RTV  / Recenzja

Niezwykła relacja jakości do ceny. TCL C71 z powłoką QLED – recenzja

Ostatnim tak niezwykłym telewizorem w kwestii opłacalności była recenzowana przeze mnie dawno temu Toshiba. TCL 71 robi na mnie jeszcze większe wrażenie. Nie jest to telewizor doskonały, na pewno nie. Nie znam jednak modelu o lepszej relacji możliwości do ceny.

QLED to technika kojarzona przede wszystkim z Samsungiem. Powłoka z nanokryształów zapewnia większą precyzję nad emisją kolorów i nie jest to tylko chwyt marketingowy. A Samsung nie jest jedyny (ani nawet pierwszy), który z tej techniki korzysta.

TCL w tym roku oferuje dwa telewizory z kwantową kropką: to modele C71 i C81. Ja miałem okazję przetestować pierwszy z modeli. Który na dodatek jest wręcz obrzydliwie tani. Wydamy na niego 2 tys. zł, 2,3 tys. zł lub 3 tys. zł w zależności od rozmiaru (odpowiednio: 50 cali, 55 cali i 65 cali przekątnej). Gdzie jest haczyk?

TCL C71 – konstrukcja

Telewizor można ustawić na dołączonych do niego stopach na dwa sposoby, ustawiając ich ramiona w zależności od tego, jak szeroką lub wąską mamy szafkę RTV. C71 można też powiesić na ścianie, ale w dzisiejszych czasach to w zasadzie oczywiste. Uwagę natomiast przykuwa wzornictwo telewizora. Nie, nie jest on przesadnie ozdobny, ale ramka wokół wyświetlacza o grubości około 3 mm robi wrażenie – na tej półce cenowej to rzadkość.

Telewizor wyposażony jest w trzy złącza HDMI 2.0b. Nie ma ani jednego HDMI 2.1, więc telewizor nie wykorzysta w pełni mocy nowoczesnych konsol do gier – jednak HDMI 2.0b i tak pozwoli na zabawę w Ultra HD przy 60 kl./s. Tylko jedno złącze obsługuje kanał ARC. Niestety, brakuje eARC, więc podłączanie zewnętrznego nowoczesnego systemu audio będzie nieco bardziej skomplikowane. Trochę szkoda. Listę złącz uzupełniają dwa wejścia USB 2.0, Ethernet i DVB-T2.

TCL C71 pracuje pod kontrolą Androida TV Pie. Liczba modyfikacji jest niewielka, a ta najważniejsza jest dość… głupia. TCL w swoich wersjach Android TV upiera się przy dodawaniu swoistego optymalizatora. Niczym w najtańszych telefonach, telewizor czyści wszystkie zadania i aplikacje w tle na nasze życzenie. Nie mam zielonego pojęcia po co – nie używałem tej opcji ani razu, a i tak nie miałem problemów z płynnością działania czy brakiem pamięci operacyjnej.

Dołączony pilot, jak na mój gust, jest zbyt smukły i zbyt długi. By sięgnąć do górnych przycisków, trzeba zmieniać chwyt. Jest jednak lekki, przyciski są miłe w dotyku a ich klik wyczuwalny. Przyzwoicie, choć bez większych rewelacji.

Po pierwszym włączeniu TCL C71 wykrzywiłem się z niesmakiem. „Ale brzydal”, pomyślałem. To była przedwczesna reakcja.

Domyślne fabryczne ustawienia obrazu tego telewizora są koszmarne. To wbrew pozorom jest pewien problem, bo jestem przekonany, że istotna część klientów nie zawraca sobie głowy strojeniem każdego parametru obrazu w ustawieniach. Zresztą nie jest to takie proste i wymaga nieco wiedzy.

Na szczęście szybka wizyta w ustawieniach telewizora wykazała, że to nie tak, że sama matryca, procesor lub coś jeszcze innego sprawiają, że C71 jest sprzętem fatalnym. To tylko przedziwne dobrane ustawienia fabryczne. Ze zdefiniowanych przez producenta trybów ten sportowy i ten filmowy nie wymagał żadnych korekt. Reszta wymagała nieco pracy, szczególnie w trybach HDR, by zlikwidować przepalenia i podbity zbyt wysoko kontrast.

Na szczęście po korektach okazało się, że C71 to naprawdę ciekawy sprzęt, skrzywdzony tylko przez fabryczną konfigurację. Zacznę od czepialstwa. A przyczepię się tego, jak ten telewizor radzi sobie z kolorem czarnym. Otóż nie radzi sobie wcale – przynajmniej okiem entuzjasty. Gdy wyświetlimy scenę, w której większość obrazu jest bardzo ciemna, na matrycy pojawiają się ledwo widoczne pasy różniące się odcieniami. Ten defekt będziemy widywać bardzo rzadko i tyczy się tylko w miarę jednolicie ciemnych scen (problem nie występuje na przykład w ujęciach rozgwieżdżonego nieba, gdzie jasne gwiazdy najwyraźniej coś zmieniają w mechanizmie matrycy) – ale jest.

