Bezpieczeństwo / News

eWybory kosztowały 140 tys. zł i nie wytrzymały. Polacy za granicą nie mogli zarejestrować się na II turę

Kolejny odcinek telenoweli pod tytułem „e-tam Państwo”. Padła strona eWybory należąca do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. I to padła gdy Polacy za granicą próbowali zarejestrować się do udziału w wyborach prezydenckich.

Polska e-administracja znowu tango down! Tym razem wystarczyło kilkadziesiąt tysięcy chętnych, żeby oddać głos w wyborach prezydenckich, by rozłożyć ją na łopatki. Tylko do wczoraj do północy Polacy za granicą mogli dopisać chęć udziału w II turze wyborów prezydenckich. Tyle że na godzinę przed końcem zapisów specjalny system eWybory od MSZ przestał działać. A jest to nówka sztuka zamówiona ledwie półtora roku temu przez resort spraw zagranicznych.

Tylko do wczoraj do północy chętni do wzięcia udziału w drugiej turze wyborów, którzy nie czuli takiej potrzeby w pierwszej turze, mogli dopisać się do listy wyborców przez internet, pod adresem https://ewybory.msz.gov.pl/. Strona jednak na ostatniej prostej przestała działać. Najprawdopodobniej system nie wytrzymał zwiększonego zainteresowania. Tylko w Wielkiej Brytanii dopisało się wczoraj ponad 50 tys. osób. Jak podliczył Jakub Krupa, były korespondent PAP w Wielkiej Brytanii, zanim nastąpiła awaria udało się dopisać niemal 100 tys. wyborcom z Europy.

Cyberbezpieczeństwo? Po co to komu!

Przed godziną 23 jednak aplikacja wyborcza przestała działać. Wszystko wskazuje na to, że nie była dostosowana do obsługi tak dużej liczby zainteresowanych.

Co więcej, okazało się, że MSZ od 120 dni nie opłaciło certyfikatu bezpieczeństwa tej strony, choć są za jej pośrednictwem przetwarzane są bardzo wrażliwe dane obywateli.  

Sytuacja jest kuriozalna na kilku poziomach. Po pierwsze system eWybory to świeża sprawa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło zapytanie ofertowe dla rozwoju tego systemu ledwie półtora roku temu, w styczniu 2019 r. Rozbudowę i poprawę pracy aplikacji planowano przed ubiegłorocznymi wyborami parlamentarnymi i tymi do Parlamentu Europejskiego. 

Ale dopiero obecne wybory prezydenckie okazały się być prawdziwym sprawdzianem dla tego e-systemu. Po pierwsze odbywają się one w czasie pandemii, gdy wielu krajach możliwe jest wyłącznie głosowanie korespondencyjne. Po drugie pojedynek Duda-Trzaskowski budzi spore emocje. Kandydat PO nie ukrywa, że mocno liczy na głosy Polonii i od rana motywował Polaków zagranicą do rejestracji w wyborach. W efekcie liczba chętnych do głosowania jest rekordowa. W USA w I turze zapisało się do spisu wyborców 33 827 osób. To wzrost o 52 proc. względem I tury wyborów w roku 2015. W Wielkiej Brytanii w spisie wyborców przed pierwszą turą odnotowano 129 331 osób. Podczas pierwszej tury wyborów prezydenckich w roku 2015 liczba ta wynosiła 73 870. Do drugiej tury w tym roku udało się zapisać ponad 180 tys. Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. 

To może mailem?

Mimo rozbudowy systemu aplikacja do zdalnego wpisania się do rejestru okazała się za słaba, by wytrzymać te kilkadziesiąt tysięcy zgłoszeń, które napłynęły w ciągu jednego dnia. Na półtorej godziny przed końcem rejestracji system niespodziewanie padł. 

Może więc jednak zaoferowana przez MSZ maksymalna kwota 140 tys. zł na poprawienie systemu była zbytnią oszczędnością. Szczególnie że i ze zliczaniem głosów Polonii oddanych w pierwszej turze były problemy. Choć urny już dawno zamknięto, przez ponad 30 godzin nie było oficjalnych wyników z Wielkiej Brytanii.

Późnym wieczorem MSZ na Twitterze próbowało ratować sytuację i przypominało, że „wyborcy chcący wziąć udział w II turze głosowania wyborów Prezydenta RP, a nieujęci w spisie na I turę głosowania, mogą dokonać zgłoszenia również za pomocą poczty elektronicznej”.

Czekamy na odpowiedzi od MSZ o powodach awarii, o tym kto wykonywał nową wersję aplikacji eWybory dla resortu i czy planowane jest przedłużenie procesu rejestracji wyborców. 

Pocieszające jest tylko to, że pomimo powtarzających się głosów polityków zachęcających do budowy pełnego systemu do e-głosowania jednak nikt się za to na poważnie nie zabrał. Skoro mamy problem z samym rejestrem dla kilkuset tysięcy wyborców to skomplikowany system do głosowania dla niemal 30 mln osób dopiero by sprawiał problemy. 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst