umieszczenie portu minijack z tyłu obudowy, bo wtyczka jest grubsza niż cały komputer. Apple postawił na autorskie, magnetyczne złącze zasilania, które nie ma wielkiego sensu przy stacjonarce, ale za to mieści się na cienkiej obudowie.

Nowy standard USB-C 2.1 mógłby z powodzeniem dostarczyć mocy do takiego iMaca, bez konieczności uciekania się do dziwnych i przekombinowanych rozwiązań. To pokazuje, że nowy standard powinien szybko znaleźć zastosowanie na rynku.