Tech  /  News

Jacyś idioci bawią się w Polsce w zatrzymywanie pociągów. Sprawców nie da się zlokalizować

Picture of the author

Były lasery oślepiające pilotów, teraz jest „moda” na zatrzymywanie pociągów. A właściwie, powiedzmy sobie wprost: ataki. Osoba, która jest za nie odpowiedzialna, doskonale wie, co robi. Służby mają póki co związane ręce – „żartowniś” jest nie do zlokalizowania.

Wszystko jest możliwe dzięki systemowi Radio-Stop. Stosuje go PKP, bo umożliwia zatrzymanie będących w ruchu pociągów, gdy zachodzi zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu. Sęk w tym, że ktoś hamuje jadące pojazdy bez powodu - informuje serwis nakolei.pl.

Nie ma tutaj mowy o przypadku. Jak tłumaczy Wikipedia:

Jego uruchomienie następuje poprzez wciśnięcie przycisku „Alarm” kolejowego urządzenia łączności, które rozpoczyna wysyłanie drogą radiową specjalnego sygnału dźwiękowego – trzech następujących po sobie tonów o różnej częstotliwości, powtarzanych cyklicznie (sygnał A 1r). Za pośrednictwem urządzeń samoczynnego hamowania pociągu następuje wówczas zahamowanie wszystkich pojazdów trakcyjnych znajdujących się w zasięgu urządzenia.

Jak widać, aby zatrzymać pociąg trzeba mieć odpowiedni sprzęt, znać odpowiednie częstotliwości i sekwencje

Tymczasem ataków przybywa. W samym tylko kwietniu opolska Straż Ochrony Kolei miała cztery zgłoszenia. W całym kraju doszło już do 60 incydentów. Jak tłumaczy Adam Radek, rzecznik Komendy Regionalnej Straży Ochrony Kolei w Opolu, służby nie są w stanie zlokalizować nadajnika i osoby go obsługującej. „O każdym takim przypadku informujemy policję i sprawca musi liczyć się z odpowiedzialnością karną” – dodał.

Kolej zmaga się z problemem, który od dawna trapi lotnictwo. Tyle że w przypadku samolotów sprawa jest nie tylko prostsza, ale jeszcze bardziej niebezpieczna. Osoby o wybitnym poczuciu humoru kupują prosty laser, a jego wiązkę kierują w kabinę pilota. Skala była na tyle duża, że Urząd Lotnictwa Cywilnego przeprowadził specjalną kampanię:

Profil Poland On Air pokazał kiedyś, jak wygląda laser z perspektywy pilota. I faktycznie nawet prosty sprzęt jest w stanie oślepić sterującego, który np. w trakcie podchodzenia do lądowania musi być szczególnie skupiony.

Zagrożenie jest poważne, bo oślepiona była nawet załoga śmigłowca ratunkowego, którego misją jest przecież ratowanie życia. Mimo że za emitowanie grozi nawet kara pozbawienia wolności do roku, „dowcipnisie” czują się bezkarni. Niestety podobnie jest w przypadku osób korzystających z systemu zatrzymującego pociągi. A cierpią pasażerowie, bo każdy niechciany przystanek to strata czasu.