Nie zawsze też C71 dobiera poprawnie kolory. Mam pewne podejrzenie, choć nie byłem w stanie tego wykazać w jakiś bardziej naukowy sposób, że procesor obrazu w C71 szuka znanych wzorców obrazu, by następnie je poprawiać wedle swojego algorytmu. Na przykład niezależnie od ustawień czy wybranego trybu, skóra na twarzach ludzi na ekranie zawsze przybierała ciut dziwny odcień. Jakby telewizor – niczym aparat w smartfonie – rozpoznawał, że widzi twarz i chciał ją upiększać. Przyznaję jednak, że nie jestem pewien diagnozy, a dzielę się tylko spostrzeżeniami.

Na szczęście TCL C71 jest i za co chwalić

Kontrast jest zaskakująco dobry, w tym w stanowiących wyzwanie dla telewizorów LCD/LED scenach, w którym jasne elementy wyświetlane są na ciemnym tle. Tak zwany efekt halo (jasna poświata wokół jasnych elementów) pojawia się bardzo rzadko. Jest bardzo przyzwoicie.

Niezwykle dobrze ten telewizor radzi sobie z kolorami. Nie, nie, nie – C71 nawet nie stał obok sprzętu referencyjnego, na dodatek ma dziwną przypadłość kolorowania nienaturalnie skóry, o czym wspominałem wyżej. Kwantowa kropka (QLED), pisząc kolokwialnie, robi robotę. Zarówno w SDR, jak i w HDR kolory są świetnie odwzorowane. 93-procentowe pokrycie palety DCI-P3 w tym przedziale cenowym jest w zasadzie niespotykane.

Nieco gorzej jest z jasnością. Nie to by było tragicznie – szczytowa jasność 570 nitów w trybie HDR to wynik co najmniej bardzo poprawny – jednak QLED-y Samsunga przyzwyczaiły nas do wartości grubo powyżej 1000 nitów. Bez wątpienia QLED QLED-owi nierówny. Ale też nie zapominajmy, że QLED-y Samsunga są nieporównywalnie droższe.

Telewizor obsługuje też Dolby Vision, co jest bardzo ważne przy tej klasie matrycy. Materiały zgodne z tym formatem – a tych nie brakuje, większość produkcji Netflixa czy Prime Video jest w nim masterowana – wyglądają tak dobrze, jak matryca na to pozwala. Bez przepaleń w trudnych scenach HDR, gdzie telewizor gubi szczegóły w momencie, gdy parametry opisane w HDR10 wykraczają poza jego możliwości. TCL C71 obsługuje też nieco bardziej egzotyczny format HDR10+, więc jest zgodny w zasadzie ze wszystkim.

System audio? No jest. I jest niestety poniżej przeciętnej. Dialogi są jak najbardziej wyraźne, wszystko jest słyszalne… to jednak niezupełnie komplementy. Jest płasko, pusto i bez wyrazu. Dobrze będzie za jakiś czas po zakupie C71 pomyśleć nawet o najtańszych kolumnach czy soundbarze.

Telewizor jest też dość szybki w Trybie Gry. Input lag, czyli opóźnienia w reakcji na sterowanie grą wideo, nie przekracza 15 ms. To akurat wynik, którego nie wstydziłby się i telewizor z półki premium.

TCL C71 to rewelacyjna propozycja dla oszczędnego klienta

Do doskonałości mu brakuje wiele. Żałuję, że ani jeden port nie pracuje w standardzie eARC, to już nawet na niskiej półce cenowej powinno być standardem. System audio mógłby być lepszy. Szkoda, że domyślne ustawienia są tak źle dobrane. I nieco przeszkadza algorytm mający za zadanie poprawić niektóre kolory – moim zdaniem jest zupełnie zbędny.

Jednak w zamian za 2300 zł (wersja 55-calowa) otrzymujemy bardzo solidny sprzęt. Tak dobry kontrast i tak szerokie pokrycie palety barwnej są rzadko spotykane na tej półce cenowej. C71 sprawdzi się i do telewizji, i do Netflixa, i do PlayStation bądź Xboxa. Bez wątpienia istnieją lepsze telewizory – ale też najczęściej o tysiąc złotych droższe. Jestem pod dużym wrażeniem – zwłaszcza, że to nie pierwszy raz, gdy TCL proponuje nam świetną relację możliwości do ceny. I oby nie ostatni.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst