Kosmos  /  Felieton

Elon Musk mówi, że Mars będzie niezależny od rządów na Ziemi. Prawnicy mówią coś innego

Picture of the author
5296 interakcji
dołącz do dyskusji

Elon Musk jest chyba jedyną osobą na świecie, która kilkanaście lat temu stwierdziła, że fajnie byłoby polecieć na Marsa i stworzyć tam kolonię rodem z filmów sci-fi i od tego czasu konsekwentnie zmierza do realizacji tego celu.

Przez ostatnią dekadę jego firma SpaceX dokonała wielu osiągnięć, które sprawiły, że coś, co było wizją czysto fantastyczną, stało się projektem niezwykle trudnym i ambitnym, ale jednocześnie znajdującym się już w zasięgu możliwości ludzkości.

Stworzenie rakiety Falcon 9, opanowanie wielokrotnych startów i lądowań tej samej rakiety, pierwsze prywatne loty kosmiczne (na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej) oraz pierwsze obiecujące loty zupełnie nowej rakiety Starship wskazują, że Musk nie przebiera w środkach i konsekwentnie robi dokładnie to, co sobie założył.

Pozorna łatwość i tempo rozwoju tej firmy stały się nowym benchmarkiem dla konserwatywnych dotychczas podmiotów z branży kosmicznej. Jednocześnie Elon Musk od czasu do czasu, podczas wywiadów czy konferencji chętnie mówi o swojej wizji przyszłości, a w szczególności przyszłości ludzi na Marsie.

Zwykle przesadnie optymistyczne plany Muska mówią o lądowaniu pierwszych ludzi na Marsie jeszcze w latach dwudziestych obecnego wieku. Owszem, specjaliści mówią, że jest to wizja nierealna, i może minąć nawet 30-50 lat, zanim faktycznie będziemy w stanie bezpiecznie dostarczyć ludzi na powierzchnię Marsa, ale należy pamiętać, że Elon Musk wielokrotnie już ucierał nosa sceptykom.

Pomijając problemy techniczne związane z opracowaniem rakiety czy statku wiozącego ludzi na Marsa, to jednak załogowa misja na Czerwoną Planetę bardzo różni się od lotu np. na Księżyc. Każda potencjalna wyprawa na Marsa to miesiące lotu w jedną stronę, bez możliwości natychmiastowego powrotu. Z uwagi na różne okresy orbitalne Ziemi i Marsa, każda załoga startująca z Ziemi będzie musiała spędzić długie miesiące na powierzchni Marsa, zanim obie planety znajdą się ponownie w konfiguracji umożliwiającą powrót na Ziemię.

Stąd tez Elon Musk myśląc o Marsie nie myśli o wyprawach badawczych, a o stworzeniu samowystarczalnej kolonii, dla której Mars stanie się nowym domem. Ambitne plany mówią o wysłaniu nawet miliona ludzi na Marsa.

Kolonia na Marsie nie będzie 51. Stanem USA

W 2018 r.  podczas jednej z konferencji Elon Musk podzielił się swoją wizją tego, w jaki sposób będzie zarządzana kolonia. Według niej kolonia będzie całkowicie niezależna od Ziemi i będzie w niej panowała swego rodzaju bezpośrednia demokracja, w której wszelkie kwestie będą rozwiązywane w drodze głosowania przez wszystkich obywateli, bez żadnych pośredników czy reprezentantów.

W 2020 r. natomiast czujni pierwsi użytkownicy Internetu dostarczanego przez satelity Starlink dostrzegli w swoich umowach o świadczenie usług, tajemniczy zapis dotyczący Marsa. W jednym z punktów zapisano, że choć na orbicie okołoziemskiej i okołoksiężycowej, wszelkie spory rozstrzygane będą zgodnie z prawem stanu Kalifornia, to już na Marsie lub w drodze na Marsa (za pomocą Starshipa lub innego statku kolonizacyjnego) strony uznają, że Mars jest wolną planetą i żaden rząd na Ziemi nie posiada żadnej władzy nad działaniami podejmowanymi na Marsie. Wszelkie spory zatem będą rozstrzygane według zasad niezależnie ustanowionych już na Marsie.

To tylko ciekawostka

Prawnicy wskazują, że taki zapis jest tylko ciekawostką i nie stanowi żadnego istotnego prawa. Ba, tak naprawdę na razie nie wiadomo nawet kiedy mogłoby dojść do lotu pierwszych kilku osób na Marsa. Tym bardziej zatem nie wiadomo kiedy na Marsie miałaby powstać kolonia, która faktycznie potrzebowałaby jakiejś formy rządu.

Jak jednak zauważa prawnik Randy Segal z firmy Hogan Lovells w rozmowie z dziennikiem The Independent, Musk może w ten sposób rozpoczynać dyskusję nt. prawa obowiązującego w koloniach pozaziemskich.

W ten sposób Musk może kłaść jakieś podwaliny pod konstytucję czy deklarację niepodległości na Marsie. Tak samo wszak zrewolucjonizował rynek samochodów elektrycznych czy wynoszenia ładunków w przestrzeń kosmiczną. (…) Czy takie zapisy w umowie są wiążące? Mogę jasno powiedzieć: nie. Z drugiej strony, jeżeli będzie często o tym wspominał, to z czasem ludzie mogą się do tego pomysłu przekonać

- mówi Segal.

Choć prawnicy przepytywani przez gazetę wskazują, że jakiekolwiek tworzenie przepisów i prawa obowiązującego na Marsie to pieśń przyszłości, to jednak przyznają, że za jakiś czas trzeba będzie się nad tym poważnie zastanowić.

Rozmówcy The Independent przekonują, że to, co sobie przedsiębiorca Elon Musk zapisze w tej czy innej umowie jest nieistotne, bowiem to rządy państw znajdujących się na Ziemi będą musiały zdecydować jaki status będzie miała ta czy inna kolonia.

Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że przedstawiciele tego zawodu zbyt twardo stoją na Ziemi i nie zauważają ważnego elementu. Mars znajduje się (w zależności od konfiguracji) od kilkudziesięciu do kilkuset milionów kilometrów od Ziemi. Mieszkańcy kolonii będą mieli zupełnie inne problemy, zagrożenia i wyzwania od ludzi znajdujących się na odległej od nich Ziemi i z pewnością nie będą stosowali się do nakazów i zakazów ustanowionych przez ludzi siedzących na innej planecie, niemających zielonego pojęcia o rzeczywistości panującej na Marsie.

Tutaj też istnieje kwestia egzekwowalności prawa ziemskiego na Marsie. Wsiadając do Starshipa lecącego na Marsa (szczególnie w jedną stronę) pozostawia się ze sobą Ziemię i jej system prawny. Sądy, policja, więzienia – to wszystko pozostaje na „starej planecie”, liczy się już tylko nowa.

Na swój sposób mam wrażenie, że sytuacja pierwszych kolonistów marsjańskich będzie przypominała sytuację pierwszych Europejczyków zasiedlających Stany Zjednoczone. Owszem, pierwsze wyprawy będą finansowane przez Ziemian, pierwsze lata będzie trwała kontrola i pomoc ze strony starego świata, ale przy pierwszym większym konflikcie Marsjanie (ci pochodzenia ziemskiego) niczym Amerykanie, uświadomią sobie, że to co oni robią u siebie, to jest ich sprawa i ich odpowiedzialność. W tym momencie dojdzie do stworzenia świadomości nowego narodu, a rządy na Ziemi otrzymają jedynie informację o podpisaniu Deklaracji Niepodległości Marsa, tudzież kolonii marsjańskiej.

Ciekawe czy stanie się to jeszcze za naszego życia. Po cichu trzymam kciuki za to, aby tak się stało. Byłoby przynajmniej ciekawie.

Podobał się tekst? Polub go lub udostępnij na Facebooku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst